languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Adela Nowak4 maj 2026

Kontynuowali posiłek. Potem Cavendish podszedł do stołu z dwójką, która mu towarzyszyła. Alexandros rozmawiał akurat z Alfą Julianem, ale kiedy zauważył, że wzrok Genevieve powędrował w bok, odwrócił się i zobaczył ministra stojącego przed nimi z zakłopotaną miną. „Wybaczcie nam wtargnięcie, Wasza Wysokość. Czy możemy się do was przysiąść? Być może wykorzystamy tę okazję, by zadośćuczynić za moje wcześniejsze fatalne zachowanie”.

Król uśmiechnął się półgębkiem. „Obawiam się, że to nie ja o tym decyduję”. Spojrzał na Alfę Juliana i powiedział: „Alfo Julianie, decyzja należy do ciebie i twojej Luny. Nie mam nic przeciwko temu, nawet jeśli obecność ministra zostanie odrzucona”.

Wzrok Alfy Juliana złagodniał, gdy zapytał swoją Lunę: „Co o tym myślisz, kochanie?”

Alexandros zazdrościł uroczej relacji między tą parą. Mógł tylko mieć nadzieję, że on wkrótce będzie miał prawo nazywać Genevieve swoim ‚kochaniem’. Jeszcze nawet nie zaczął do niej mówić ‚Evie’. Nie miał nic przeciwko powolnemu rozwijaniu relacji, dopóki ona czuła się z tym komfortowo.

Oczywistym było, że rozmawiają przez więź myślową, po czym Luna Helena uśmiechnęła się łagodnie i powiedziała: „Być może powinniśmy wykorzystać tę okazję, by wszystko sobie wyjaśnić”.

„Dziękuję ci, Luno Heleno” – powiedział Cavendish i opadł na krzesło obok Alfy Juliana.

„Genevieve?” – głęboki głos dobiegł zza jej pleców.

Genevieve odwróciła się, a kiedy zobaczyła, kto to jest, wstała pozbawiona uśmiechu i przywitała likana: „Sebastianie Cavendish, miło cię znowu widzieć”.

Sebastian wyglądał na niespokojnego, jąkając się, gdy powiedział: „Uhh... ja też się cieszę. J-jak się masz? Przy okazji, wyglądasz pięknie”.

Alexandros dosłownie rzucał wzrokiem sztylety w stronę mężczyzny, który przemawiał do jego przeznaczonej z takim utęsknieniem. Udało mu się zapanować nad sobą tylko dlatego, że widział, jak zupełnie niezainteresowana była Genevieve.

Odpowiedziała chłodnym tonem: „U mnie w porządku, dziękuję. A teraz, jeśli wybaczysz, chciałabym dokończyć posiłek”.

Zanim zdążyła się odwrócić, by usiąść i wznowić jedzenie, Sebastian krzyknął: „Nie! Genevieve, zaczekaj!” Chciał złapać ją za ramię, ale jej zwinność pozwoliła jej cofnąć się, zanim zdążył to zrobić.

Alexandros wyskoczył ze swojego miejsca, warcząc, i stanął przed Genevieve, zasłaniając ją przed Sebastianem. Słowo „moja” cisnęło się Alexandrosovi na usta, ale nie chciał odbierać Genevieve tego wyboru. Pamiętał, jak poprzedniej nocy była niechętna rozważeniu pozostania z nim do końca życia. Nie chciał, by poczuła się przymuszona do poddania się więzi przeznaczenia.

„Wasza Wysokość, ja—” – Sebastian wyglądał na wstrząśniętego. Zerknął na obojętną Genevieve, po czym ukłonił się Królowi i rzekł: „Przepraszam”.

Następnie przeszedł na miejsce pomiędzy swoją siostrą, Victorią, a swoim ojcem. Victoria usiadła tuż obok Alexandrosa. Miała na sobie jaskrawoczerwoną sukienkę bez pleców, z głębokim dekoltem. W myślach Genevieve przewróciła oczami. ‚Czego to niektóre samice nie zrobią, by zwrócić na siebie uwagę płci przeciwnej’, pomyślała.

„A więc, Genevieve, co u ciebie słychać od zeszłego roku?” – zapytał Sebastian, szturchając jedzenie na swoim talerzu i przerywając niezręczną ciszę panującą przy stole.

Alexandros napiął się, ale siedząca obok niego Genevieve wzruszyła ramionami, unikając łagodnego spojrzenia Sebastiana, i odpowiedziała: „To, co zwykle. Treningi. Walka. Nauczanie”.

