Robię krok w tył i podziwiam kobietę leżącą przede mną. Powiedzieć, że jest oszałamiająca, to mało. Ale to jej piwne oczy, płonące pożądaniem, najbardziej przykuwają moją uwagę. Jej oliwkowa skóra była w dotyku jak aksamit. Nie jest typem kobiety, z którym zazwyczaj się zadaję, ale nie mogłem się powstrzymać.
Dzisiejszy wieczór miał polegać na kilku drinkach dla rozładowania napięcia i powrocie do domu. Kiedy Jasper zasugerował wyjście do Eclipse, nie miałem najmniejszego zamiaru sprowadzać kobiety do siebie. Ale czułem do niej niewytłumaczalny pociąg.
Szykowałem się już do wyjścia, kiedy ją zobaczyłem. Od razu wiedziałem, że muszę ją mieć. Z miejsca, w którym stałem, widziałem, że czuła się niekomfortowo, jakby w ogóle nie chciała tam być. Co tylko sprawiło, że zacząłem się zastanawiać, dlaczego zdecydowała się przyjść do klubu nocnego.
Moje oczy śledziły ją, dopóki nie dotarła do baru, i już na niej pozostały. Poczułem cholerną złość, gdy kolejni mężczyźni do niej podchodzili – to dla mnie nowość. Nie zdawali sobie sprawy, że to ja zobaczyłem ją pierwszy i że będzie moja.
Usiadłem wygodnie i patrzyłem, jak z upływem czasu stawała się coraz bardziej zdezorientowana. Potem stanął obok niej mężczyzna, o którym mówiła, że jest jej byłym. Napięcie w jej ciele wręcz krzyczało o ratunek. Bez chwili namysłu wstałem i podszedłem, by ją ocalić. Nie ma to jak ratowanie damy w opałach. Często bywają wdzięczne i chętne, by podziękować ci na wszelkie możliwe sposoby. Nie wiem nic o kobiecie leżącej w moim łóżku, ale czuję, że mam do niej prawo. Cieszę się, że posłuchałem Jaspera, kiedy powiedział, że muszę wyjść.
– Daj spokój, stary. Jesteś w Nowym Jorku od miesiąca. Firma nigdzie nie ucieknie. Tylko kilka drinków. Sprawię, że nie pożałujesz tego czasu.
– Nie mam nastroju. Chcę tylko, żeby ten cholerny dzień już się skończył – mówię do Jaspera, gdy siedzimy w moim biurze.
– Dlaczego pozwalasz, żeby Eleanor tak na ciebie wpływała? Przecież już odwołałeś ślub. Nie ma o czym więcej gadać. – Wyglądam przez okno i widzę, jak mali wydają się ludzie w dole.
– Łatwo ci mówić. To nie ty wisisz na telefonie, przekonując moją matkę, że między mną a Eleanor wszystko skończone.
Biorąc pod uwagę to, kim jestem i jaką pozycję zajmuję, oczekuje się ode mnie, że będę żył w określony sposób. Są wymagania, którym muszę sprostać, a zaczynają się one od Eleanor. Została wychowana na moją żonę i przyszłego członka Dworu Królewskiego. Ma wszystkie cechy, jakich moja matka oczekuje od kobiety, która ma zostać moją małżonką. Ale Eleanor w ogóle na mnie nie działa. Niezależnie od tego, czy chodziło o łóżko, czy o codzienne życie, Eleanor jest nudna i roszczeniowa – to nie są cechy, których pragnę u kobiety, z którą miałbym spędzić resztę życia. Nie urodziłem się, by być czyimś mężem. Lubię swoją wolność. Niech mnie diabli, jeśli pozwolę komukolwiek – wliczając w to moje nazwisko – mi ją odebrać.
– Nie musisz żenić się jutro. Słyszałeś ojca. Wszystko, co musisz zrobić, to pokazać, że poważnie traktujesz przyszłość nazwiska Sterling. – Nie mogę powstrzymać śmiechu.
– Cholernie dobrze zdaję sobie sprawę z powagi bycia Sterlingiem. To, że w moich żyłach płynie królewska krew, nie oznacza, że chcę mieć cokolwiek wspólnego z Dworem Królewskim. Jestem w pełni zadowolony, będąc po prostu Alistairem, mężczyzną.
– Jesteś dla mnie jak brat, Alistair, i jako taki nigdy nie poprowadziłbym cię złą drogą. Tu nie chodzi o to, czego ty chcesz. Musisz dać im dziedzica. – Zamykam oczy i przeczesuję palcami włosy.
– Nie interesuje mnie ożenek z kimkolwiek, a co dopiero posiadanie dziecka. Wszyscy muszą pogodzić się z tym, że to nie jest przyszłość, jakiej dla siebie pragnę. Nie chcę rządzić cholernym krajem. Chcę żyć tak, jak uważam za stosowne. Jeśli chcą dziedzica, mogą poczekać, aż Beatrice wyjdzie za mąż i urodzi dziecko.
– Ale ona nie jest mężczyzną ani pierworodną. Co więcej, nie jest pierwsza w kolejce do korony.
– Nie ożenię się i nie będę miał dzieci. Każdy, kto myśli inaczej, jest w błędzie – powtarzam sfrustrowany.
– Co powiesz na to, żebyśmy już o tym nie rozmawiali i wyszli na drinka do Eclipse?
– Odpieprz się. Nie mam nastroju na klub. Jeśli masz ochotę na drinka, zapraszam do mnie do apartamentu.
– Zaufaj mi. Tego właśnie potrzebujesz. Nocne wyjście, kilka drinków i może jedna czy dwie kobiety w twoim łóżku.
– Jeden drink – mówię mu, nie chcąc kontynuować tej bezcelowej rozmowy.
– I to mi się podoba.
Gdy opada z niej haj orgazmu, podchodzę do szafki nocnej i wyjmuję kilka prezerwatyw. Zamierzam wziąć ją na każdy możliwy sposób. Zdejmując bokserki, spoglądam w górę i widzę, że Samantha gapi się na mnie z otwartymi ustami. Nigdy nie znudzi mi się obserwowanie reakcji, jaką wywołuję u kobiet. Tyle że u niej działa to jak narkotyk, którego pragnę więcej.
Kiedy wsuwam się na łóżko, Samantha z własnej woli przesuwa się wyżej. Cieszy mnie, że robi to, czego chcę, bez moich rozkazów. Jej oczy są pełne głodu, a ja nagle nabieram ochoty, by ją pocałować. Nie mam w zwyczaju całować kobiet, nie ma w tym nic apetycznego. Ostatnią kobietą, którą całowałem, była Eleanor na wczesnym etapie naszych zalotów. Wargi Samanthy są słodkie jak miód. Przyciągam ją na swoje kolana, sprawiając, że powietrze gęstnieje od naszego pożądania. Połykam każdy jęk, który wymyka się z jej ust.
Przerywam pocałunek na tyle długo, by rozerwać folię, założyć prezerwatywę i odpowiednio się ustawić. Nasze spojrzenia się krzyżują i czekam, by sprawdzić, czy wciąż chce, żebym kontynuował. Głód i ogień w jej oczach mówią mi wszystko, co muszę wiedzieć. Chce tego tak samo jak ja. Zaczynam się w nią wsuwać, czując, jak ciasna i drobna wewnątrz jest.
– Cholera jasna – warczę. Czuję, jak na plecach perli mi się pot. Wchodzę, aż całkowicie ją wypełniam.
– Niech to – jęczy.
Daję jej chwilę, by mogła rozkoszować się moją pełnią w swoim wnętrzu. Została stworzona dla mnie. Jej smukłe ciało dopasowuje się do bestii między moimi nogami. Wpatrujemy się w siebie, gdy zaczyna kręcić biodrami. Powoli wsuwam się i wysuwam. Zaczyna przyspieszać, dając jasno do zrozumienia, że pragnie więcej. Jej głód jest namacalny. Szybko się napina, sprawiając, że ścianki, które mnie oplatają, zaciskają się coraz mocniej.
– To jest takie dobre – udaje jej się z trudem wydusić.
Mija minuta i eksploduje. Jej ciało drży niekontrolowanie. Jak to możliwe, że ta kobieta jest czyjąś przeszłością? Daję jej kilka sekund, zanim znów zaczynam, tym razem pchnięciami bez cienia litości. Jej satysfakcja rozpala moją potrzebę, by ponownie popchnąć ją za krawędź. Nie mija dużo czasu, a moje własne pożądanie do niej przerzuca i mnie przez skraj. Dyszymy, gdy zsuwam się na bok. Kiedy mój oddech się wyrównuje, wstaję z łóżka i idę do łazienki, żeby się obmyć. Wracam do sypialni, gdzie Samantha wciąż siedzi na łóżku.
– Chcesz butelkę wody? – pytam.
– Tak, poproszę. – Podchodzę do miejsca, gdzie trzymam wodę. Otwieram butelkę i podaję jej. Bierze ją i pije, nie odrywając ode mnie wzroku.
– Kim ty jesteś i gdzie się podziewałaś? – pytam, odbierając jej butelkę i wypijając resztę.
– Po prostu kobietą, która próbuje odpocząć od swojego życia.
– Rozumiem. Jak brzmi twoje pełne imię i nazwisko, Samantho? – Jedna noc z nią to będzie za mało, to dla mnie w pełni jasne.
