Gdy tylko opuścili budynek, Alexandros zapytał: „Dlaczego nie spałaś zeszłej nocy?”
„Warta na granicy” – odpowiedziała krótko.
„Jak to się stało, że miałaś wartę na granicy w noc przed zaplanowaną podróżą?”
„Dostępni członkowie stada byli albo chorzy, albo musieli zaopiekować się rodziną. Nie chciałam nikomu wywracać harmonogramu do góry nogami z tego powodu, więc ich zastąpiłam” – wzruszyła ramionami. Jej bezinteresowna odpowiedź emanowała szlachetnością Królowej. Jego Królowej.
Jednak coś wciąż nie dawało mu spokoju. „Genevieve, dlaczego czułaś się tak niekomfortowo, gdy twój Alfa przypisał ci zasługi za zeszłoroczny sukces? Dlaczego po prostu mu nie podziękowałaś i nie przyjęłaś pochwały?”
Prychnęła i patrząc mu prosto w oczy oświadczyła: „Nie zrobiłam tego dla pochwał, Wasza Wys… Alexandrosie. Kiedy Alfa Julian otrzymał prośbę o pomoc, uświadomiłam moim wojownikom, że nadrzędnym celem tych bitew jest zapewnienie bezpieczeństwa niewinnym wilkom. Wbijałam im tę myśl do głów dzień po dniu. Mieli walczyć po to, by chronić, walczyć z honorem i szlachetnością, a nie po to, by zadowolić kogoś na wyższym stanowisku”.
Słuchał siły w jej głosie, a jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, gdy kontynuowała: „Nie przyjęłam pochwały, bo nie dla niej to zrobiłam. Nie zrobiłam tego również dla ciebie, Alexandrosie. Szanuję cię jako mojego Króla, ale nie walczyłam z samotnikami dla ciebie. Walczyłam dla tych, którzy walczyć nie potrafili. Właśnie dlatego nie przyjęłam pochwały. I nigdy tego nie zrobię, więc nawet nie próbuj mnie do tego nakłonić”.
Zwierzę w jego wnętrzu zawyło z ogromnej radości i dumy. On i wewnętrzny likan nie potrafili wystarczająco podziękować Bogini Księżyca. Byli w siódmym niebie, że Bogini Księżyca połączyła ich z... boginią. Szlachetną. Bezinteresowną. Odważną. Piękną. To, co najbardziej wzbudziło jego zainteresowanie, to jej pewne siebie wyznanie, że przedkładała życie niewinnych wilków, których nigdy nie spotkała, nad władcę, któremu wszyscy mieli obowiązek się przypodobać.
Jednak z jakiegoś powodu nadal wydawała się nieosiągalna. Czuł, że nie pozwalała sobie zbliżyć się do niego tak, jak by tego pragnął. Do tego dochodziło owo dezorientujące pragnienie odrzucenia z jej lub z jego strony. O co w tym chodziło? Dlaczego w ogóle o to poprosiła?
Przypomniał sobie, że wspomniała o „poprzednich przeznaczonych”. Przeznaczonych. Zatem została odrzucona więcej niż raz. Ale dlaczego myślała, że on jest taki sam jak reszta z nich? Nie był wilkiem. Przecież likanie słynęli z niechęci do odrzucania więzi przeznaczenia, prawda?
W milczeniu podziwiał jej profil, chłonąc widok najpiękniejszej istoty, na jaką kiedykolwiek w życiu spojrzał. Miał nadzieję pewnego dnia poznać o niej wszystko, ale bez względu na to, co przyniesie los, był absolutnie pewien, że nigdy nie pozwoli swojej przeznaczonej odejść.
Kiedy dotarli do hotelu, w którym zakwaterowano część wilków, Genevieve była zaskoczona, że Alexandros nadal upierał się, by jej towarzyszyć, aż dotarli pod drzwi jej pokoju. Ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się w jej bliznę, podczas gdy ona odkluczała drzwi. „Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. Dobrej nocy, Alexandrosie” – jej słodki głos sprawił, że uniósł wzrok na jej twarz.
Zrobiła zaledwie jeden krok do pokoju, kiedy Alexandros złapał ją za nadgarstek i uniósł jej dłoń do swoich ust. Zesztywniała w szoku, gdy złożył głęboki pocałunek na wierzchu jej dłoni, posyłając silną falę iskier przez jej ramię, a potem całe ciało. Wciąż trzymał jej dłoń, gdy spojrzał jej głęboko w oczy i wyszeptał: „Dobranoc, Genevieve”.
Cofnęła dłoń, weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Alexandros pozostał na swoim miejscu, słysząc jej westchnienie zaraz po tym, jak zamknęła drzwi. Potem usłyszał otwieranie i zamykanie drzwiczek szafki, po czym jej kroki przesunęły się po pokoju i usłyszał drugie zamykane drzwi.
Po kilku szelestach usłyszał szum wody spod prysznica, a likan w nim podniecił się na myśl o swojej przeznaczonej, która stała naga w łazience. Szybkim krokiem odszedł od jej drzwi, zanim wyparowała z niego cała samokontrola. Gdyby tylko chciał, mógłby z łatwością wyrwać zawiasy i wyważyć drzwi. Ignorując skomlące zwierzę, które wolałoby pominąć spotkanie zapoznawcze i spędzić noc ze swoją przeznaczoną, wrócił do sali i zaczął obchodzić gości.
Uznał za zabawne, gdy przywódcy stad i wojownicy okazywali ogromne zaskoczenie po tym, jak wyrażał im swoją wdzięczność. Było tam kilku aroganckich Alfów i snobistycznych Lun, którzy ponieśli sromotną porażkę, próbując zgrywać szlachetnych, gdy chwalili się pod płaszczykiem fałszywej skromności. Alexandros zaczął interesować się bliznami na ciałach swoich poddanych.
Wojownik ze Stada Krwawego Zaćmienia, Gamma Raphael, miał bliznę na twarzy, ciągnącą się aż po szyję. Gdyby blizna znajdowała się nieco wyżej, zostałby oślepiony na jedno oko. „Jak do tego doszło?” – zapytał z troską Król, wskazując na bliznę.
Wojownik uśmiechnął się z wdzięcznością, wyjaśniając: „Atak samotników pięć lat temu, Wasza Wysokość. Nasze stado zostało zaatakowane, więc utworzyliśmy sojusz z Błękitnym Półksiężycem i Białą Krwią, aby wyeliminować buntowników”.
„Wielu zostało rannych?” – zapytał Król.
„Podczas ostatecznego ataku straciliśmy, niestety, dwa wilki, ale liczba ofiar śmiertelnych przed zawarciem sojuszu była znacznie wyższa. Choć nie jest to przyjemne dla oka, muszę przyznać, że ta blizna przynosi mi tylko radość” – powiedział z uśmiechem.
Ciekawość Króla została rozbudzona. „Co masz na myśli, Gammo Raphaelu?”
Raphael zerknął na swoich przywódców stada, po czym wyjaśnił: „Kiedy zaatakowali samotnicy, ci z nas, którzy mieli ponadprzeciętną siłę, mierzyli się z więcej niż jednym wrogiem naraz. Kiedy bezustannie walczyłem z dwoma przeciwnikami jednocześnie, samotnicy to zauważyli. Nagle zorientowałem się, że otacza mnie pięciu z nich. Jeden złapał mnie za ogon, a jego pobratymiec ciął mnie z boku i zostawił mi tę bliznę” – wskazał na twarz, zanim kontynuował – „Kiedy krew sączyła się z mojej twarzy, Gammowie z naszych sojuszniczych stad wkroczyli do akcji i rozszarpali napastników, zostawiając tego, który mnie zranił, abym mógł go ścigać, zanim rozszarpałem mu gardło”.
Raphael uśmiechnął się. „Ta blizna przynosi mi radość, ponieważ od bardzo dawna nie doświadczyłem uczucia, że mogę liczyć na to, że ktoś z obcego stada osłoni mi plecy. Nie jestem Alfą i nie należę do ich stada. Nie mieli żadnego obowiązku, by mnie ratować, a jednak to zrobili”.
Król wysłuchał go z uwagą, po czym upewnił się: „Błękitny Półksiężyc i Biała Krew, tak mówisz?”
„Tak, Wasza Wysokość” – Raphael skłonił się lekko i dodał – „Wojownikiem z Białej Krwi jest Gamma Theodore Tristan. A wojowniczkę z Błękitnego Półksiężyca, Gammę Genevieve Vance, miałeś już okazję poznać”.
„Mm” – skinął głową Król.
Następnie Gamma Raphael ponownie spojrzał na swoich przywódców, którzy mieli na twarzach wyraz wątpliwości. Odkaszlnął i z widocznym strachem w oczach zaczął: „Wasza Wysokość?”
„Słucham, Gammo Raphaelu?” – odparł Król z zachęcającym uśmiechem.
Gamma powiedział ostrożnie: „Nie stałem zbyt blisko miejsca, w którym znajdowałeś się podczas spotkania z Gammą Genevieve, więc nie jestem pewien, czy to, co usłyszałem, to... to, co naprawdę usłyszałem” – zawahał się. „Wspomniałeś, że Evie jest twoją przeznaczoną?”
„Tak powiedziałem. I tak właśnie jest” – odpowiedział Król z uśmiechem, ignorując ukłucie zazdrości, które poczuł słysząc, z jaką czułością ten wojownik nazwał jego przeznaczoną ‚Evie’.