Victoria wtrąciła się z animuszem: „Och, to musi być okropne musieć się tego wszystkiego uczyć! To pochłania tyle czasu i energii!”

Genevieve zamrugała na komentarz Victorii, przechyliła głowę i rzekła: „Trudno mi sobie wyobrazić lepszy sposób na spożytkowanie mojego czasu i energii, chociaż zdaję sobie sprawę, że każdy ma inny zestaw priorytetów”. Alexandros uśmiechnął się na dyplomatyczną odpowiedź swojej przeznaczonej.

„Och, tak. Coś o tym wiem. Będąc córką Ministra Obrony, nie do końca mogę uciec przed rangą sztuk walki. Ale gdybym miała wybór, wolałabym się ustatkować z moim przeznaczonym i urodzić mu dzieci, nie martwiąc się o bezpieczeństwo i te wszystkie inne rzeczy”.

Genevieve posłała jej chłodny uśmiech w swoim stylu. „Brak konieczności zamartwiania się o swoje bezpieczeństwo to, jak sądzę, dość realny priorytet”. Alfa Julian zakrył usta, by ukryć uśmiech. On i jego partnerka znali Genevieve od tak dawna, że wyczuwali jej sarkazm z odległości mili.

Właściwie Victoria była jedyną osobą przy stole, która wydawała się go w ogóle nie dostrzegać, bo kontynuowała: „No właśnie? I muszę przyznać, że jesteś bardzo odważna, siedząc tuż obok naszego Króla! Chodzi mi o to, że większość znanych mi wilków unikałaby likanów, sama nie wiem z jakiego powodu. A jednak jesteś tu, tuż obok najsilniejszego likana. Nie czujesz się przy nim malutka?”

Zanim Genevieve zdążyła odpowiedzieć, Alexandros zapytał lodowatym tonem: „Dlaczego miałaby się tak czuć?”

Jej oczy zabłysły, gdy napotkała zimny wzrok Alexandrosa, zaśmiała się cicho, a potem wyjaśniła: „Cóż, Wasza Wysokość. Nie żebyśmy się przechwalali, ale jesteśmy wyższym gatunkiem, więc...”

„Przewaga w rozmiarze i sile jest niczym w porównaniu z wyższością charakteru” – rzucił Alexandros.

„Och, cóż za mądre słowa naszego Króla” – zaśmiała się kokieteryjnie. Genevieve wzięła łyk wody, zastanawiając się, czy uda jej się uciec od tej niechcianej wymiany zdań. W głębi duszy liczyła tylko, że jej Alfa i Luna nie zostawią jej samej z likanami.

Luna Helena zdawała się czytać w jej myślach, ponieważ zakomunikowała jej przez telepatyczną więź stada: ‚Nie martw się, Evie. Będziemy tu tak długo, jak nas potrzebujesz’.

‚Dziękuję ci, Luno’.

Victoria następnie przechyliła się w taki sposób, by uwydatnić swój dekolt, pytając: „Więc czym się zajmujesz, Wasza Wysokość?”

„Pracą” – odpowiedział sucho, wpatrując się w ścianę przed sobą i popijając swój napój.

„Och, tak ciężko dla nas pracujesz. To sprawia, że jest mi wręcz głupio jako jednej z twoich poddanych. Co robisz, by odpocząć?”

„Śpię” – powiedział z identycznym brakiem zainteresowania, a Genevieve ledwo powstrzymała parsknięcie na jego wypraną z emocji odpowiedź.

„Hmm...” – Victoria szepnęła: „Chciałbyś towarzystwa na dzisiejszy wieczór?”

Genevieve przygryzła wargę i splotła palce, chowając ręce na kolanach pod stołem, by poradzić sobie ze znajomym uczuciem odrzucenia, po czym Alexandros powiedział: „Nie, nie chcę. A nawet jeśli, nie będziesz to ty”. Pomimo jego stanowczego tonu, Genevieve wciąż czuła się nieswojo. Alexandros to zauważył, a jego zwierzę zaskomlało na widok smutku przeznaczonej.

Z bólem w oczach pochylił się w jej stronę i zamierzał coś powiedzieć, gdy Sebastian zapytał Genevieve: „Czy miałabyś ochotę pospacerować później po parku, Genevieve? O tej porze roku irrelisy są w pełnym rozkwicie. To piękny widok”.

„Nie, dziękuję, panie Cavendish. Już je widziałam”.

Wydawał się pokonany, ale nadal uparcie przemawiał do Genevieve: „Czy zechciałabyś usiąść z nami podczas porannej ceremonii?”

„Nie, dziękuję. Będę siedzieć z Alfą Julianem i Luną Heleną”.

„Możemy zrobić dla nich miejsce. Nasze miejsca są bliżej frontu, więc wszyscy mielibyście lepszy widok na scenę” – zaproponował Sebastian z nikłym uśmiechem.

Wtedy Alexandros wtrącił: „Nie musisz się martwić o ich widok. Zaprosiłem Genevieve i jej przywódców stada, by usiedli ze mną w pierwszym rzędzie. Mieli właśnie odpowiedzieć na moje zaproszenie, zanim twój ojciec pojawił się przy naszym stole”. Oczywiście, było to kłamstwo.

Ignorując zszokowane twarze trójki Cavendishów, oczy Alexandrosa przepełniły się czułością, gdy odwrócił się do Genevieve i zapytał z czarującym uśmiechem: „Co ty na to, Genevieve? Dołączysz do mnie podczas ceremonii?”

Zdobyła się na lekki uśmiech i skinęła nieznacznie głową, wypowiadając słowa: „Pewnie, Alexandrosie”.

„Jak ty właśnie nazwałaś Jego Wysokość?!” – syknęła ze złością Victoria.

Alexandros obdarzył ją wrogim spojrzeniem i powiedział: „To moje imię. Mamy jakiś problem, panno Cavendish?”

„Od kiedy wolno nam zwracać się do arystokracji w tak swobodny sposób? A zwłaszcza do Króla! Jako jedna z twoich bliższych współpracowniczek, Wasza Wysokość, moim obowiązkiem jest ci doradzić...”

„Nie jesteś w pozycji, by mi doradzać” – zimny głos Alexandrosa przerwał Victorii, zanim zdążyła skończyć.

Ignorując Victorię, Alexandros zwrócił się do Alfy Juliana i zapytał: „Mam nadzieję, że ty i Luna Helena zdołacie do nas dołączyć?”

„Będzie to dla nas zaszczyt, Wasza Wysokość” – Alfa Julian przyjął zaproszenie z gracją.

Minister Archibald Cavendish zaczął wtedy przyglądać się Genevieve z zainteresowaniem. „Młoda damo, nie wydaje mi się, żebyśmy się znali”.

Genevieve odpowiedziała bez wahania: „Znamy się, ministrze. Spotkaliśmy się trzy lata temu na szczycie obronnym w Nowym Jorku, podczas rewizji praw dotyczących mediacji z łowcami. Dwa lata temu zapytałam cię o krążące wśród stad plotki na temat zbuntowanych likanów, na co odpowiedziałeś, prosząc, bym zajęła się martwieniem o własny gatunek. A rok temu znów przedstawił mnie tobie Sebastian Cavendish na tym właśnie wydarzeniu. Kiedy zapytałam, które stada są w tamtym czasie najbardziej narażone na ataki samotników, kazałeś mi samej obejść salę i dowiedzieć się, które z nich mogą potrzebować naszej pomocy”.

Archibald Cavendish spojrzał nerwowo na Alexandrosa, którego twarz ciemniała z każdym kolejnym oświadczeniem Genevieve. Odkaszlnął i powiedział: „Być może pomyliłaś mnie z kimś innym, panienko. Nie wydaje mi się...”

„Moja Gamma się nie myli, ministrze. Ja również byłem tam obecny” – Alfa Julian z przekonaniem potwierdził wersję wydarzeń Genevieve.

Archibald Cavendish otworzył usta, ale zanim zdążył zaprotestować, jego syn odezwał się cicho u jego boku: „Tato, poznałeś ją. Ona się nie myli”.

Niezadowolenie Archibalda z powodu tej dosłownej deklaracji syna było ewidentne. Jego syn mógł po prostu skontaktować się z nim przez więź myślową, ale zamiast tego wolał zawstydzić swojego ojca w obecności Króla i jakichś tam wilków. Archibald wymusił uśmiech i zwrócił się do Genevieve: „W takim razie muszę cię przeprosić za to, że cię nie zapamiętałem. Starosć nie sprzyja pamięci, jak widać”.

Brwi Alexandrosa zmarszczyły się z niesmakiem, gdy przemówił: „Jak mogłeś udzielić takiej odpowiedzi naszemu ludowi?”

Pozornie niewzruszony Archibald odpowiedział: „Wasza Wysokość, na swoją obronę mam to, że spotykam dziennie mnóstwo ludzi, więc...”

