Dwa tygodnie później…
Minęły dwa tygodnie, odkąd opuściłam apartament Alistaira tej nocy, w którą się poznaliśmy. Staram się nie myśleć o naszej idealnej nocy, ale to niemal niemożliwe, skoro śnię o niej każdego wieczoru. Wyjście stamtąd bez pożegnania okazało się trudniejsze, niż mogłam sobie wyobrazić. Ale w głębi duszy wiem, że tak było najlepiej. Robię więc to, co jest najlepszym wyjściem: praca, praca i jeszcze więcej pracy.
Praca to istny koszmar. Wiedziałam, że wkroczenie do branży finansowej będzie mordercze, ale jest gorzej, niż myślałam. Wiem, że to środowisko zdominowane przez mężczyzn, ale rany boskie. Od trzech miesięcy pracuję w Sterling Wealth Management i to zdecydowanie nie jest spacerek.
Kiedy moja przyjaciółka ze studiów, Lily, powiedziała mi o tej możliwości, nie mogłam być bardziej szczęśliwa. Ukończyłam uczelnię, nie mając ani pracy, ani perspektyw. To nic przyjemnego, mając na karku takie kredyty studenckie jak moje. Lily uznała, że będę pasować, a sama już tu pracowała. Jednak w takie dni jak dziś zastanawiam się, dlaczego w ogóle zdecydowałam się na tę branżę. Mam ochotę rzucić to wszystko i przestać przejmować się tym, że mam osiemdziesiąt tysięcy dolarów długu z tytułu kredytów.
Mój typowy dzień wypełniony jest szerokim wachlarzem obowiązków, takich jak zbieranie danych, organizowanie informacji, analizowanie wyników z przeszłości, robienie prognoz, tworzenie rekomendacji, modeli w Excelu, prezentacji i raportów. Wymień cokolwiek – robię to. Ale dzisiaj mój Portfolio Manager, Caleb Miller, zamienia moje życie w prawdziwe piekło. Wszystko, czego żąda, jest mu potrzebne w tej sekundzie. Jakby świat stał w płomieniach. Nie obchodzi go, że wykonuję pracę za dwoje.
– Nie jestem pewna, czego ode mnie oczekujesz, Caleb – mówię mu po raz drugi.
– Dokładnie tego, za co ci płacą. – Mam ochotę mu odpowiedzieć, że to nie on podpisuje moje czeki, ale to tylko sprowokowałoby go do wygłaszania kolejnych kazań, a wcale nie chcę z nim więcej rozmawiać.
– Mogę przygotować wszystko na koniec dnia. Muszę przejrzeć część raportów od innych analityków i sprawdzić, gdzie leży problem.
– Przysięgam, że jesteś tak samo niekompetentna, jak wszyscy pozostali – rzuca, wychodząc wzburzony z mojego boksu.
– Cholera, o co mu chodziło? – Simon zagląda zza ścianki.
– O to samo, co zawsze.
– Ktoś powinien dać mu w twarz.
– Nawet mi nie mów – odpowiadam sfrustrowana, ale uśmiecham się na wyobrażenie tej sceny.
– Potrzebujesz pomocy?
– Dam radę, ale dziękuję, że pytasz.
– A może przyniosę lunch? Chcesz to co zwykle?
– Byłoby wspaniale. Pozwól, że wezmę portfel.
– Wiesz, że od ciebie nie wezmę pieniędzy. – Uśmiecham się.
– Dziękuję. Jesteś świetnym przyjacielem.
– Nie zapominaj o tym – mówi, wracając do siebie.
Simon Hayes i ja pracujemy biurko w biurko od miesiąca. On pracuje w Sterling Management od dwóch lat. Stwierdzenie, że zna się tutaj na rzeczy, to mało powiedziane. Wziął mnie pod swoje skrzydła, co ogromnie doceniam. Większość tutejszych ludzi nie przejmuje się nikim poza samymi sobą. Nie pomaga mi również to, że nie pochodzę z miasta. Kiedy na mnie patrzą, widzą tylko biedną dziewczynę z małego miasteczka. Ale ostatnio mam wrażenie, że Simon chciałby być kimś więcej niż przyjacielem, a to zupełnie mnie nie interesuje. Nie mam czasu na romanse.
Po Loganie zrezygnowałam z mężczyzn. Cóż, to nie do końca prawda. Jeśli mam być ze sobą w pełni szczera, nie miałabym nic przeciwko kolejnej nocy z Alistairem, nawet jeśli powtarzam sobie, że tego nie chcę. Przysięgam, że bywają noce, gdy wciąż czuję jego język między moimi nogami. Szybko odpędzam tę myśl. Kiedy tamtego ranka opuściłam jego mieszkanie, o mało nie umarłam, gdy Harper uświadomiła mi, kim on jest. Czułam się głupio, że sama tego nie dostrzegłam. Kto, u diabła, nie rozpoznaje Alistaira Sterlinga? Najwyraźniej ta dziewczyna. Ten facet to książę, pierwszy w kolejce do korony, by zostać królem. Wciąż pamiętam moją rozmowę z nią.
Od godziny siedziałam na kanapie, skacząc po kanałach, wyczerpana po długim dniu pracy, ale rozbudzona myślami o dłoniach Alistaira na moim ciele. Spojrzałam w stronę drzwi, słysząc szczęk kluczy.
– Wreszcie – rzuciłam do Harper, gdy weszła, a ja wstałam z miejsca.
– Klient był niesamowicie gadatliwy.
– Umieram z głodu – dodałam, idąc do kuchni.
– Mogłaś coś ugotować.
– Jestem zbyt zmęczona, a dziś twoja kolej, żeby przynieść kolację. Więc o czym tak ważnym chciałaś porozmawiać?
– O twojej wczorajszej randce. Chcę poznać wszystkie szczegóły.
– Nie ma o czym opowiadać, zresztą to nie była randka. – Podeszłam do lodówki, żeby wziąć nam coś do picia.
– Daj spokój, przecież wiem, że z nim spałaś. Masz to wypisane na twarzy. Zapomniałaś, że ja cię znam? – Odwróciłam się i spojrzałam na nią. – Nie patrz tak na mnie. Jak to jest sypiać z członkiem rodziny królewskiej?
– O czym ty mówisz? – Zamknęłam lodówkę i podeszłam do stołu, na którym położyła chińskie jedzenie.
– Błagam cię, powiedz, że wiedziałaś, kto pospieszył ci na ratunek.
– Alistair – odpowiedziałam zdezorientowana.
– Okej, a udało ci się chociaż poznać jego nazwisko?
– Chciałam zachować anonimowość. Znasz najważniejszą zasadę przygodnego seksu. Kim on właściwie jest?
– Na początku nie skojarzyłam, ale potem do mnie dotarło. To Alistair Sterling. – Ta informacja zamroziła mnie w miejscu. – Tak, z tych Sterlingów. Dziedzic i przyszły król. Nie wierzę, że sama tego nie dostrzegłam. Ten mężczyzna to w tej chwili najbardziej pożądany kawaler w Nowym Jorku. Masz jego numer? Kiedy znów się widzicie? Mów wszystko.
Tamtego wieczoru spędziłam niemal dwie godziny, próbując zmusić Harper, żeby odpuściła, zwłaszcza kiedy dotarło do mnie, że miała rację co do Alistaira. Chodzi mi o to, że ten facet to szef szefa szefa mojego szefa. To była idealna noc, a ja i tak nigdy więcej go nie zobaczę, więc jakie to ma znaczenie. Wszystkie jej pytania nie wymagały odpowiedzi. A przynajmniej nie z mojej strony w stosunku do niej. Jaki jest sens robić z igły widły? Próbuję skupić się na leżących przede mną raportach, ale nie jest to proste, kiedy moje myśli wędrują ku Alistairowi. Pewnie on o mnie w ogóle nie pomyślał, ani nawet nie pamięta mojego imienia.
Nim się orientuję, Simon przynosi mi lunch. Sałatkę. Przysięgam, że niedługo sama zamienię się w sałatkę. Ale w tej okolicy to jedna z nielicznych rzeczy, na które mnie stać. Stawia papierową torbę na biurku. Uśmiecham się i dziękuję mu. Przez ułamek sekundy dostrzegam w jego oczach rozczarowanie. Zapewne miał nadzieję, że zjem razem z nim, ale nie mam na to nastroju. Poza tym nie chcę robić mu złudzeń. Jest tylko dobrym przyjacielem i nie chcę tego zniszczyć. Mój telefon wydaje dźwięk, przerywając moje myśli. Patrzę na ekran. SMS od Harper.
Harper: Happy Hour?
Samantha: Nie ma mowy, zostaję po godzinach.
Harper: Nie bądź nudna. Nie wychodziłaś nigdzie od czasu Eclipse. Musisz wrzucić na luz.
Samantha: Wchodzę na spotkanie. Napiszę później.
Harper: Okej, ale nie zapomnij. Wczoraj zapomniałaś.
Samantha: Nic nie obiecuję.
Sama nie wiem, dlaczego właśnie okłamałam moją najlepszą przyjaciółkę. Ale nie chcę myśleć o idealnej nocy w Eclipse, a wiem, że dokładnie to ma na myśli. Już samo to, że wciąż nie potrafię wyrzucić Alistaira z głowy, jest wystarczająco złe. Na samą myśl o nim robię się wilgotna. To jednocześnie podniecające i strasznie irytujące. Mogłabym wręcz pokusić się o stwierdzenie, że staję się żałosna. Otwieram sałatkę i zaczynam jeść, wpatrując się w raport od Caleba. Będzie oczekiwał, że dopracuję go do perfekcji przed popołudniem, a plik liczy sobie trzydzieści stron.
Zanim się obejrzę, mijają dwie godziny. Rozglądam się wokół; ani śladu Caleba czy Simona. Wykorzystuję okazję, by skoczyć po kawę. Już teraz widzę, że to będzie kolejny wieczór w pracy. Raport, który otrzymałam od Caleba, jest o wiele gorszy, niż się spodziewałam. Ktokolwiek go składał, albo potwornie się śpieszył, albo nie miał bladego pojęcia, co, do diabła, robi. Najpewniej to dzieło samego Caleba. Irytujące jest to, że ten człowiek zarabia sześciocyfrowe kwoty i jest chodzącą niekompetencją. A mimo to wytyka niekompetencję wszystkim nam. Zastanawiam się, czy wyższe szefostwo zdaje sobie z tego sprawę. Prawdopodobnie ich to nie obchodzi.
Na szczęście w drodze do windy nie wpadam na żadnego z nich. Kilka osób wita się ze mną, gdy czekam, modląc się w duchu, żeby kabina zjawiła się jak najszybciej. Mam już zamiar pójść schodami, kiedy w końcu zjeżdża. Gdy drzwi się otwierają, ogarnia mnie złość na widok Caleba. Tyle jeśli chodzi o unikanie go.
– Dokąd się wybierasz? – żąda odpowiedzi.
– Po kawę – odpowiadam, wchodząc do środka.
– Będę ci towarzyszył. – Robi kilka kroków, stając stanowczo zbyt blisko mnie.
– Nie ma potrzeby. Powinnam wrócić za dziesięć minut.
– Nalegam. Sam potrzebuję kawy.
– Świetnie – rzucam sarkastycznie. Czy to zauważa, czy nie, nic na ten temat nie mówi. Zamiast tego zaczyna inny temat.
– Właśnie zszedłem z góry. Dyrektor generalny zaplanował spotkanie dotyczące nowego projektu.
– Miło to słyszeć. Założę się, że jesteś podekscytowany współpracą z panem Montgomerym.
– Jestem, ale Montgomery nie jest już dyrektorem. Został zwolniony. Mamy nowego szefa.
– Och, to dla mnie nowość. Nie miałam o tym pojęcia – dodaję, gdy drzwi windy otwierają się w holu.
– Informacja była ściśle poufna. Tylko garstka wybranych osób o tym wie – mówi z nutą chełpliwości w głosie.
– Brzmi w sam raz dla ciebie.
– Dziś po południu jest spotkanie. To dlatego potrzebuję, żebyś doszlifowała ten raport. Będę go prezentował nowemu dyrektorowi.
– Zrobię, co w mojej mocy. Kilka rzeczy wymaga tam weryfikacji.
– To brzmi tak, jakbyś szukała wymówek. A przecież wiesz, jak reaguję na wymówki. – Stoi tak blisko, że czuję jego oddech na swojej skórze.
– W takim razie lepiej wrócę na górę.
– Och, to znaczy, możesz przecież wziąć tę kawę.
– W porządku. Skorzystam z ekspresu na piętrze. Nie chcę tracić czasu – dodaję.
– Jesteś pewna? – pyta, przytrzymując drzwi.
– Zdecydowanie.
– Oczekuję aktualizacji za godzinę – rzuca, odwracając się do wyjścia.
– Jestem pewna, że tak – mruczę pod nosem, akurat w momencie gdy drzwi się zamykają.
To z pewnością nie jest coś, z czym chcę mieć do czynienia. Nowy prezes oznacza, że Caleb będzie suszył mi głowę częściej niż zwykle. Zmusi mnie do odwalenia całej roboty, a on sam przypisze sobie zasługi, by zaimponować na górze. Oby tylko próba zaimponowania prezesowi sprawiła, że dla odmiany zostawi mnie w spokoju. Caleb wywołuje u mnie gęsią skórkę. Im dalej ode mnie jest, tym lepiej.
Po powrocie na piętro idę do swojego boksu. Moja potrzeba na kofeinę całkowicie wyparowała. Siadam i wpatruję się w stos raportów na biurku. Nie kłamałam Calebowi mówiąc, że muszę posprawdzać fakty. Przecież nie mówimy tu o drobnych kwotach. Portfel inwestycyjny, na który właśnie patrzę, może przesądzić o czyimś celu kwartalnym. Mogę się założyć, że premia Caleba zależy od moich odkryć.
– Hej, myślałem, że wyszłaś – mówi Simon, stojąc obok. Nawet nie słyszałam, kiedy podszedł.
– Nie, miałam pójść po kawę, ale Caleb ruszył za mną, więc zmieniłam zdanie.
– Musisz zgłosić go do kadr. Widzę, jak bardzo cię krępuje.
– To nic, z czym bym sobie nie poradziła.
– A może to ja przyniosę ci kawę?
– Dam radę. – Uśmiecham się na jego dobroć. To naprawdę miły facet.
– Nalegam – odpowiada, i już go nie ma.
Opieram się wygodnie i analizuję to, co dzieje się wokół. Mój przełożony mnie molestuje, jestem niemal pewna, że współpracownik chce być dla mnie kimś więcej niż tylko kolegą z pracy, a na dodatek nie potrafię przestać myśleć o Alistairze.
– Kurczę, jak ja mam normalnie funkcjonować?






