Kilka dni później.
Stefan to wrzód na tyłku. Nie dość, że chodzi za mną krok w krok, przepraszając i błagając, żebym do niego wróciła, to na dodatek zrobił się agresywny; cokolwiek bierze, nieźle mu to miesza w głowie. Zaledwie wczorajszego wieczoru przyszedł do mojej pracy, żądając widzenia ze mną, a gdy ochrona nie wpuściła go do środka, czekał na mnie na parkingu. Powiedziałabym mojemu bratu, ż






