languageJęzyk

6. Samantha

Autor: Stella Pierce23 kwi 2026

– Muszę wracać do pracy, panie Sterling – mówię, próbując go powstrzymać.

– Nigdzie nie idziesz. Dopiero się rozkręcam.

Dlaczego musi mówić coś takiego? Jak mam mu się oprzeć? Sposób, w jaki jego wargi zdobywają moje, jest intensywniejszy niż wszystko, co kiedykolwiek czułam. Wspomnienia z naszej idealnej nocy zaczynają wracać. Odkrywam, że nie jestem w stanie walczyć z tym żarem, który we mnie rozpala.

– Zobaczymy, co masz pod tą spódniczką? – Dlaczego akurat dzisiaj musiałam założyć spódnicę?

Jego dłonie wędrują od moich kolan w górę, podciągając za sobą materiał. Jego palce parzą jak ogień. Czuję się, jakby mnie podpalał. Nie mogąc przesunąć spódnicy ani odrobinę wyżej, pada na kolana, odchyla mnie do tyłu na tyle, by przyciągnąć moje pośladki na sam skraj biurka. Zaczepia palce o moje stringi i powoli ściąga je w dół. Podnosi je do nosa i wącha, a potem wsuwa do kieszeni. Wiem, co robi, i zdecydowanie nie powinniśmy posuwać się dalej, ale wcale nie chcę go powstrzymywać. Dlaczego wciąż sprawia, że myślę o „Pięćdziesięciu twarzach Greya”?

– Przekonajmy się, jak smakujesz?

Otwieram usta, by zaprotestować, ale nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. Posyła mi zuchwały uśmieszek i szerzej rozchyla moje nogi. Przysuwa się na tyle blisko, że jego głowa znajduje się między moimi udami.

– Pachniesz jak słodki miód. Założę się, że dokładnie tak smakujesz. – Między jego akcentem a słowami, które wypowiada, czuję się tak, jakbym miała eksplodować w każdej sekundzie.

Nie daje mi szansy nic powiedzieć. Obejmuje ramionami moje nogi i przyciąga mnie do swoich ust. Muszę zagryźć wargę, ze strachu, że krzyknę jego imię. Od tego ssania i lizania jestem już niemal na krawędzi.

– Hmmm – mruczy, przerzucając mnie przez krawędź.

Zamykam oczy, rozkoszując się orgazmem. Czy to możliwe, że ten orgazm jest lepszy niż wszystkie te, które mi podarował? A Bóg jeden wie, że dał mi ich całkiem sporo podczas naszej idealnej nocy. Sprawia, że moje nogi wciąż drżą. Zamykam jego głowę dłońmi, próbując go zatrzymać, ale to tylko go zachęca, by kontynuować.

– Proszę – ledwie udaje mi się wyszeptać.

Odsuwa się na tyle, by dmuchnąć tam lekko, co sprawia, że widzę gwiazdy. Zaledwie gdy zaczynam myśleć, że stracę równowagę, nie mogąc się utrzymać, wstaje, przyciska się do mnie i mnie całuje. Czuję własny smak na jego wargach i muszę przyznać – smakuję pysznie. A to sprawia, że pragnę go jeszcze bardziej. Chcę czuć go wewnątrz siebie, chcę, by mnie zdobył, tak jak tamtej nocy.

– Sprawdzę, czy wciąż jesteś tak samo ciasna, jak pamiętam? – pyta z kpiącym uśmieszkiem. Chcę powiedzieć, że irytują mnie jego pytania, ale to tylko sprawia, że pragnę go mocniej. – A może każę ci czekać tak samo, jak ty kazałaś czekać mnie. – Próbuję odzyskać głos, ale po tym pysznym orgazmie jestem w takim szoku, że nie znajduję odpowiednich słów. Pochyla się do przodu. – Myślę, że na dziś ci wystarczy. Zabierz swoje rzeczy i spotkaj się ze mną w holu. Na dziś skończyłaś pracę – wydaje polecenie nie znoszącym sprzeciwu tonem.

– Panie Sterling... – zaczynam.

– Pan Sterling to mój ojciec. Oczekuję cię w holu za piętnaście minut – szepcze mi do ucha, wywołując na moim ciele dreszcz.

