WIELKI PAN VIKTOR
– Wasza Wysokość. – Uzdrowiciel spakował swoją torbę z ziołami, rzucając Viktorowi przelotne spojrzenia pełne niepokoju.
– O co chodzi, Faiwicku? – Viktor popijał herbatę z nonszalancją, a jej gorzki smak utrzymywał się na jego języku. – Twoje wahanie w niczym mi nie pomaga, więc równie dobrze możesz mówić wprost.
– Wybacz mi, panie, ale musisz pożywić się krwią. Naprawdę. Nie ty






