Następnego ranka Ophelia obudziła się wcześnie, w okolicach wschodu słońca. Ktoś powoli głaskał jej włosy i nagą skórę. Pamiętając wydarzenia z poprzedniego dnia, otworzyła oczy i rozejrzała się z zaniepokojeniem.
– Mój Panie!
Arthur rzeczywiście tam był, siedział na brzegu łóżka i jej się przyglądał. Podskoczyła, oplotła ramionami jego szyję, by go przytulić, dając upust wszystkim swoim zmartwien