– Czy mogę prosić o zwrot majtek?

– Zatrzymałem je dla siebie – mówi to takim tonem, jakby komentował pogodę.

– Nie mogę opuścić pańskiego biura bez nich.

– Piętnaście minut. Zegar tyka. – Pomaga mi zejść z biurka i obciąga spódnicę, pieszcząc przy tym moje nogi. – Jestem gotów na rundę drugą. – Uśmiecha się. To były dokładnie te same słowa, które wypowiedziałam do niego tamtej nocy.

Zupełnie nie o tym myślałam wcześniej, szykując się do spotkania.

Trzydzieści minut wcześniej…

Pracowałam już od kilku godzin. Wszystkie cyferki zaczynały zmywać mi się w jedno. A spotkanie miało rozpocząć się za niecałe trzydzieści minut.

– Masz wszystko? – pyta Caleb, stając przed moim boksem. To aż przerażające, że nie słyszałam, jak podchodzi. Z drugiej strony, Caleb to uosobienie przerażającego typa.

– Właśnie wszystko dla mnie drukują. Zamierzałam pójść na dziewiąte piętro, by to odebrać – dodaję, od razu wstając z miejsca.

– Robisz to zdecydowanie na ostatnią chwilę. To ważne spotkanie i nie będę tolerował sytuacji, w której przez ciebie wyjdę na niekompetentnego. – Z chęcią bym mu odparła, że świetnie radzi sobie z tym sam, ale wątpię, by mu się to spodobało. Biorę więc głęboki oddech i ugryzam się w język.

– Będę tam najszybciej, jak to możliwe – mówię mu.

– Mówię poważnie, Samantha. Nie mogę pozwolić sobie na żadne błędy. Nowy dyrektor oczekuje perfekcji. Twoja praca wisi na włosku.

– Rozumiem cię. A teraz, jeśli mi wybaczysz, wezmę się do pracy – mówię, stając zaledwie parę stóp od niego. On nie rusza się z miejsca, lustrując mnie w wyjątkowo niewłaściwy sposób. Zaryzykuję stwierdzenie, że wręcz rozbiera mnie wzrokiem. – Caleb – zaczynam.

– Zobaczymy się na górze – mówi, nareszcie się odsuwając.

Nie mam pojęcia, czym sobie zasłużyłam na szefa pokroju Caleba. Pochodząc z małego miasteczka i pracując w miejscowym barze szybkiej obsługi, niejednokrotnie miałam do czynienia z chłopakami z bractw, którzy przychodzili na śniadanie po nieprzespanej nocy, ale oni nigdy nie sprawiali, że czułam się aż tak nieswojo jak przy Calebie. Zastanawiam się, czy robi to specjalnie. Harper powtarza mi, że przesadzam, bo wywodzę się z prowincji, ale te rzeczy, które mówi i robi, po prostu nie mogą być normalne. Zachowuje się tak, jakby uznawał, że bycie oślizgłym zboczeńcem jest w porządku. Z takim typem najchętniej trzymałabym się na dystans.

– A ty dokąd tak się spieszysz? – pyta Simon, na którego niespodziewanie wpadam.

– Muszę odebrać prezentacje i segregatory na spotkanie.

– Pomóc ci?

– Nie, dzięki.

– Jesteś pewna? – Lubię Simona, ale ostatnio zrobił się nieco bardziej przymilny niż zwykle.

– Obiecuję. Muszę uciekać.

– Okej. Daj znać, gdybyś czegoś potrzebowała – mówi, odsuwając się, bym mogła przejść.

Szybko ruszam do windy. Czekając na nią niezbyt cierpliwie, zerkam na zegarek. Jestem naprawdę na styk. Nasz dział wydruków bywa oblegany, a mieści się dziesięć pięter niżej niż to, na którym aktualnie muszę być. Na szczęście nie czekam długo i winda jest całkowicie pusta.

Kiedy wreszcie zjeżdżam na odpowiednie piętro i drzwi się otwierają, słyszę dość głośne rozmowy analityków. To jednoznacznie oznacza, że dział drukarski ma zator, a na to zdecydowanie nie mogłam sobie pozwolić. Przeciskam się między wszystkimi prosto do stanowiska bindowania, licząc na to, że właśnie tam leżą moje materiały.