Gamma Raphael skinął głową i powiedział: „Nie jestem pewien, czy mnie nie zabijesz za to, co zaraz powiem, Wasza Wysokość. Ale tak jak mówiłem, zawdzięczam jej życie, więc myślę, że to będzie uczciwa wymiana”. Zaśmiał się cicho, po czym dodał poważnie: „Wasza Wysokość, błagam cię, nie skrzywdź jej. To dobra osoba, która z jakiegoś nieznanego powodu była zmuszona przejść w życiu więcej niż większość”.
Brwi Króla zmarszczyły się. Poczul się urażony. Dlaczego ten Gamma miałby myśleć, że on, jako przeznaczony Genevieve, nie potrafiłby o nią zadbać? Za kogo, do cholery, ten wilk się uważał?! Król starał się zachować zimną krew i oświadczył poważnym tonem: „Nigdy nawet nie przyszłoby mi do głowy jej skrzywdzić. Jest moją przeznaczoną. Prędzej rozpocząłbym wojnę, niż pozwoliłbym, by stała jej się krzywda”.
„Dobrze to słyszeć. To był zaszczyt poznać cię, Wasza Wysokość” – Gamma Raphael skłonił się.
Król uśmiechnął się chłodno i powiedział: „Wzajemnie, członkowie Stada Krwawego Zaćmienia. Miłego wieczoru”. Odszedł szybkim krokiem, czując, jak zazdrość przejmuje kontrolę nad jego ciałem po tym, jak Raphael wyraził taką troskę o Genevieve. Gdyby został tam choćby chwilę dłużej, prawdopodobnie by go zabił.
Kiedy rozmawiał z Luną, która zarządzała swoim stadem po śmierci męża w poprzednim miesiącu, Alexandros poczuł dłoń uwodzicielsko gładzącą jego ramię. Odwrócił wzrok, by posłać mordercze spojrzenie istocie, która się tego dopuściła.
Zapytał niebezpiecznie niskim tonem: „Co ty, do cholery, wyprawiasz?”
Była to córka jego Ministra Obrony, Victoria Cavendish, która posłała Królowi kokieterjny uśmiech, sprawiając, że Alexandros wpadł w jeszcze większy gniew.
„Victoria” – zawołał jej ojciec, zbliżając się do nich.
Król warknął ponownie. „Jeśli twoja córka jeszcze raz wtrąci się w jedną z moich rozmów, będziemy musieli przedyskutować twoją przyszłość, jak i jej, Cavendish”.
Victoria zamarła ze zdumienia, ale postanowiła nic nie mówić i opuściła głowę, podczas gdy jej ojciec ukłonił się i przeprosił: „Bardzo mi przykro, Wasza Wysokość. Powinienem być bardziej czujny. Odprowadzimy się teraz”.
Mordercze spojrzenie Króla spoczywało na nich, dopóki nie odeszli wystarczająco daleko. Aby się uspokoić, pomyślał o Genevieve, po czym odwrócił się z powrotem do Luny, z którą rozmawiał, i powiedział: „Przepraszam za to przerwanie, Luno Lysandro. O ile się nie mylę, rozmawialiśmy o budowie placu treningowego w twoim stadzie?”
Luna Lysandra nie spodziewała się przeprosin od Króla i była nie lada zaskoczona szczerością jego słów. Kiedy Król przypomniał sobie, w którym miejscu przerwali rozmowę, poczuła się jeszcze bardziej zmotywowana, by pokazać swój entuzjazm, opowiadając o planach obowiązkowych szkoleń z walki dla każdego zdolnego członka stada. Król poparł ją i zachęcił do złożenia wniosku, gdyby potrzebowała pomocy finansowej lub wsparcia trenerów. Podziękowała mu i obiecała pamiętać o jego ofercie.
Kiedy pożegnał się z Luną Lysandrą, Alfa Julian i Luna Helena podeszli do niego pospiesznie i z nerwowością. Stanęli przed nim i pokłonili się. „Podnieście głowy, przywódcy Stada Błękitnego Półksiężyca. Czemu zawdzięczam tę przyjemność?”
Ich uniesione głowy spotkały się z uśmiechniętymi oczami Króla. Żaden król w historii nie uważał spotkań z wilkołakami za „przyjemność” i żaden likan nie zadałby sobie trudu, by obdarzyć ich gatunek uśmiechem, a już na pewno nie sam Król.
Alfa Julian zerknął na swoją partnerkę, która zachęcająco skinęła głową. Alfa spojrzał na Króla i przemówił z wahaniem: „Moja Gamma to twoja przeznaczona, Wasza Wysokość?”
Teraz Król naprawdę zaczynał się denerwować. Zmarszczył brwi i rzekł: „Owszem. Czy jest z tym jakiś problem?”
Alfa Julian mruknął pod nosem „wow”, po czym powiedział: „Wasza Wysokość, proszę, zrozum, że cokolwiek padnie teraz z moich ust, nie ma na celu braku szacunku”. Odkaszlnął i kontynuował: „Jeśli nie jesteś... poważny co do... bycia z nią” – przełknął ślinę – „...proszę, pozwól jej odejść. Nie chcę widzieć, jak więź przeznaczenia znów ją rani. Znam ją od dziecka. Jest dla mnie jak siostra. Patrzenie, jak cierpi, zadaje mi i mojej Lunie ogromny ból”.
Gdyby Alfa Julian nie miał partnerki, Alexandros był całkowicie pewien, że wyrwałby mu gardło w tamtej samej chwili z czystej zazdrości. Gamma Raphael zdążył już wyczerpać jego zapasy cierpliwości, a Alexandros kurczowo trzymał się resztek samokontroli, jakie mu na ten wieczór pozostały.
„Dlaczego miałbyś przypuszczać, że nie jestem poważny co do Genevieve, Alfo Julianie?” – zapytał, znajdując pewne pocieszenie w wymawianiu jej imienia.
Alfa Julian odpowiedział: „Mój Królu, przyznaję, że nie znam twoich zamiarów wobec Evie. Zważywszy na to, że poznałem cię dopiero dziś, muszę stwierdzić, że nie znam cię w ogóle, więc nie potrafię ocenić, jak ta... więź przeznaczenia będzie się... rozwijać. Chciałem tylko powiedzieć, że...” – westchnął, jakby miał popełnić jeden z największych błędów w swoim życiu – „...przeszła zbyt wiele jak na jedno życie. Proszę, nie skrzywdź jej”.
Po wypowiedzeniu tych słów Alfa Julian wyglądał jak człowiek gotowy na przyjęcie kary. Alexandros był pod wrażeniem tego, do czego Genevieve była zdolna samym swoim istnieniem. W ciągu jednej nocy dwa wilki były gotowe narazić się na karę tylko po to, by powiedzieć mu, żeby jej nie skrzywdził, a jednym z nich był Alfa.
Zaśmiał się na własną myśl, po czym napotkał zdezorientowane spojrzenie Alfy Juliana i oświadczył: „Alfo Julianie, moje intencje względem Genevieve to: zabiegać o nią, złączyć się z nią i naznaczyć ją, tylko i wyłącznie ją, sprawić, by ona naznaczyła mnie, i uczynić ją moją Królową. Nie mam pojęcia, co takiego zrobiłem, że ty i Gamma Raphael pomyśleliście, że skrzywdzę moją przeznaczoną, ale mogę was zapewnić, że nie zniósłbym widoku cierpiącej Genevieve, a co dopiero miałbym ją sam skrzywdzić”. Zaśmiał się ponuro, po czym wymamrotał: „Jeśli już, to ona skrzywdziła mnie tym, co mi dziś powiedziała”.
Luna Helena wystąpiła wtedy ostrożnie naprzód i wyjaśniła: „Wasza Wysokość, p-proszę, wybacz jej. Nie w naszej gestii leży opowiadanie o jej przeszłości. Ale jeśli któregoś dnia zdecyduje się sama ci o niej opowiedzieć, zrozumiesz, dlaczego powiedziała to, co powiedziała”.
Alexandros ze zrozumieniem skinął głową, słuchając, jak przemawiała zdenerwowana. Po czym dodał z uśmiechem: „Nie musicie się mnie tak obawiać. Nie karałbym ani nie zabijał bez wyraźnego powodu. Pomijając już logikę i prawo, nie śniłoby mi się zabijać przywódców stada mojej przeznaczonej, którzy po prostu starają się o nią dbać”.
Nastąpiła chwila zaskoczenia, po czym oboje skłonili się, by okazać swoją wdzięczność. Alexandros przeszedł do następnego stada i jeszcze dwóch kolejnych, zanim pożegnał się z gośćmi.
Kiedy Alexandros dotarł do domu, zmusił się do przejrzenia jeszcze jednych akt ze stosu dotyczącego samotników, po czym położył się spać. Spojrzał na drugą stronę łóżka, wyobrażając sobie Genevieve leżącą obok niego. Jego dłoń podświadomie sięgnęła po pustą poduszkę, wyczuwając chłód jej powierzchni. Jego zwierzę zaskomlało z tęsknoty za ich przeznaczoną. Pomyślał o tym, że będzie mógł ją zobaczyć następnego dnia i zasnął z uśmiechem na twarzy.






