Z perspektywy Dylana.
Był tak blisko mnie, mogłam wyczuć ciepło emanujące z jego ciała, powoli podnoszące temperaturę mojego własnego. Lewis uśmiechnął się szeroko, a ja po prostu zerknęłam na jego usta. Boże, nasze wargi dzieliły centymetry, a nasze oddechy się splatały, powodując, że narastała we mnie zupełnie nowa forma gorąca. – Pachniesz dzisiaj inaczej... – usłyszałam, jak mamrocze pod nosem






