languageJęzyk

5. Alistair

Autor: Stella Pierce23 kwi 2026

– Minęły już dwa tygodnie, stary. Nie możesz wciąż myśleć o swojej tajemniczej kobiecie – mówi Jasper, gdy obserwuję przez okno biura ludzi spacerujących po ulicy.

– Wcale o niej nie myślę. Myślę o tym cholernym spotkaniu. Montgomery zostawił bałagan, a ode mnie oczekuje się, że sprzątnę go przed końcem kwartału.

Kłamię, a on o tym wie. Oczywiście, że myślę o Samanthcie. Nie przestałem o niej myśleć od nocy, kiedy się poznaliśmy. Wróciłem do Eclipse w nadziei, że na nią wpadnę, ale już nigdy się tam nie pojawiła. Zaczynam odnosić wrażenie, że ta kobieta nie istnieje.

– Jako twój prawnik muszę ci przypomnieć, że nowy klient i ten projekt wyprowadzą firmę z powrotem na zielone wskaźniki.

– Wciąż nie potrafię pojąć, jakim cudem ten palant defraudował pieniądze i nikt przez dwa lata tego nie zauważył.

– Ważne jest to, przyjacielu, że robisz to, co musi zostać zrobione. – Słyszę pukanie do drzwi.

– Wejść – wołam.

– Panie Sterling, najmocniej przepraszam za najście. Pan Miller prosi o chwilę rozmowy. Mówi, że to pilne i dotyczy dzisiejszego popołudniowego spotkania.

– Niech wejdzie – rozkazuję jej.

– Czy to nie ten człowiek, którego chcesz zwolnić? Ten, którego podejrzewasz o współpracę z Montgomerym?

– Zgadza się, ale na ten moment nie ma żadnych dowodów potwierdzających tę teorię. Dział prawny twierdzi, że bez konkretnych dowodów nie możemy go zwolnić – mówię bardziej do siebie.

– Panie Sterling, dziękuję za przyjęcie mnie w tak krótkim czasie. – Wita się, wchodząc do biura.

– W czym mogę pomóc? – pytam, chcąc od razu przejść do rzeczy.

– Wiem, że wolałby pan, by informacja o objęciu przez pana stanowiska CEO pozostała nieoficjalna. Chciałem jednak zapytać, czy mógłbym przyprowadzić moją główną analityczkę na dzisiejsze spotkanie. – Wstaję z fotela i zatrzymuję się kilka stóp przed nim.

– Przerywasz moje spotkanie, żeby cholernie pytać o pozwolenie na to, by analityk dołączył do rozmów o poufnych danych klienta – stwierdzam, zamiast pytać.

– Nie chciałem przeszkadzać w pańskim spotkaniu – mówi, zerkając na Jaspera. – Chciałem się po prostu upewnić – zaczyna. Prostuję się i robię kilka kroków w jego stronę, aby upewnić się, że dobrze zrozumie moje kolejne słowa.

– Pańskie działania prowadzą mnie do wniosku, że nie jest pan zdolny wykonywać swoich obowiązków jako wiceprezes. Być może to stanowisko nie jest dla pana.

– Oczywiście, że jestem. Chodzi po prostu o to, że Samantha stanowi wspaniałe wsparcie i potrafi rozkładać na czynniki pierwsze informacje i liczby jak nikt, kogo kiedykolwiek spotkałem. – W chwili gdy wypowiada imię Samantha, nie mogę oprzeć się myśli, że może mówić o mojej tajemniczej kobiecie.

– Niech dołączy do spotkania. Sam to ocenię. Może pan odejść – dodaję, zanim zdąży powiedzieć cokolwiek jeszcze. Zamiast wracać do biurka, wychodzę z gabinetu i podchodzę do Gemmy.

– W czym mogę pomóc, panie Sterling? – pyta, gdy staję przed jej biurkiem.

– Potrzebuję wszelkich informacji na temat głównej analityczki Millera. Zdaje się, że ma na imię Samantha.

– Oczywiście, panie Sterling. – Odwracam się i wracam do gabinetu.

– Jakie są szanse, że to ona? – rzuca Jasper, gdy tylko zjawiam się w drzwiach.

– Nie masz jakiejś pracy do wykonania? – pytam, dochodząc do biurka. Wybucha śmiechem.

– Chyba rzeczywiście mam. Tylko nie rób sobie wielkich nadziei. Założę się, że to nie jest twoja tajemnicza kobieta. Wciąż uważam, że ją sobie zmyśliłeś, stary. Przecież nie ma żadnych dowodów na to, co tam zaszło – mówi, wstając z miejsca.

Nie odpowiadam mu. Chcę zostać sam ze swoimi myślami. Nie mam pojęcia jak, ale po prostu wiem, że to ona. Czuję to. To, by mieć ją w zasięgu ręki, jest jedyną rzeczą, o której myślałem od nocy, gdy ją poznałem i uczyniłem moją.

Kiedy czekam, aż Gemma wróci z potwierdzeniem danych Samanthy, dzwoni mój telefon. Spoglądam na wyświetlacz. Ekran wskazuje Eleanor. Odrzucam połączenie, ale dzwoni znowu. Jeśli nie odbiorę, będzie dzwonić w nieskończoność.

– Czego do cholery chcesz, Eleanor? – żądam.

– Jak długo zamierzasz mnie tak traktować, Alistair? Nie uważasz, że najwyższy czas, byś wrócił do domu i żebyśmy wznowili przygotowania do ślubu?

– Odpieprz się, Eleanor. Nie będę się powtarzać. Skończyłem z tobą. Ta szopka, którą odstawiacie z moją matką, nie przystoi damie.

– Nie unoś się tak. Sugerujesz, że nie potrafimy rozwiązać tego, co cię tym razem trapi. – Biorę głęboki oddech, chcąc zapanować nad gniewem, który narasta we mnie.

– Po pierwsze, masz być damą i nie wypowiadać się jak prymityw.

– Nie musisz mnie obrażać, Alistair. Nie jestem z nizin społecznych. – W chwili gdy wypowiada te słowa, Gemma wchodzi do biura z teczką w dłoni.

– Przestań wydzwaniać, Eleanor. Ostrzegam cię po raz ostatni. – Rozłączam się.

– Nie chciałam przeszkadzać – mówi Gemma, zatrzymując się wpół kroku.

– Nie przeszkadzasz. – Wyciągam dłoń po akta.

– Wkrótce powinnam mieć więcej informacji. Tymczasem w środku znajdzie pan jej CV oraz notatki ze spotkania rekrutacyjnego. Dołączyłam również pisemną naganę, chociaż nikt nie wydaje się rozumieć, dlaczego ją otrzymała.

– Dziękuję. Wstrzymaj wszystkie moje połączenia.

– Oczywiście – odpowiada, wychodząc.

Natychmiast otwieram akta. Miałem rację. Zdjęcie z firmowego identyfikatora potwierdza, że ta Samantha to moja Samantha.

Samantha Davis, urodzona w Tallulah, w stanie Luizjana.

Ukończyła NYU Stern School of Business, mieszcząc się w najwyższym, jednym procencie absolwentów swojego rocznika.

Pracuje w Sterling Wealth Management od trzech miesięcy.

Lista ciągnie się dalej, podając szczegóły, które nie mają dla mnie większego znaczenia. Zaintrygowany uwagą Gemmy o naganie, wyciągam ją z teczki. Czytam, że wyniki Samanthy są przeciętne i nie wykonuje poleceń wystarczająco szybko. Zastanawiam się, dlaczego Miller prosił o zabranie jej na spotkanie, skoro sam czuł się zmuszony do podpisania takiej nagany. Trudno jednak uwierzyć w jego słowa, gdy opisywana przez niego kobieta to nie ta sama dziewczyna, która spełniała każdy mój rozkaz w noc, gdy ją posiadłem. Ostatecznie sam ocenię, kim jest Samantha Davis i jak wykonuje swoje obowiązki.

Spotkanie trwa od piętnastu minut, a Samantha nadal się nie pojawiła.

– Nie mam czasu do stracenia – warczę na Millera.

– Powinna być tu w każdej chwili. Jeśli pan sobie życzy, mogę sprawdzić, co ją zatrzymuje.

Widzę, że ma zamiar wstać, ale akurat w tym momencie dostrzegam Samanthę zmierzającą w stronę sali konferencyjnej. Ściany są przeszklone, więc trudno ją przeoczyć. Patrzy w dół, niosąc stertę segregatorów i prezentacji.

– Kompletne bzdury – mruczę bardziej do siebie, wstając, by pomóc jej z drzwiami, których z pewnością sama nie zdołałaby otworzyć.

Zanim staję przy drzwiach, wciąż nie podniosła wzroku, a segregatory zasłaniają jej widok. Nie zauważa, kiedy je otwieram i staję tuż przed nią. Wpada prosto na mnie.

– Cholera, przepraszam – mówi, w końcu podnosząc wzrok. Prawie upuszcza wszystko, co niesie, kiedy dociera do niej, że to ja.

– Jesteś tak niekompetentna, że nawet nie patrzysz przed siebie? – Słyszę za plecami głos Millera. Nie daję jej szansy na odpowiedź. Jej twarz oblewa rumieniec zażenowania.

– Wszyscy wychodzą. Wszyscy z wyjątkiem ciebie, Samantho – mówię, zabierając od niej segregatory i teczki z prezentacjami. Zaczyna się odsuwanie krzeseł. Robię krok w bok, żeby Samantha mogła wejść do sali. Nie ma odwagi nawet na mnie spojrzeć. Minęła może minuta, zanim wszyscy wyszli.

– Miło cię tu widzieć – mówię, kładąc to wszystko na stole konferencyjnym.

– Ja... – zaczyna, ale zaraz zamyka usta. – Powinnam... – zaczyna ponownie. Robię krok do przodu, zmniejszając dzielący nas dystans. Niemal natychmiast słodki zapach wanilii wypełnia powietrze wokół nas.

– Odjęło ci mowę? – drażnię się z nią.

– Panie Sterling, nie powinno się nas tu razem widzieć. Ludzie odniosą złe wrażenie. – Robi krok do tyłu. Patrzę za nią i dostrzegam kilka osób próbujących dyskretnie spojrzeć w naszą stronę, a wśród nich Millera.

– Pójdziesz ze mną – rozkazuję, mijając ją, by otworzyć drzwi. Nie rusza się z miejsca. – To nie była prośba – dodaję. Podchodzi, by zabrać segregatory. – Zostaw je. – Bierze głęboki oddech i rusza przed siebie.

– Panie Sterling, mogę porozmawiać z Samanthą o wynikach jej pracy – odzywa się Miller, zastępując nam drogę.

– Nie ma takiej potrzeby. – Wygląda, jakby zamierzał coś jeszcze powiedzieć, ale chyba dochodzi do wniosku, że lepiej milczeć. Prowadzę Samanthę prosto do swojego biura. – Gemmo, dopilnuj, żeby nikt nam nie przeszkadzał – rozkazuję przed jej biurkiem.

– Oczywiście, proszę pana.

Staję z boku, przepuszczając Samanthę w drzwiach. Wchodzę za nią i zamykam biuro na klucz. Szklane drzwi i ściana z widokiem na biurko Gemmy momentalnie stają się matowe. Podchodzę do Samanthy, która stoi na samym środku mojego gabinetu. Zmniejszam dzielącą nas odległość i ujmuję jej twarz w dłonie. Nie ma sensu przeciągać – całuję ją, popychając w stronę najbliższej ściany. Aż do tej sekundy nie zdawałem sobie sprawy, jak intensywne było moje pragnienie. Z jej ust wydobywają się ciche jęki, co momentalnie sprawia, że sztywnieje mi kutas.

– Alistair – szepcze, przerywając pocałunek.

Ale ja całkowicie ignoruję to, że wymówiła moje imię, używając go jako oręża do walki z własnym pożądaniem. Całuję ją znowu. Tym razem ją podnoszę. Oplata nogami moją talię. Niosę ją do biurka i na nim sadzam.

– Myślałem, że już nigdy więcej cię nie zobaczę – wyznaję. Wpatrujemy się w siebie w milczeniu.

– Muszę wracać do pracy, panie Sterling – mówi z trudem łapiąc powietrze, choć pełen pożądania wzrok całkowicie ją zdradza.

– Nigdzie nie idziesz. Dopiero się rozkręcam – odpowiadam, tym razem miażdżąc jej wargi swoim pocałunkiem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki