„Czego ty właściwie chcesz?” – warczę na Harper, która odciągnęła mnie od Samanthy.
„Nie masz prawa tu przychodzić i żądać czegokolwiek ani na nikogo krzyczeć. Kibicowałam ci. Chciałam, żebyś dał jej szczęście, na które zawsze zasługiwała”.
„Nie mam na to czasu” – mówię, robiąc krok w stronę sypialni.
„O nie, nie ty tutaj rządzisz i nie udawaj oburzonego, gdy wytykam ci twoje pieprzenie. Masz ty w