„Nie to miałem na myśli” – wypluł Alexandros. „Wybaczcie mi słownictwo, ale dlaczego, do cholery, kazałeś naszym poddanym martwić się tylko o swój własny gatunek? Myślisz, że byliby bezpieczni, gdyby likanie zaczęli wymykać się spod kontroli? Myślisz, że pytali tylko po to, by obsmarowywać likanów, a nie z obawy o bezpieczeństwo własnych stad? A ta kwestia z poleceniem im, by sami sprawdzali, które stada potrzebują pomocy!” Potrząsnął głową. „Szczerze, Cavendish. Do czego my cię w ogóle potrzebujemy?”

Król westchnął z frustracją i przeczesał palcami włosy. Jego zwierzę pragnęło wyrwać się na wolność i rozerwać starca na strzępy. Jego jasnofioletowe oczy przybierały barwę onyksu. Był na skraju utraty panowania nad sobą. Wtedy niewielka dłoń sięgnęła pod stół po jego zaciśniętą pięść leżącą na kolanach. Podesłała przez jego ciało prąd iskier, a kiedy jego onyksowe oczy napotkały pocieszające czarne tęczówki Genevieve, poruszyła wargami bezdźwięcznie mówiąc: ‚uspokój się’. Zaczęła powoli gładzić jego pięść swoim kciukiem, aby ukoić jego zwierzę i jego samego.

Jego wewnętrzne zwierzę zamruczało pod jej dotykiem, a on sam pozwolił dłoni rozluźnić się i otworzyć. Ich więź przeznaczenia uspokoiła kipiący w nim gniew. Delikatnie trzymając dłoń Genevieve, milczał w zamyśleniu przez chwilę, po czym jego głęboki głos rozszedł się po stole: „Cavendish, daję ci jeszcze jedną szansę, w imię pamięci po moim zmarłym ojcu, który do szpiku kości ufał ci za życia. Potraktuj swoją pracę poważnie albo możesz zapomnieć o utrzymaniu tego stanowiska dłużej, niż to już robiłeś”.

„Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zadośćuczynić za błędy i służyć naszemu ludowi, Wasza Wysokość” – odparł Archibald, powstrzymując się przed posłaniem groźnego spojrzenia członkom Stada Błękitnego Półksiężyca.

Genevieve cofnęła dłoń i wstała. Oczy Alexandrosa natychmiast poszukały jej oddalającej się postaci, odczuwając bolesną utratę fizycznego kontaktu ze swoją przeznaczoną. Jego zwierzę już skomlało w jego głowie. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, spojrzała na niego i rzekła: „Ceremonia zaczyna się za piętnaście minut. Muszę najpierw skorzystać z toalety. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że teraz was opuszczę?”

Luna Helena zawołała: „O mój Boże! Nawet nie zauważyłam, która godzina! Ja też muszę skorzystać!” Alfa Julian również wstał, sprawdziwszy wcześniej swój zegarek.

Alexandros poszedł w ich ślady i z rozmarzonym wzrokiem spojrzał na Genevieve, mówiąc łagodnie: „Będę czekał na ciebie w pierwszym rzędzie. Nie każ mi czekać zbyt długo”.

„W porządku” – odwzajemniła jego uśmiech, po czym odwróciła się do rodziny Cavendishów i rzekła: „To było... interesujące rozmawiać z wami trojgiem. Proszę wybaczyć, teraz was pożegnamy”. Wyszła z przywódcami swojego stada, zanim ktokolwiek z Cavendishów zdołał się odezwać.

Alexandrosowi nie przeszkadzałoby, gdyby odeszła bez słowa do tej trójki. Właściwie ucieszyłby się bardzo, gdyby ich zignorowała po tym pokazie niekompetencji ze strony Archibalda Cavendisha. Ale jej sarkazm przy użyciu słowa „interesujące” wywołał uśmiech na jego ustach. ‚Dziękuję, Bogini Księżyca’, pomyślał.

Nie obdarzył nikogo z Cavendishów ani jednym spojrzeniem, odchodząc w przeciwną stronę, po czym wszedł do audytorium na końcu holu. Przywitał się z ministrami w drodze na swoje miejsce, siadając pośrodku pierwszego rzędu. Czekając na powrót Genevieve, rozkoszował się w myślach przyjemnością, jaką poczuł, gdy jej dłoń dotknęła jego ręki. Nie spodziewał się, że to ona wykona ruch. A jednak w tamtej chwili był bliski utraty kontroli, i gdyby go nie uspokoiła, najpewniej przemieniłby się na środku jadalni.

Gdy Genevieve wyszła z toalety, stanęła twarzą w twarz z Sebastianem Cavendishem.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 4: Rozdział 4 - Odrzucona partnerka Króla Likanów: Od Gammy do Królowej | StoriesNook