– Po prostu Samantha. Zostańmy przy tym. Nie ma potrzeby komplikować idealnej nocy. A może byś tak odłożył tę pustą butelkę i byśmy wrócili do sprawiania sobie przyjemności?
Odstawiam butelkę i wchodzę do łóżka. Być może Jasper miał rację. Tego właśnie potrzebuję – nieskomplikowanej nocy. Nocy, w której będę czerpał przyjemność i zapomnę o problemach. Dziś będę myślał tylko o kobiecie w moim łóżku i zapomnę o obowiązkach Sterlinga.
– Czytasz mi w myślach – mówię jej.
– Mam nadzieję, że nie jesteś zmęczony. Ja jestem gotowa na rundę drugą – mówi z uśmiechem.
Nie dodaję nic więcej. Zamiast tego zawisam nad nią i ją całuję. Na resztę nocy mam tylko jeden plan: zamierzam posiąść każdy jej centymetr. Ona ma ten sam plan, bo przyciąga mnie do siebie. Czuję, jak jej paznokcie wbijają się w moje plecy. Przyprawia mnie to o dreszczyk emocji, jakiego nie czułem od bardzo dawna. Świadomość, że Samantha leży pode mną i drapie moją skórę, sprawia, że czuję, iż żyję.
Przerywam pocałunek i zaczynam schodzić wzdłuż jej ciała. Słodki zapach wanilii emanuje z jej skóry. Jak dotąd nie znalazłem na niej ani jednej skazy. Trudno nie porównywać kobiet pode mną do Eleanor. Podczas gdy Eleanor bardzo się starała zachowywać seksownie i sprostać moim potrzebom, kobiecie pode mną przychodzi to bez najmniejszego wysiłku. Jeśli kiedykolwiek istniała kobieta idealna, to jest nią Samantha. Nie sądzę, by zdawała sobie sprawę z tego, jak na mnie działa.
Sypialnia zaczyna wypełniać się jej jękami, a powietrze – mieszanką zapachu wanilii i jej płci. To cholernie potęguje moje pragnienie. Całuję jej mostek, a ona zaciska dłonie na pościeli. Jej ciało wygina się w moją stronę, szukając więcej. Zanim zbliżam się do jej łechtaczki, ona już ciężko dyszy. Nie mogę się powstrzymać i spoglądam na nią. Ma zamknięte oczy, a jej klatka piersiowa szybko unosi się i opada. Wstaję z łóżka, zmuszając ją do otwarcia oczu i spojrzenia na mnie.
– Nie martw się, laleczko. Muszę ułożyć się wygodniej na to, co nastąpi teraz.
Uklękam i przyciągam ją na sam skraj, tak że jej pośladki ledwo opierają się na materacu. Szeroko rozchylam jej nogi i delikatnie kąsam wewnętrzną stronę uda. Nagradza mnie krzykiem rozkoszy. Lśni z wilgoci, jest tak niesamowicie na mnie gotowa. Całuję ją, aż zatrzymuję się na jej łechtaczce. Liżę kilka razy, smakując jej słodki nektar. Obejmuję ją ustami i ssę, zmuszając ją, by zacisnęła uda wokół mojej głowy. Nie mogę powstrzymać cichego śmiechu. Jej pożądanie jest równie silne jak moje. Samantha to dokładnie to, czego nie szukałem, a czego desperacko pragnę. Sprawię, że liczyć się będzie każda sekunda.
– Dojdź dla mnie, laleczko – rozkazuję, wiedząc, że jest tuż nad krawędzią.
Cholera jasna, ta kobieta wcale nie ułatwi mi wypuszczenia jej z sypialni, kiedy już z nią skończę.
∞
Dzwoni mój alarm. Szybko siadam, nie chcąc budzić Samanthy, ale to bezcelowe. Nie leży obok mnie. Podchodzę do komody i biorę komórkę, żeby wyłączyć dźwięk. Sprawdzam obie łazienki w mojej sypialni, ale w żadnej z nich jej nie ma. Wpółprzytomny wracam do sypialni i rozglądam się. Wtedy dociera do mnie, że nie ma tu jej rzeczy.
– Gdzie ty poszłaś, Samantho? – pytam w pustkę.
Po ponownym rozejrzeniu się zauważam kawałek papieru na szafce nocnej. Podchodzę i biorę liścik.
Dziękuję za wczorajszą noc. Tego właśnie potrzebowałam. – Samantha
Sam nie wiem, co myśleć o kobiecie, która wchodzi do mojego łóżka i wychodzi z niego bez słowa. Zazwyczaj to ja jestem tym, który odchodzi. Być może tak jest najlepiej. Ale dlaczego czuję potrzebę dowiedzenia się, kim jest Samantha i w jaki sposób mogę spotkać ją ponownie?






