– Lyris! – krzyknął Aaron. – Chodź tutaj! – Wspólnie z Hayesem budował zamek z błota, kiedy nagle jego wzrok padł na żółto-niebieskiego ptaka, który spadł na ziemię jakieś dziesięć metrów dalej.
Lyris zabrała błotnistą rączką kręcony kosmyk z oczu i spojrzała na ptaka. Westchnęła głośno z przerażenia. – Czy ten ptaszek nie żyje?
Aaron wstał, wytarł brudne ręce o koszulkę i przyjrzał się mu. Wciąż






