languageJęzyk

Suknia ślubna

Autor: Rachel Castillo4 maj 2026

Aria przycisnęła dłoń do ust, by zdusić krzyk. Przeraźliwy chłód przeniknął ją aż do szpiku kości. W gardle urosła jej bolesna gula. Więc to w ten sposób Alfa Roman zamierzał się jej pozbyć. Ofiarować ją Likaninowi i na zawsze usunąć z życia swojego syna. Zamierzał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

– Muszę uciec – powiedziała Aria ściszonym głosem. Strach pulsował w niej, żywy i dławiący. Przeczesała dłonią swoje splątane rude włosy. – Musisz mi pomóc, Mila.

Mila zarzuciła Arii ramiona na szyję. Miała świadomość, że jeśli pomoże jej w ucieczce, a potem zostaną złapane, zginie nie tylko Aria, ale i ona sama. Jej rodzina okryłaby się hańbą i stałaby się obiektem najwyższego upokorzenia.

Alfa Roman zabrałby jej młodszego brata, zmuszając go do dołączenia do wojowników gamma, a rodziców by zabił. A jej brat przez resztę życia borykałby się z winą i piętnem, ponieważ łączyłoby go pokrewieństwo z kimś, kto przyczynił się do zniknięcia przeznaczonej Alfy.

Jej imię, a także dobre imię jej rodziców, zostałoby na zawsze zbrukane. Ojciec pozostawał niezwykle lojalny względem Alfy. Był on jednym z powszechnie szanowanych wojowników w stadzie Silver Creek. Absolutnie nie wiedziała, jak miałaby pomóc Arii, nie narażając się przy tym pod bacznym spojrzeniem Alfy. Drżący oddech opuścił jej usta.

– Spróbuję, Ario – odrzekła. – Ale niczego nie obiecuję.

Aria odsunęła się od Mili. – W pełni to rozumiem.

– Mam trochę gotówki odłożonej w skarbonce – rzekła Mila. – Rozbiję ją i dam ci wszystkie pieniądze, jakie zgromadziłam. Zabierz je i uciekaj.

Otrzymała tę skarbonkę w prezencie od matki na swoje dziesiąte urodziny. Wypełniała się ona drobnymi po brzegi wraz z każdymi kolejnymi urodzinami. Zamierzała ją potłuc dopiero po upływie ośmiu lat.

Nagle zza drzwi dobiegły do nich ciężkie kroki.

Przypominając sobie treść dokumentów ojca, Mila prędko dodała: – Przyjdę dzisiaj w nocy. Nie zamykaj okna. Musisz skierować się na północ poza tereny stada. Stamtąd odbij na północny wschód, gdy tylko dojrzysz ruiny zrujnowanego budynku. Podążaj za...

Drzwi otworzyły się na oścież i do środka wmaszerowała Brenda.

– Co ty tutaj jeszcze robisz? – wrzasnęła na Milę. – Wynocha!

Zanim Mila podniosła swoją sakwę i udała się w kierunku wyjścia, rzuciła Arii ostatnie, pełne porozumienia spojrzenie.

– Alfa wyśle cię do Shadowwood – oświadczyła Brenda, a w jej oczach zalśnił złowieszczy błysk, gdy tylko Mila znalazła się poza zasięgiem słuchu. – Spakuj wszystko, co masz. Z samego rana zabierzemy cię do rezydencji Alfy, i to właśnie tam zostaniesz przekazana Likanom. – Brenda parsknęła i zlustrowała ją swym przenikliwym wzrokiem od stóp do głów. Wyszła, zamykając za sobą drzwi. Aria usłyszała trzask obracającego się w zamku klucza.

Aria była… bezbrzeżnie wykończona. Opadła na łóżko, nienawidząc swojego życia, nienawidząc swojej matki i nienawidząc ojca. Nienawidziła jednak najbardziej Rydera, swojego przeznaczonego.

Czyż przeznaczeni nie powinni zapewniać sobie nawzajem tak potrzebnego wsparcia emocjonalnego i fizycznego? Czy Ryder był aż tak zaślepiony swoim fałszywym wizerunkiem, że odtrącił ją w ułamku sekundy? Nie dał jej ani jednej szansy. Jego zdrada bolała ją najmocniej.

Tkwiła w tej pozycji bardzo długo, aż jej żołądek zaburczał. Podniosła się i zorientowała, że nastała północ. Wciąż czując się koszmarnie od wewnątrz, Aria powlokła się do łazienki. Obmyła twarz i wróciła do pokoju. Zamierzała uciec, bez względu na wszystko.

Spakowała ostatni zestaw ubrań i mocno zawiązała torbę. Rozejrzała się wkoło, zastanawiając, czy czegoś nie zostawiła. Nie posiadała zbyt wielkiego dobytku. Jej torba była w połowie pusta. Nigdy nie miała zbyt wielu rzeczy, ponieważ ojciec potrafił zniszczyć całą jej własność w swoich niekontrolowanych atakach furii. Większość ważnych dokumentów i tak trzymała w telefonie.

W torbie Arii zostało niedojedzone jabłko. Wyciągnęła je, ze smakiem zjadła owoc, a potem zaczęła czekać na Milę. Aria nie miała przy sobie żadnych pieniędzy. Jeśli uda jej się uciec, w ludzkim świecie będzie jak najzwyklejsza żebraczka. Dlatego to było tak ważne, by Mila przekazała jej trochę gotówki. Zamierzała dojechać autobusem do najbliższego miasteczka.

Z pamięci przywołała miejsce, z którego pochodziła jej matka. Na dnie torby leżało jej stare zdjęcie, na którego odwrocie widniał napis: "Od Cerys dla Garretta. Z wielką miłością".

Aria czekała godzinę, potem drugą, a potem kolejną. Mila nie przyszła. Była 3:00 nad ranem, a w Arii rosła niecierpliwość. Wyjrzała przez okno, lustrując przez szybę podwórko i wytężając wzrok w nadziei, że dostrzeże w ciemnościach przyjaciółkę.

Nagle przez okno rzucił się na nią wilk, przyprawiając ją o dreszcz prawdziwego przerażenia. Aria krzyknęła i upadła na plecy. To był jej ojciec. Drapał pazurami po szybie, warcząc na nią i obnażając kły. Odczołgała się w tył, tłumiąc szloch. To był jakiś koszmar. Przez cały czas jej pilnowali.

Oszołomiona i śmiertelnie przerażona, Aria usiadła na łóżku, czując się całkowicie bezradna, gdy fala strachu wywołała w niej ostre dreszcze. Podciągnęła kolana do klatki piersiowej i ukryła twarz między nimi. Wyrwał się z niej jęk rozpaczy. Nie było najmniejszych szans na ucieczkę. Jeśli Mila spróbuje tu dotrzeć, natychmiast stąd ucieknie widząc straż.

Drzwi pokoju otworzyły się z głośnym hukiem. Aria szeroko otworzyła oczy i gwałtownie wyprostowała się na łóżku. W pobliżu stała jej matka z rękami opartymi pod bokami.

– Wstawaj, kretynko! – przeklęła ją. – Pora cię ubrać i zabrać do domu Alfy.

Aria rozejrzała się dookoła i zdała sobie sprawę, że spała bardzo długo, ponieważ przez okno wpadały jasne promienie słoneczne. Dawno już było po wschodzie słońca.

Brenda kazała jej nałożyć białą suknię, uderzająco przypominającą kreację ślubną.

– Przysłali ją dla ciebie z domu Alfy. To wieloletnia tradycja, że ofiara musi być w to ubrana – poinformowała ją Brenda.

W lustrze Aria uchwyciła odbicie Chloe, która wpatrywała się w nią z nieskrywaną zazdrością i czystą nienawiścią. Przez całe jej życie, Brenda ani razu nie dotknęła Arii w innym celu, niż wymierzenie ciosu, lecz dziś z wielkim podekscytowaniem pomagała się jej ubrać.

– Krzyżyk na drogę! – mruknęła pod nosem.

– Dlaczego ja? – zapytała Aria, podczas gdy Brenda nakładała jej na powieki niebieski cień.

Brenda zaśmiała się sucho. – Ponieważ ofiara powinna składać się z kogoś, kto jest czysty i całkowicie gotowy na poświęcenie.

– Ale ja wcale nie jestem gotowa – oświadczyła Aria, czując narastający niepokój w klatce piersiowej.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki