Szybko obracam się na pięcie i odchodzę, ale on chwyta mnie za rękę.
– Nie w tę stronę, a poza tym nie mogę cię wypuścić w takim stanie. Chodźmy.
Opuszczamy alejki i idę za nim opustoszałymi ulicami; oboje milczymy, a deszcz powoli przestaje padać.
Po dziesięciu minutach marszu skręcamy w odosobnioną okolicę z wielkimi, nowocześnie zaprojektowanymi domami. Jacob prowadzi mnie na wybrukowany podjaz






