Althea wzięła głęboki wdech, zmuszając płuca, by wypełniły się powietrzem, uspokajając się, zanim jej emocje przeleją się na syna. Nie mogła pozwolić, by Josh błędnie zinterpretował jej złość. Kiedy w końcu się do niego odwróciła, furia zniknęła niczym dym w zderzeniu z łagodnością w jego oczach.
– Nic się nie stało, mój mały wojowniku. Nie musisz się martwić. – Czułym gestem wygładziła jego włosy






