– Przygotujcie dokumenty. Podpiszę je – powiedział Zane, taksując wzrokiem jej profil i wodząc spojrzeniem wzdłuż jej ciała. Kiedy jego wzrok padł na jej szyję, dostrzegł tam czerwone odciski palców. Wydobył się z niego cichy warkot. – Skąd to masz?
Jak jeleń sparaliżowany blaskiem reflektorów, spojrzała na niego sarnimi oczami, niezdolna odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jej ojciec stał tuż obok, a ona nie miała ochoty na kolejne lanie. Uniosła dłonie do szyi i lekko potarła tam skórę, zerkając na ojca. – To nic takiego, panie – odpowiedziała cichym głosem.
Zane zmrużył oczy. – Czy ktoś próbował cię udusić?
Oczy Arii otworzyły się szeroko i spojrzała na ojca z przerażeniem. Jej ojciec uniósł rękę, jakby miał zamiar ją uderzyć, ale natychmiast się opanował, gdy Zane gwałtownie odwrócił głowę w jego stronę. – Uważaj na siebie, Garrett – powiedział z cichym warkotem. W jego rozkazie kryła się taka moc, że zacisnęła się na jego umyśle niczym imadło. Garrett był zmuszony okazać posłuszeństwo, mimo że Zane nie był jego Alfą. Było jasne, że Likanie mają władzę nad wilkołakami. Ale Zane był królem Likanów. Miał władzę również nad wszystkimi wilkołaczymi Alfami. Garrett był tylko marną płotką w tej społeczności.
Zane odwrócił się, by spojrzeć na Alfę Romana i powiedział: – Będę już szedł. Przyjdę po nią wieczorem. Wygląda bardzo blado jak na taką podróż. Upewnijcie się, że zje porządny posiłek. Wyruszymy do Shadowwood przed siedemnastą.
Alfa Roman był zachwycony. Likanin przyjął jego ofiarę. Był pewien, że Zane odrzuci tę odrażającą dziewczynę. Na taką ewentualność miał przygotowany plan B. Zaoferowałby mu Chloe. Zatarł ręce z podekscytowania i powiedział: – Oczywiście! Będę się nią dobrze opiekował do twojego powrotu.
– I upewnij się, że nie stanie jej się krzywda – dodał Zane. – Bo jeśli tak, bardzo mi się to nie spodoba! – Po czym mruknął: – Jest zbyt chuda.
Alfa Roman przestraszył się, że Zane odrzuci Arię, więc szybko powiedział: – Jeśli chcesz, możesz zabrać ze sobą Chloe. – Wskazał na młodszą siostrę Arii.
Aria przeniosła ostro wzrok na Alfę Romana, a potem na Chloe i z jakiegoś powodu Chloe wydawała się… zaskoczona, ale chętna. Dziwne. Chloe patrzyła na Zane'a z wyczekiwaniem i przestępowała z nogi na nogę pod jego spojrzeniem, podczas gdy na jej policzki wypełzł blady rumieniec.
Zane obdarzył ją przelotnym spojrzeniem, a następnie z powrotem przeniósł uwagę na Arię. Ignorując słowa Alfy Romana, warknął: – Po prostu przygotuj papiery. Podpiszę je po powrocie, a po tym zostaną przelane pieniądze.
Alfa Roman wzdrygnął się. – Oczywiście! Proszę się nie martwić.
Pieniądze? Aria była przerażona. A więc Alfa Roman otrzyma pieniądze od króla Likanów. A ona myślała, że to jej ojciec dostanie od niego pieniądze za to, że zostawiła Rydera. Ironia tej sytuacji nie uszła jej uwadze. Została po prostu sprzedana pod płaszczykiem ofiary.
Przed oczami wybuchły jej dziwne kolory, a w głowie zakręciło się tak szybko, że ugięły się pod nią kolana. Myślała, że upadnie na podłogę, gdy silne ramiona chwyciły ją w opiekuńczy uścisk i pomogły odzyskać równowagę.
