Jęczę, gdy czuję, że coś miękko przeczesuje moje włosy. „Wstawaj, głuptasie”.
„Nie” mruczę przytłumionym głosem; moją twarz mam obecnie wciśniętą w ramiona, które opierają się na biurku.
„Cole, potrzebuję tego planu, ale twoje gigantyczne czoło zasłania część, którą muszę widzieć” narzeka Shayla i puka mnie ołówkiem w głowę kilka razy. Uśmiecham się do swoich ramion i zerkam na nią, nie podnosząc






