Rytmiczny szum lodówki był jedyną muzyką w kuchni, gdy zeskrobywałam zaschniętą mąkę z blatu.
Byłam w kuchni sama, dopóki nie wszedł. Nawet na mnie nie spojrzał, a może jednak zerknął ukradkiem. Udałam jednak, że tego nie widzę.
Wlał w siebie wodę ze szklanki; brzęk kostek lodu przeciął ciszę. Plecy miał wyprostowane jak struna, ramiona napięte. Wyglądał na zmartwionego. Chyba się czymś stresował.