Jego zapach cedru i mgły otulił ją, a ona zorientowała się, że nie potrafi się poruszyć albo nie ma na to siły. Jej głowa uniosła się, gdy jego głowa pochyliła się w dół. Ich spojrzenia się spotkały – jego zielone z jej jasnoniebieskimi. Jej policzki oblały się rumieńcem. Czuła się, jakby topniała pod jego spojrzeniem. Jego dłonie powędrowały w górę do jej szyi, gdzie delikatnie pieścił odciski palców. Aria była całkowicie zaskoczona, zamarła w bezruchu.
Cichy warkot skądś z tyłu wyrwał ją z zamyślenia. Wyprostowała się i zrobiła krok w tył, opuszczając jego przestrzeń osobistą. Wyczuła irytację Zane'a i natychmiast spuściła wzrok.
Zane głośno przełknął ślinę. Z chrapliwym wydechem powiedział: – Będę się zbierał. Zane wyszedł w pośpiechu, a wilkołaki wydawały się rozluźnić.
Jeśli chodzi o Arię, jej napięcie wzrosło dziesięciokrotnie. Została sprzedana przez swojego Alfę królowi Likanów, który uchodził za bezlitosnego i który zabierał ją wyłącznie w celach rozrodczych. Teraz nie wiedziała, co jest mniejszym złem. Z jednej strony, Alfa Roman wtrąciłby ją do lochów, gdyby z nim nie poszła. W lochach jej życie zamieniłoby się w prawdziwe piekło. Z drugiej strony, Zane też by ją wtrącił do lochów, ale dopiero po tym, jak urodziłaby mu szczenięta.
Jej jedyną szansą na przetrwanie tej męki była jakaś ucieczka. Musiała wezwać tu Milę i uciec. Wyglądała jak uwięziony króliczek w otoczeniu wilków, z których wszystkie wpatrywały się w nią z zawiścią lub pożerały ją wzrokiem. Nie wiedząc, co teraz zrobić, chwyciła brzegi swojej sukni ślubnej wilgotnymi dłońmi.
– Wspaniale! – ogłosił Alfa Roman. – Skoro ofiara... – zająknął się. – Skoro dar został przyjęty, możecie zabrać ją do domu! Przyprowadźcie ją tutaj przed siedemnastą.
– Nie sądzę, żebyśmy powinni jej stąd puszczać – powiedział Ryder, wpatrując się w Arię. Jego dłonie były zaciśnięte w pięści. – Jeśli Alfa Zane przyjdzie przed siedemnastą i jej tu nie będzie, zapanuje chaos!
Sienna była zaskoczona, ale nie powiedziała ani słowa sprzeciwu wobec Rydera. Gdyby jednak spojrzenia mogły zabijać, jej oczy przeszywałyby Arię niczym sztylety.
Roman przetrawił to, co właśnie powiedział Ryder. – Dobrze, może tu zostać! – powiedział, wzruszając ramionami. – Ale musi zostać w pokoju gościnnym i Chloe również będzie musiała z nią tam zostać. – Spojrzał na Garretta i Brendę. – Wy oboje możecie odejść. Przeleję wam pieniądze, gdy Zane przeleje je mnie.
Szczęka Arii opadła na podłogę, gdy patrzyła na swojego rozradowanego ojca i macochę. Sprzedali ją. A raczej tylko zyskali na tej transakcji.
Jej rodzice wyszli bez pożegnania. Aria miała nadzieję, że ojciec chociaż na nią spojrzy, skoro już nigdy więcej jej nie zobaczy, ale było to tylko pobożne życzenie. Wybiegli, jakby cieszyli się, że pozbyli się ciężaru. Jak tylko wyszli, Ryder podszedł do niej. Chwycił ją za ramię i powiedział: – Chodź! Pociągnął ją w stronę pokoi gościnnych, a za nimi podążyły Chloe i Sienna.
– Co ty, do cholery, robisz? – warknęła na niego Sienna w chwili, gdy byli sami na korytarzu prowadzącym do skrzydła dla gości.






