Felix uniósł telefon, niczym dyrygent przywołujący orkiestrę. Sonata księżycowa Chopina wlała się do pokoju, tkając gobelin ze srebrnych nut wokół nas.
Wziął kęs ciasta, przymykając oczy, gdy smaki zawirowały na jego języku. "To jest niesamowite," wyszeptał, w jego głosie pobrzmiewała nuta zachwytu. "Zapomniałem, jakie to dobre.”
Uśmiechnęłam się, czując trzepot w piersi. "Bardzo się cieszę, że ci