– Samantha, tutaj! – słyszę wołanie Mayi.

– Hej – witam się, choć nie umyka mojej uwadze, że kilkoro ludzi przewraca przy tym oczami.

– Twoje rzeczy powinny być gotowe za jakieś dwadzieścia minut. Jeszcze się drukują. – Spoglądam na zegarek. Przez to dotrę dokładnie w chwili rozpoczęcia spotkania.

– Mogę jakoś pomóc? Caleb ma spotkanie z wyższym zarządem.

– Chciałabym, żebyś mogła mnie w tym wyręczyć. Obiecuję, że zrobię to najszybciej, jak się da.

– Doceniam wszystko, co dla mnie robisz.

Uśmiecha się do mnie, a ja staję z boku. Nie ma sensu jej popędzać. To wcale nie sprawi, że zacznie ruszać się szybciej. Podchodzę pod ścianę, żeby na nią zaczekać. Sięgam do kieszeni po telefon, ale z przerażeniem uświadamiam sobie, że go nie mam. Niedobrze. Jeśli Caleb wyśle maila, albo co gorsza zadzwoni, a ja nie odpowiem, to nie da mi żyć. Ale przecież opuszczenie tego piętra i tak niczego nie przyspieszy. Nie mam innego wyjścia, jak tylko czekać na skończenie wszystkiego.

Zostaje pięć minut do spotkania, gdy Maya zwraca na siebie moją uwagę.

– Tak mi przykro – zaczyna przepraszać Maya na wszystkie możliwe sposoby. Sprzęt padł i większość robiła ręcznie.

– Dzięki. Mam u ciebie dług – mówię, zgarniając wszystkie segregatory i teczki.

– Powodzenia – mówi za mną, gdy odchodzę.

Jestem niemal pewna, że mnie zwolnią, biorąc pod uwagę, że spotkanie powinno już dawno trwać. Biegnę do windy i czekam na przyjazd kabiny. Dlaczego kiedy człowiek się spieszy, wszystko wokół dzieje się w żółwim tempie? Po tym, co wydaje się wiecznością, winda wreszcie się pojawia i wsiadam do środka. I tylko dlatego, że życie bywa okrutne, przysięgam, że zatrzymuje się na absolutnie każdym piętrze.

– Chyba sobie żartujecie – mruczę pod nosem, sprawiając, że kilka osób w windzie patrzy na mnie jak na wariatkę.

Kiedy w końcu zjeżdżam na swoje piętro, podchodzę do biurka recepcjonistki, która instruuje mnie, dokąd iść. Dziękuję jej i ruszam w tamtą stronę, balansując wszystkimi ciężkimi rzeczami, które niosę, jednocześnie manewrując, żeby na nikogo i na nic nie wpaść. W miarę jak się zbliżam, wreszcie dostrzegam drzwi, przez które powinnam przejść. Widzę cień kogoś, kto właśnie mi je otwiera. Nie mogłabym być bardziej wdzięczna. Nie miałam jak zapukać w te cholerne drzwi. Niestety, mając dwie lewe nogi, wpadam na osobę, która je przytrzymuje.

Śniłam o jego głosie każdej nocy, odkąd się poznaliśmy. Myślę, że on też to dostrzega, bo patrzy na mnie, jakby chciał mnie pożreć. Szybko zaczyna mówić tak, jakby to dopiero co wczorajszego wieczoru byliśmy razem. Jest taki oazą spokoju i opanowania. Ja z kolei rozsypuję się w środku. Nie dałoby się czegoś takiego wymyślić, nawet gdyby się bardzo chciało.

Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale biorę głęboki oddech, poprawiam spódnicę i wychodzę z jego gabinetu w kierunku windy. Mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, ale nie potrafię o tym myśleć. W głowie kołacze mi się tylko myśl o Alistairze, który robi mi to wszystko, co w noc naszego pierwszego spotkania. Dobry Boże, chyba całkiem postradałam zmysły. Pragnę, aby szef szefa mojego szefa znowu uczynił mnie swoją.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: 6. Samantha - Obsesja Księcia Miliardera | StoriesNook