languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Moreau 4 kwi 2026

Perspektywa Riley

Elegancja Scarlett została w pełni opłacona – bogactwem, przywilejami i uwagą.

A ja? Ja nie miałam niczego.

Wataha Ebonclaw nigdy nie obdarzyła mnie ani miłością, ani swoimi zasobami. Mimo to, w jakiś sposób, to nadal była moja wina, że nie wyrosłam na wystarczająco „pełną wdzięku”. Przyjęli mnie z powrotem do swojego domu, ale nigdy do swoich serc.

Czasami zastanawiałam się, czy moim jedynym celem tutaj było sprawienie, by Scarlett – ta oszustka – wydawała się jeszcze bardziej kochana.

Mówią, że ten niekochany zawsze jest outsiderem. To idealnie do mnie pasowało.

Stałam w ciasnym schowku, który przez trzy lata nazywałam domem. Mój wzrok padł na jedyny strój, jaki mi pozostał – niebiesko-biały mundurek licealny. Ten sam, który miałam na sobie w dniu, gdy wywleczono mnie w kajdankach.

Pięć lat temu otrzymałam ofertę z najlepszego uniwersytetu w kraju. Zamiast świętować, państwo Vale z Ebonclaw wydali wystawne przyjęcie pożegnalne dla Scarlett.

Zaproszono całą elitę miasta. Scarlett miała na sobie wartą milion dolarów suknię od projektanta i diamentową tiarę, uśmiechając się jak bajkowa księżniczka, którą zawsze udawała. Ja stałam opodal w zwykłych ubraniach, patrząc, jak wszystko się rozpada, gdy policja mnie wyprowadzała. Tamta noc powinna była być moim początkiem. Zamiast tego wyznaczyła koniec wszystkiego, co, jak sądziłam, znałam.

Pięć minut później, wciąż w mundurku, ruszyłam w stronę sali balowej posiadłości Ebonclaw.

Mijali mnie służący, rzucając w moją stronę zdezorientowane spojrzenia.

– Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego jest ubrana jak uczennica?

– Pewnie to jakaś kelnerka z hotelu na pół etatu. Wygląda na dorywczą pracę na wakacje.

– Państwo Vale naprawdę się postarali dla panienki Scarlett – zaprosili głównego szefa kuchni z hotelu Empire i w ogóle.

– Ta, oni naprawdę ją uwielbiają.

Jedna z nich zatrzymała się, przechodząc obok mnie. – Lepiej przebierz się w odpowiedni mundurek. Goście są ważni, nie przynoś wstydu domownikom.

Potem odeszła, ot tak. Jakbym była niewidzialna.

Stałam nieruchomo.

Kael powiedział mi, że to kolacja powitalna. Nie wspominał, że zaprosili obcych.

Czy to naprawdę miało mnie uhonorować? Czy był to tylko kolejny pokręcony sposób, by obnosić się z moim wstydem?

Aresztowali mnie na oczach elity miasta. A teraz chcieli mnie powitać z powrotem na oczach tych samych ludzi?

Odwróciłam się, by odejść.

Ale na końcu korytarza pojawił się Kael.

Jego wzrok padł na mnie. Twarz mu się wykrzywiła.

– Kazałem ci się przebrać – warknął. – Co ty masz, do cholery, na sobie? Czy ty w ogóle rozumiesz, co to za wydarzenie?

Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale mi przerwał.

– Wyszłaś z więzienia, wyglądając jak katastrofa, a teraz chcesz tu stać i znów wyglądać żałośnie? Próbujesz wzbudzić litość u ludzi, przedstawić nas jako potwory? Riley, jesteś obrzydliwa. Nie zmieniłaś się ani trochę.

Sięgnął po moje ramię.

Cofnęłam się.

Chybił.

– Poważnie, teraz będziesz mnie unikać?

Spojrzałam mu w oczy. To samo pełne nienawiści, zniesmaczone spojrzenie, które znosiłam przez trzy lata. Wtedy rozdzierało mnie na strzępy. Teraz wydawało się... puste.

– Nie mam sukienki – powiedziałam.

– To sobie kup! – warknął.

– Nie mam pieniędzy.

Twarz Kaela poczerwieniała z wściekłości.

– Mieszkałaś tu przez trzy lata. Daliśmy ci wszystko: jedzenie, dach nad głową, ubrania. Co miesiąc na twoje konto przelewano pół miliona. To w sumie osiemnaście milionów! Nie mów mi, że nie stać cię na cholerną sukienkę.

Nie drgnęłam. – Nigdy nie dostałam ani jednego centa.

Prychnął pogardliwie. – Kłamczucha. Myślisz, że tego nie udowodnię?

Wyciągnął telefon i zadzwonił do działu finansów.

– Jesteś na głośnomówiącym – powiedział. – Powiedz mi, ile co miesiąc przelewaliśmy na konto Riley.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki