TERAZ
Słońce, jasne i złociste o poranku, wślizgnęło się przez żaluzje Felixa, malując na moich powiekach figlarne pręgi. Z moich ust wyrwało się ziewnięcie, gdy przeciągnęłam się z lubością w ciepłym łóżku, które wciąż zachowało słaby odcisk jego ciała. Pościel po jego stronie była nieco skotłowana. Jego telefon wciąż leżał na materacu. Zgaduję, że nie minęło wiele czasu, odkąd się obudził.
Spojr






