Tego wieczoru nadeszła wiadomość od Annabelle Quinn, najlepszej przyjaciółki Sophii z czasów studiów, która nalegała, by wyszły do klubu.
Dawna Sophia odmówiłaby natychmiast, nauczona posłuszeństwa wobec zasady Lucasa zabraniającej jej wychodzenia. Ale teraz, gdy Sophia brała z nim rozwód, jego zdanie nie miało żadnego znaczenia.
*****
W chwili, gdy Sophia wysiadła z samochodu, dostrzegła Annabelle czekającą przy wejściu. – Mam nadzieję, że nie czekałaś długo – powiedziała, podchodząc.
– Dopiero co przyszłam – uśmiechnęła się szeroko Annabelle, wsuwając ramię pod ramię Sophii. – Więc jaka to specjalna okazja? Czyżbyś w końcu dostała wychodne od swojego ukochanego?
Sophia z trudem dobierała słowa, ale nie potrafiła ukryć tego przed najlepszą przyjaciółką. – Rozwodzę się – powiedziała w końcu.
– Niech zgadnę – odparła Annabelle, która przy swojej najlepszej przyjaciółce nigdy nie owijała w bawełnę. – Chodzi o powrót Emily, prawda?
– Nie tylko o to – przyznała Sophia cichym głosem.
Wystarczyło, że na własne oczy zobaczyła różnicę, by naprawdę zrozumieć, jak niewiele znaczyły jej trzy lata starań.
Annabelle objęła Sophię ramieniem w geście wsparcia. – Powinnaś była przejrzeć na oczy już dawno temu.
Przez trzy lata patrzyła, jak Sophia zatraca się w pustym związku, i dobijało ją, gdy widziała, jak jej przyjaciółka zaprzepaszcza wszystko dla mężczyzny, który nigdy jej nie doceniał.
– Lepiej późno niż wcale – skwitowała Sophia z bladym uśmiechem.
– Cholerna racja – oświadczyła Annabelle. – Dziś wieczorem załatwię nam najlepszych modeli w mieście. Zasługujesz na prawdziwą uwagę.
Weszły do pulsującego serca klubu, przeciskając się przez błyszczący tłum w stronę ekskluzywnej loży, którą zarezerwowała Annabelle.
Gdy mijały wejście do prywatnej loży, na korytarz wylał się wybuch śmiechu i gwar rozmów. Pośród hałasu bystre ucho Sophii wyłowiło jej własne imię.
– Trzeba przyznać Lucasowi. W chwili, gdy Emily wróciła, od razu z nią zamieszkał. Chodzą słuchy, że pokazał Sophii drzwi.
– Cóż, sama się o to prosiła. Zgrywaj naiwniaczkę, a stracisz wszystko. Ale tak na poważnie, tamta noc w loży, tyle krwi? Naprawdę myślałem, że doszło do tragedii, a to pewnie był tylko jej okres.
– Myślisz o tym? Stary, czyżbyś przez cały ten czas czuł do Sophii miętę?
– Kto by wzdychał do jakiegoś zera z prowincji? Tylko Lucas, ze swoimi specyficznymi gustami, wytrzymałby z nią trzy lata.
– Chyba nowość mu się znudziła. Czas na zmiany.
Stojąc na korytarzu, Sophia poczuła, jak w jej spojrzeniu osiada zimny spokój.
Głosy ułożyły się w spójną całość – to byli najstarsi przyjaciele Lucasa. Byli tam tamtej nocy, jako widzowie jej najbardziej haniebnego momentu.
W oczach Annabelle błysnął gniew. – Zaraz wygarnę im, co o tym myślę.
Ale gdy ruszyła w stronę drzwi, Sophia powstrzymała ją delikatnym gestem dłoni. – To moja bitwa do stoczenia – powiedziała stanowczo.
Z tymi słowami Sophia pchnęła drzwi i wkroczyła do pomieszczenia. Z gracją usiadła na kanapie, dołączając do ich rozmowy z uśmiechem, który nie sięgał jej oczu.
– Jeśli mowa o specyficznych gustach, to go przebijam – zaczęła złudnie lekkim tonem. – Przetworzyłam to, co wyrzuciła Emily. Ale wygląda na to, że wyświadczyłam wszystkim przysługę, zwracając śmieci na śmietnik, tam, gdzie ich miejsce.
W pokoju zapadła oszołomiona cisza. Każda twarz na półokrągłej kanapie wpatrywała się w nią z przerażoną fascynacją.
Sophia nie miała pojęcia, że podczas jej przemowy do pokoju weszły za nią dwie sylwetki.
Oczy gości nerwowo biegały między Sophią a nowo przybyłymi, a powietrze gęstniało od napięcia.
Stali tam Lucas i Emily, a ich miny były mroczne jak burzowe chmury.
Ich obecność sprawiła, że Sophia się odwróciła. Jej oczy natychmiast napotkały chłodne, mroczne spojrzenie Lucasa.
Ale nie cofnęła się. Buntownicze wzruszenie ramion uniosło jej barki. – Spójrzcie, kogo licho niesie. Mój mąż-śmieć.
Oczy Emily natychmiast zaszły łzami. – Sophia, zignoruj ich – błagała drżącym głosem. – To wszystko kłamstwa. Lucas i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Jakby na dowód swoich słów, zacisnęła dłoń na ramieniu Lucasa. – Powiedz jej, Lucas. Uświadom jej, że między nami nic nie ma.
Wzrok Sophii opadł na dłoń kurczowo trzymającą ramię Lucasa, a na jej ustach zagościł nikły, drwiący uśmiech. „Tylko przyjaciele? Naprawdę myślała, że ktoś w to uwierzy?” pomyślała z goryczą.
Lucas oswobodził się z uścisku Emily i skrócił dystans między sobą a Sophią.
Ten ruch rozładował napięcie, pobudzając jego przyjaciół do działania.
– Hej, Lucas, spokojnie – powiedział jeden z nich, robiąc krok do przodu. – Ona tylko reaguje na nasze głupie żarty.
– Daj spokój, Sophia, po prostu przeproś Lucasa – ponaglał kolejny. – Wiesz, że ci wybaczy.
Ta sugestia sprawiła, że Sophia miała ochotę wybuchnąć gorzkim śmiechem. „Czy tak właśnie mnie widzą? Jako jakąś chorą z miłości wariatkę, która przypełznie z powrotem na pierwszy znak przebaczenia?” pomyślała.
To wyjaśniało wszystko – dlaczego przez trzy lata okazywali jej fałszywy szacunek jako żonie Lucasa, podczas gdy w tajemnicy drwili z jej oddania.
Mogła winić tylko siebie. Gdyby nie poznała Lucasa siedem lat temu, gdyby ten niefortunny incydent nie związał jej z nim, dawno temu poszłaby naprzód ze swoim życiem.
– Skończyłaś już? – Głos Lucasa przerwał jej rozmyślania, gdy wyciągnął rękę, by chwycić ją za ramię.
Z gracją przeniosła ciężar ciała, pozwalając, by jego dłoń zacisnęła się na pustym powietrzu.
Odrzucony gest zawisł między nimi o ułamek sekundy za długo, zanim cofnął rękę, a jego rysy stężały z niezadowolenia.
Zwracając się do Emily, która teraz osuszała oczy, Sophia uniosła brew. – Nie ma potrzeby wylewać łez. Sprawiasz wrażenie, jakbym to ja była tutaj okrutna.
– Sophia, traktowałam cię jak starszą siostrę. Ja... – zaczęła Emily, próbując się bronić.
– Przestań – przerwała jej Sophia chłodnym głosem. – Przyszłyśmy w odstępie zaledwie kilku minut, a ty byłaś tu pierwsza. Darujmy sobie to emocjonalne przedstawienie.
Twarz Emily zmieniła kolor z bladości w głęboką czerwień, gdy wściekle zacisnęła szczękę. „Od kiedy to Sophia ma w sobie tyle czelności? Kiedyś kuliła się w milczeniu, gdy tylko Lucas był w pobliżu”, pomyślała.
Mimo trzyletniej nieobecności w mieście, Emily upewniła się, że otrzymuje każdy najdrobniejszy szczegół z życia Sophii.
Wiedziała wszystko o żałosnych próbach Sophii, by zadowolić Lucasa, i doskonale zdawała sobie sprawę, jak mało zależało mu na własnej żonie.
Wiedziała nawet, że mieli osobne sypialnie i że w te rzadkie noce, które Lucas spędzał z Sophią, po wszystkim zawsze odsyłał ją z powrotem do jej pokoju.
Wiedziała, że dla Lucasa Sophia była tylko ciałem – wygodnym, łatwym do zastąpienia i całkowicie nieważnym.
Z posępnym wyrazem twarzy Lucas chwycił Sophię za nadgarstek i zaczął ciągnąć ją w stronę wyjścia.
Odpowiedzią Sophii był ostry, piekący policzek, który wymierzyła mu prosto w twarz.
Dźwięk przeciął powietrze, a w pokoju zapadła martwa cisza. Wszystkie oczy były wpatrzone w Sophię w czystym szoku.
Wszyscy zastanawiali się, czy postradała zmysły, by odważyć się na coś takiego.
Lucas powoli poruszył szczęką; spojrzenie jego oczu było tak mroczne, że zwiastowało odwet.
Kiedy Sophia stawiła opór, Lucas nie zawahał się. Zarzucił ją sobie na ramię i wyniósł z pokoju.
Ten widok sprawił, że serce Emily się zacisnęło. Nigdy nie widziała, by Lucas miał do kogokolwiek tyle cierpliwości. Zanim się zorientowała, jej dłoń spoczęła na jego ramieniu. – Lucas...
Nie odwrócił głowy, ale z jego twarzy zniknęła część napięcia.
– Zabieram ją do domu – powiedział stanowczo. – Kierowca wróci po ciebie, kiedy będziesz gotowa.
Emily mogła tylko patrzeć, jak Lucas odchodzi z Sophią. Nie miała prawa go powstrzymywać, ale to bolało – to był pierwszy raz, kiedy zostawił ją dla innej kobiety, zwłaszcza takiej, która nic nie znaczyła.
Jej dłonie zacisnęły się wzdłuż tułowia. „Dałam ci szansę na ciche odejście, Sophia. Sama to na siebie sprowadziłaś”, pomyślała.
Protesty Sophii niosły się echem po korytarzu, gdy wyrywała się z uścisku Lucasa.
Nie będąc pewną, co dokładnie dzieje się między małżonkami, Annabelle odwróciła wzrok, udając, że ich nie zauważyła.
Lucas wniósł Sophię do windy i wyszedł z niej energicznie, gdy zjechali na poziom podziemnego parkingu.
Kiedy drzwi samochodu się otworzyły, Lucas wrzucił Sophię na tylne siedzenie.
Próbując usiąść prosto, poczuła falę zawrotów głowy i mdłości spowodowanych przedłużającym się czasem spędzonym do góry nogami.
Otworzyła usta, by zakląć, ale słowa zamarły na jej ustach, gdy przyciemniana szyba stojącego w pobliżu Maybacha zaczęła się opuszczać.
W spowitym cieniami wnętrzu profil mężczyzny był ostry i złowrogi. Jego usta układały się w twardą linię, a on sam siedział z imponującym spokojem góry lodowej, a sama jego obecność odpychała innych.
Wyczuwając jej wzrok, spojrzał w jej stronę i ich oczy się spotkały.
Bez słowa Sophia odwróciła wzrok i ukryła twarz za zasłoną splątanych włosów.






