languageJęzyk

Rozdział 1

Autor: Adela Nowak4 maj 2026

„Czy chciałbyś to zrobić, Wasza Wysokość, czy ja powinnam?” – spojrzała obojętnie na Króla Likanów, w którego liliowych, pełnych czułości oczach nagle zagościła konsternacja.

„C-co masz na myśli?” – zapytał, próbując skupić się na pięknym głosie stojącej przed nim kobiety, jego przeznaczonej. Przybył tu na spotkanie zapoznawcze, którego szczerze nienawidził. Najgorsze w tym spotkaniu Alfów, Lun i ich Gammów ze wszystkich istniejących stad było to, że miało ono potrwać przez całą noc! ‚Dlaczego nie mogliby po prostu pominąć tej nocy i oficjalnie rozpocząć miesięcznej współpracy jutro?’, myślał król każdego roku.

Uniosła brwi, badając jego wyraz twarzy. „Och. Naprawdę wyglądasz na zdezorientowanego”.

Jego brwi zmarszczyły się, teraz już zdezorientowane i poirytowane. „Powtórzę, co masz na myśli? I jak się nazywasz?”

Alfowie, Luny oraz najlepsi wojownicy każdego stada, zwani Gammami, właśnie przybyli, a on, jako ich łaskawy Król, miał ich powitać. Choć gdyby miał wybór, wolałby raczej przeglądać raporty o atakach samotników, które stale piętrzyły się na jego biurku. Nie mógł się doczekać, aż ta noc dobiegnie końca. Gdyby uwinął się z powitaniami wystarczająco szybko, wciąż miałby szansę wrócić do domu na czas, by przejrzeć trzy lub cztery akta przed snem. Kiedy jednak przekroczył drzwi sali obrad, jego zniecierpliwienie, niechęć i czysta nienawiść do tego spotkania wyparowały w ułamku sekundy.

„Nazywam się Genevieve Camellia Vance, Wasza Wysokość. Rozumiem, że w takim razie ty to zrobisz?” – powiedziała po prostu. Dla Króla jej imię brzmiało jak pierwszy wiosenny wiatr po wielu długich miesiącach surowej zimy, jak miękkie światło przebijające przez szare chmury, jak tchnienie życia w zimnym, mrocznym świecie.

„Zrobię co?” – jego konsternacji nie dało się ukryć, nawet gdyby próbował. Czuł się tak, jakby jego przeznaczona była już dziesięć kroków dalej, podczas gdy on sam postawił dopiero pierwszy.

Kiedy wszedł do sali, każdy obecny wilk i likan spojrzał w jego stronę; niektórzy skinęli głowami, inni się skłonili, ale on jedynie prześlizgnął po nich wzrokiem. Zwierzę w jego wnętrzu podążało za zapachem, który nigdy wcześniej nie zagościł w jego nozdrzach. Klitoria ternateńska i jaśmin. ‚Co za niezwykłe połączenie’, pomyślał. Przyspieszył kroku, gdy zapach stawał się coraz intensywniejszy.

Wtedy zatrzymał się tuż za niewysoką, mierzącą niewiele ponad metr pięćdziesiąt szatynką. Jej plecy były drobne, do połowy okryte ciemnymi, lśniącymi lokami, które swobodnie i naturalnie opadały z jej głowy. W jego umyśle pojawiło się tylko jedno słowo – przeznaczona. Postać zaczęła się odwracać w jego stronę, a jego serce zamarło. Była zaskoczona jego nagłą obecnością i cofnęła się o krok. Zwierzę w jego głowie warknęło: ‚Moja’.

Genevieve odwróciła się, ponieważ zauważyła zdumione twarze swojego Alfy i Luny, którzy pokłonili się w jej kierunku. Po odwróceniu się stanęła twarzą w twarz z białym garniturem przykrytym czarnym smokingiem, a silny zapach drewna akacjowego i leśnych drzew dotarł do jej nozdrzy. Zszokowana tą bliskością, cofnęła się o krok, by zobaczyć, kto to taki. Zdając sobie sprawę, że ciemnowłosy mężczyzna o lekko opalonej skórze i liliowych oczach to sam Król, zrozumiała zachowanie przywódców swojego stada. Ona również ugięła kolana i opuściła głowę w geście szacunku dla najwyższego władcy wszystkich wilkołaków i likanów.

Ciepłe uczucie spłynęło na jej ramiona, a zaraz potem poczuła iskry w miejscach, gdzie jego dłonie dotknęły jej skóry. Ku swemu przerażeniu uświadomiła sobie, że mężczyzna stojący przed nią był jej przeznaczonym. Przemówił czystym, głębokim głosem: „Nie musisz tego robić. Proszę, wstań. Nie kłaniaj mi się”. Powiedział to z widocznym bólem i dezaprobatą w oczach.

Choć zaskoczona reakcją Króla, Genevieve nie mogła uciec od rzeczywistości tego, jak ta więź miała się zakończyć. ‚Zaczyna się od nowa’, pomyślała, zanim zapytała, czy to ona ma to zrobić, czy woli zrobić to sam – odrzucić ją.

„Zrobić co, Genevieve? Porozmawiaj ze mną”. Jego głos był łagodny, ale stanowczy. Jego oczy zdradzały desperację i zagubienie.

Wyjaśniła spokojnie: „Odrzucić mnie, Wasza Wysokość. Wolisz, żebym to ja to zrobiła, czy zrobisz to sam?” Nadzieja i życie, które tchnęła w niego zaledwie chwilę wcześniej, zdawały się zostać mu wyrwane równie szybko, jak je odnalazł.

Liliowe oczy Króla przybrały barwę onyksu, a on sam wydał z siebie ogłuszający warkot, przerażając wszystkich wokół. W sali zapadła martwa cisza. Po tym, jak wybuchnął gniewem na to, co właśnie usłyszał, Król zapytał niskim, przerażającym tonem: „Dlaczego, do k*rwy nędzy, którekolwiek z nas miałoby odrzucać drugie?”

Genevieve ponownie poczuła zaskoczenie, lecz zachowała spokój. Wzruszyła ramionami i powiedziała: „Nie wiem. Może dlatego, że nie jestem w twoim typie, nie jestem dla ciebie wystarczająco dobra, wystarczająco ładna, a może masz już wybraną partnerkę, z którą jesteś zaręczony...” – zanim zdążyła skończyć, jej Luna syknęła: „Przestań, Evie!”

Oczy Króla spotkały się ze spojrzeniem Luny, gdy warknął: „Nie prosiłem cię o głos”.

Luna i jej Alfa solidarnie opuścili głowy na znak przeprosin. Żaden przy zdrowych zmysłach wilk nie rzuciłby wyzwania likanowi, a co dopiero Królowi Likanów.

Król znów zwrócił się ku swojej przeznaczonej. Jego wzrok złagodniał nieco na widok tego, jak krucho i pięknie wyglądała. Dlaczego chciała mu się wymknąć? Zapytał morderczym tonem: „Kto ci nagadał takich rzeczy?”

Oczy Genevieve gwałtownie się rozszerzyły. „Och, nie, Wasza Wysokość. Nie to miałam na myśli. Po prostu... tak mówili mi moi poprzedni przeznaczeni przed lub po tym, jak mnie odrzucili, więc po prostu chciałam ci zarysować, o czym mówię”.

Jego płonące gniewem oczy wwierciły się w jej niewzruszone spojrzenie, gdy zapytał niebezpiecznie niskim tonem: „Czy ty chcesz mnie odrzucić?”

Zastanowiła się przez chwilę. Nikt nigdy nie zadał jej tego pytania. „To bardzo trudne pytanie, Wasza Wysokość. Nawet cię nie znam. Przyznaję, że w tej chwili istnieje więź przeznaczenia i nie zaprzeczam, że czuję iskry, ale czy pragnę odrzucenia... hm, szczerze mówiąc, nie wiem. Z drugiej strony, to, czego chciałam, nigdy nie miało większego znaczenia. Moi poprzedni partnerzy w zasadzie decydowali za mnie. Albo to, albo po prostu ułatwiali mi decyzję. Zdecydowanie preferuję wczesne odrzucenie, zanim jeszcze zdążą powstać jakiekolwiek wspomnienia, ponieważ wtedy boli to znacznie mniej. Czy to ma sens, Wasza Wysokość?”

Alexandros odpowiedział stanowczo: „Nie. I przestań nazywać mnie »Waszą Wysokością«. Ty jesteś moją przeznaczoną, a ja twoim. Więź przeznaczenia istnieje teraz i na zawsze. Iskry staną się silniejsze. I żadne z nas nie odrzuci drugiego”. W jego głosie brzmiała wściekłość, ale też desperacja. Desperacja, by nie stracić swojej przeznaczonej, skoro dopiero co ją odnalazł. Desperacja, by go zaakceptowała i została z nim na zawsze.

Skinęła głową z ociąganiem i przygryzła dolną wargę, pogrążając się we własnych myślach.

Westchnął. Jego oczy zaczęły odzyskiwać liliowy odcień, gdy jego palce powędrowały do jej podbródka i delikatnie uniosły go, by ich spojrzenia mogły się skrzyżować. „O czym myślisz, Genevieve?” W jego głosie nie było już gniewu, jedynie łagodność i poczucie winy.

Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale po chwili zastanowienia je zamknęła. Uśmiechnęła się łagodnie i pokręciła lekko głową, po czym powiedziała: „Myślałam po prostu o jutrzejszej ceremonii. To wszystko”.

„Genevieve” – tym razem sięgnął do jej policzka – „Przepraszam, że na ciebie krzyknąłem. Ale proszę, nie okłamuj mnie. Powiedz mi. O czym myślałaś?”

Jej oczy pociemniały, gdy spuściła wzrok na podłogę, a Alexandros poczuł, jak serce mu się ściska na widok jej smutku. Opanowała się i wymamrotała: „Nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie chcesz mnie odrzucić”.

„Bo jesteś moją przeznaczoną!” – krzyknął szeptem, choć niewiele to dało. W sali pełnej likanów i wilkołaków, słynących z wyostrzonego słuchu, nie ulegało wątpliwości, że wszyscy usłyszeli swojego Króla.

„Dobrze”. – powiedziała cicho i wymusiła uśmiech. Nikt nie musiał mu tłumaczyć, że była nieprzekonana co do jego uczuć wobec niej. Ale dlaczego miałaby w niego wątpić? Więź przeznaczenia powinna automatycznie oznaczać miłość i oddanie. Dlaczego mu nie wierzyła? Jego dłoń nagle zaczęła żyć własnym życiem, wodząc wzdłuż jej prawego ramienia w nadziei na uspokojenie jej i odpędzenie jej wątpliwości. Kiedy wyczuł nierówność na jej skórze, bez wahania zrobił krok w bok, by zbadać przyczynę.

Na jej ciele widniała pięciocalowa blizna. Urazy i rany mogły się zgoić, ale po niektórych brutalnych atakach i wypadkach pozostawały blizny. Oczy Króla znów pociemniały, a on sam warknął tak głośno, że okoliczne wilkołaki cofnęły się o krok i opuściły głowy.

„Co? Co się stało?” – zapytała gorączkowo Genevieve, równie zaniepokojona. Dotknęła blizny na ramieniu lewą dłonią, ale nie była pewna, o co całe to zamieszanie, więc ze zdezorientowaniem spojrzała na Króla, którego onyksowe oczy wciąż były wlepione w to miejsce.

Delikatnie odsunął jej lewą dłoń i zaczął wodzić palcami po bliźnie. Genevieve walczyła z falą przyjemnych iskier eksplodujących w tamtym miejscu. Z oczami wciąż wbitymi w bliznę, zapytał niskim, morderczym tonem: „Kto ci to zrobił?”

Genevieve wzruszyła ramionami. „To tylko samotnicy. Pięć, może sześć lat temu. To przecież tylko zasuszony kawałek skóry, prawda?”

Jego ciemne oczy nie opuszczały fragmentu jej ciała, który niegdyś został rozerwany tak dotkliwie, że nigdy w pełni się nie zregenerował. Następnie spojrzał Genevieve prosto w oczy i zapytał z konsternacją: „Jak możesz być z tym tak pogodzona?”

„Wasza Wysokość, ja…”

„Alexandros”.

„Słucham?”

„Nie zwracaj się do mnie używając tytułu czy pełnego imienia. Dla ciebie jestem po prostu Alexandros, Genevieve” – nalegał.

Zahała się. „Alexandrosie” – zaczęła, wyraźnie nieprzyzwyczajona do takiego sposobu zwracania się do Króla – „Blizny są czymś normalnym wśród wojowników, a tym bardziej wśród Gammów. Jeśli przyjrzysz się ciałom innych Gammów obecnych tu dzisiaj, zauważysz, że wielu z nich również ma blizny. Niektóre mogą być gorsze od mojej. Znam kilku Alfów i garstkę Lun, którzy mają takie blizny od walki ramię w ramię ze swoim stadem. To naprawdę nie jest wielka sprawa”.

Słuchał jej słów, a jego oczy łagodniały na myśl o tym, jak bardzo zepchnęła własną gehennę na dalszy plan, by postawić w świetle odwagi innych wojowników i przywódców stad. Nikt wtedy nie wiedział, że wszystko, co Genevieve powiedziała, tylko utwierdziło ich Króla w przekonaniu, że nie ma osoby bardziej kompetentnej do rządzenia u jego boku jako jego Królowa.

Jego serce ścisnęło się z bólu, gdy wzrok powrócił do blizny jego pięknej przeznaczonej. Kiedy pochylił się i był o krok od pocałowania jej, Genevieve gwałtownie cofnęła ramię, mówiąc: „Być może nie jest to najbardziej stosowne zachowanie, biorąc pod uwagę okoliczności”.

Zupełnie zapomniał o otaczających ich ludziach. Widział tylko ją. Te słowa przywróciły go do rzeczywistości. Uśmiechnął się, wprawiając likanów w sali w osłupienie. Król nigdy się nie uśmiechał. Nigdy.

Następnie powiedział: „Masz rację. Chciałbym poznać przywódców twojego stada, Genevieve. Przedstawisz nas?”

„Oczywiście” – uśmiechnęła się i gestem przywołała swojego Alfe i Lunę. Podeszli do Króla i skłonili się, nadal z wzrokiem wbitym w ziemię, podczas gdy Genevieve powiedziała: „To Alfa Julian i Luna Helena ze Stada Błękitnego Półksiężyca, Wasza Wys... Alexandrosie”. W ostatniej chwili zrezygnowała z nazywania go tytułem, gdy kątem oka zauważyła, że znów zamierzał z tego powodu zrobić zamieszanie.

„Podnieście głowy, przywódcy Stada Błękitnego Półksiężyca” – powiedział Alexandros z uśmiechem. Kiedy podnieśli wzrok, Alexandros wyciągnął dłoń w stronę Alfy Juliana. „Chcę osobiście podziękować za dowodzenie atakiem na samotników na północy w zeszłym roku. Samotnicy nadal sialiby spustoszenie, gdyby nie przywództwo i wkład waszego stada”.

Król przypomniał sobie, że czytał raport o udanej eksterminacji jednego z najsilniejszych stad wygnanych w poprzednim roku i od dawna wiedział, że Stado Błękitnego Półksiężyca było na czele tego zwycięstwa. Mówiono, że stado to cieszy się zaufaniem innych i jest szanowane za okazane przywództwo. Było wiele świadectw wojowników z innych stad, którzy dziękowali Stadu Błękitnego Półksiężyca, twierdząc, że ‚nauczyli się wiele’ w kwestii strategii i walki.

Alfa Julian i Luna Helena byli oszołomieni łaskawością Króla. Nie było tajemnicą, że w jego obecności należało po prostu dziękować losowi za uniknięcie śmierci. Król nie miał w zwyczaju rozdawać pochwał.

Julian uścisnął dłoń Króla, po czym przyznał nieco zawstydzony: „Jako twoi poddani jesteśmy niezwykle wdzięczni, że mogliśmy wesprzeć twoje wysiłki, Wasza Wysokość. Ale moja Luna i ja nie możemy przypisać sobie zasług za zeszłoroczny sukces. Być może jesteśmy najpotężniejsi rozmiarami w naszym stadzie, ale nasza Gamma, Evie” – Julian wskazał w stronę Genevieve, po czym kontynuował – „była strategiem, najlepszym trenerem i wojownikiem, zarówno na polu bitwy w zeszłym roku, jak i w naszym własnym stadzie. Jestem jej podwładnym, jeśli chodzi o szkolenie. To ona poprowadziła nas do zwycięstwa”.

Genevieve przygryzała dolną wargę. Wiedząc, co Julian zamierza powiedzieć, próbowała powstrzymać go przez więź myślową, ale w ogóle jej nie słuchał. Jej oczy były wbite w ziemię, modląc się, by ten moment jak najszybciej minął. Nie mogła tego dostrzec, ale oczy Alexandrosa błyszczały z podziwu dla niej. Kiedy zauważył, że uparcie wpatruje się w podłogę, zmarszczył brwi i zapytał z troską: „Genevieve, co się dzieje?”

Lekko pokręciła głową i odpowiedziała cicho: „Nic. Jestem po prostu zmęczona”.

Skinął głową ze zrozumieniem. Większość wilków musiała przebyć długą drogę na terytorium likanów, więc było oczywiste, że po przyjeździe będą wyczerpani. Odwrócił się przodem do wszystkich zebranych i ogłosił: „Moi drodzy poddani, dziękuję wam za przybycie. Niech ta noc stanie się początkiem owocnej współpracy między stadami i gatunkami. Proszę, poczęstujcie się jedzeniem, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Chciałbym poznać każdego z was. Dajcie mi kilka minut. Zaraz wrócę, by podziękować każdemu stadu, które pomagało mi w ciągu ostatnich kilku lat. Miłego wieczoru”.

To przemówienie wprawiło wszystkich w zdumienie. Król nigdy nie był tak gościnny. Nie było tajemnicą, że każdego roku nienawidził tej nocy. Ale teraz nie tylko witał ich z otwartymi ramionami, ale wręcz obiecał osobiście podziękować pomocnym stadom!

Nie zważając na spojrzenia, zwrócił się do Genevieve i powiedział: „Genevieve, powinnaś odpocząć. Odprowadzę cię”.

Spojrzała w panice na swoich przywódców stada, ale Julian powiedział: „Poradzimy sobie, Evie. Idź. Prawie w ogóle nie spałaś zeszłej nocy”.

Serce Alexandrosa znów ścisnęło się na słowa Juliana, ale postanowił nic nie mówić. Kiedy jego dłoń spoczęła na wąskiej talii Genevieve, wzięła gwałtowny wdech i zesztywniała, ale nie wykonała żadnego ruchu, by go odepchnąć. Zostawił więc dłoń w tym miejscu, wyprowadzając ją z sali.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki