– Czekaj. Mówiłeś, że niczego nie pamiętasz – mówi, celując palcem w moją twarz. Patrzę na jej palec, potem znów na nią, i wywracam oczami.
– Zgadza się. Ale stan, w jakim znajdował się pokój, gdy obudziłem się dziś rano, stanowił bardzo wyraźną oznakę udanej nocy – robię krok bliżej niej, a ona zadziera głowę, żeby na mnie spojrzeć. – Od samych drzwi aż do łóżka ciągnęła się ścieżka ubrań, co oznacza, że byliśmy zbyt pochłonięci naszą namiętnością, żeby przejmować się tym, kto jest w czyim typie – stwierdzam rzeczowo i puszczam do niej oko. – Nie wspominając o tym, że prezentujesz mój firmowy wygląd „po dobrym pieprzeniu”.
Zielone oczy Shayli robią się okrągłe, dziewczyna prycha i robi duży krok do tyłu, wprowadzając między nas trochę przestrzeni. Przeczesuje palcami włosy, wyraźnie sfrustrowana.
– Wow. Nawet nie zniżę się do tego, by zaszczycić tę uwagę odpowiedzią. – Przestaje krążyć po pokoju i znów na mnie patrzy. – Co zamierzamy z tym zrobić? Czy to małżeństwo jest w ogóle legalne?
– Obawiam się, że tak. – Jej ramiona opadają, a ona kręci głową.
– Jak? Jak mogli w ogóle udzielić nam ślubu, kiedy byliśmy pijani? To nie ma sensu. Czy nie trzeba złożyć wniosku o wydanie aktu małżeństwa, czy coś w tym stylu? – pyta, patrząc na mnie gniewnie. Wzruszam ramionami, odstawiam kubek z kawą i biorę ze stołu akt małżeństwa.
– To magia tego miasta. W Vegas wszystko jest możliwe. Proszę, znalazłem to w kieszeni dziś rano. – Bierze ode mnie papier i go rozkłada.
– Co to jest?
– Nasz akt małżeństwa. Podpisany przez nas oboje, zresztą dość niedbale – mówię, a ona przegląda dokument, po czym podnosi na mnie wzrok.
– O mój Boże, my naprawdę wzięliśmy ślub – mamrocze, opierając się o stół w jadalni. Wzdycham i niezręcznie pocieram kark. Wygląda na zasmuconą, po prostu gapi się w podłogę, a ja nie radzę sobie z pocieszaniem smutnych dziewczyn. Czuję się wtedy niekomfortowo i zamykam się w sobie.
– Hej, słuchaj, to nie koniec świata. Jestem pewien, że nie jesteśmy pierwszą parą, która po pijaku wzięła ślub w Vegas. Dostaniemy unieważnienie i będziemy żyć dalej, tak jakby to nigdy się nie wydarzyło – zapewniam ją. Podnosi wzrok, by na mnie spojrzeć, i mógłbym przysiąc, że smutek w jej oczach przyprawia mnie o dreszcz.
W końcu kiwa głową i prostuje się. – Taa, chyba masz rację. – Wzdycha i rozgląda się po pokoju z zakłopotaniem, po czym lekko marszczy brwi, niezgrabnie drapiąc się po głowie. – Um... – Przygryza delikatnie dolną wargę. – Nie mogę znaleźć swojej sukienki... – Pozwalam moim oczom powędrować po pokoju. – Muszę też wymyślić, jak do cholery wrócę do domu.
– Och, to już załatwiłem. Nasz lot do Londynu jest za dwie godziny – informuję ją, na co potakuje. – Kazałem też dostarczyć dla nas obojga jakieś ubrania. Wyglądasz na rozmiar 38. Kawy? – pytam. Wpatruje się we mnie z otwartymi ustami, po czym potakuje i siada na krześle przy stole. Nalewam jej czarnej kawy i stawiam kubek na stole przed nią.
Nadal wpatruje się we mnie ze zmarszczonymi brwiami. – Dziękuję. Nie musiałeś tego robić. Daj mi proszę znać, ile jestem ci winna, a zwrócę ci pieniądze. – Unosi kubek do ust i bierze długi łyk, zamyka oczy i wzdycha. Ta, ten pierwszy łyk kawy, kiedy masz kaca, smakuje jak niebo. Nie zauważyłem, że wpatruję się w nią, dopóki nie spojrzała na mnie i nie zmarszczyła brwi.
Kręcę głową i wzruszam ramionami. – Nie przejmuj się. To nie problem. Z pewnością chciałabyś wziąć prysznic i się odświeżyć. Nie zamówiłem śniadania, bo nie byłem pewien, na co masz ochotę – mówię i znikam w łazience. – Może po prostu zamówisz nam obsługę hotelową? – sugeruję, a ona mruga i z wahaniem potakuje.
Po długim, bardzo potrzebnym prysznicu i kilku rozmowach biznesowych, zjadłem z Shaylą śniadanie, żeby wchłonąć alkohol, który wypiliśmy zeszłej nocy. Mój żołądek był lekko zbuntowany, a tost z awokado pomógł go uspokoić. Shayla wzięła prysznic i ubrała się w ciuchy, które dla niej przygotowałem. Wyszła z łazienki wyglądając świeżo, w dopasowanych, jasnoniebieskich dżinsach i czarnej koszulce z głębokim dekoltem. Opuściliśmy hotel i ruszyliśmy na lotnisko. Kiedy podjeżdżamy przed mój prywatny odrzutowiec, Shayla wysiada z samochodu i wpatruje się w maszynę. – Whoa, to twoje? – pyta, gdy zmierzamy w jego stronę.
– Jasne, skarbie – mówię i gestem zapraszam ją, by weszła po schodkach. Prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać powrotu do domu. Czuję się marnie i mam tak dużo pracy do nadrobienia. Wsuwam się na fotel w samolocie i obserwuję, jak Shayla wędruje po wnętrzu. Wydaje się zaniepokojona i zastanawiam się, czy nie boi się latać. – Zamierzasz tak stać przez całe dziesięć godzin lotu? Usiądź. Nie ugryzę cię, chyba że poprosisz – droczę się, a ona kręci głową, mrucząc coś pod nosem, po czym wślizguje się na miejsce obok mnie. Gapi się przez okno, a jej palce nerwowo bawią się na kolanach, podczas gdy ona gryzie dolną wargę.
Szkoda, że nie potrafię czytać jej w myślach. Jest w tej kobiecie coś wyjątkowego. Nie potrafię tego dokładnie określić, ale różni się od kobiet, do których zazwyczaj startuję, i bez wątpienia jest to najdłuższy czas, jaki spędziłem z dziewczyną, z którą kiedykolwiek spałem. Zazwyczaj nawet nie zostaję z nimi na noc. Zwykle wychodzę tuż po tym, jak skończymy się bzykać. Jak mówi mój najlepszy przyjaciel, Josh: „Bzykasz i znikasz”. Brzmi to okropnie, wiem, ale nie mam czasu na związki; przy moich obowiązkach zawodowych i podróżach, które odbywam, po prostu nie ma miejsca na dziewczynę ani żadne życie towarzyskie. Po tym, jak rok temu rozpadł się mój ostatni, trzyletni związek, uczyniłem pracę swoim priorytetem.
Budzę się, słysząc głos kapitana przez interkom. Musiałem zasnąć podczas czytania. Shayla spała, opierając głowę na moim ramieniu i owinąwszy dłonią mój biceps. Znowu czuję zapach jej szamponu i powoli staje się on moim ulubionym zapachem. Delikatnie odgarniam pasmo włosów z jej twarzy. Jest oszałamiająca, nawet bez makijażu.
Gdy koła samolotu dotykają pasa startowego, Shayla budzi się z drżeniem, unosi te swoje oliwkowe oczy i spogląda na mnie. Zrozumienie, że opierała głowę na moim ramieniu, zajmuje jej chwilę; odsuwa się, siada prosto i przeczesuje palcami włosy. Odchrząkuje, rozglądając się z niepokojem. – Jak długo spałam?
– Kilka godzin. – Spogląda na mnie, lekko marszczy brwi, po czym pochyla się i zakłada buty.
– Bardzo cię przepraszam. Powinieneś był mnie obudzić. – Uśmiecham się i kręcę głową, obserwując, jak poprawia bluzkę.
– Nie przejmuj się. Ja też spałem. Musieliśmy być bardziej zmęczeni, niż nam się wydawało. – Shayla potakuje i rozmasowuje kark, idąc przez samolot w stronę wyjścia.
– Opowiedz mi o tym. To był piekielnie długi weekend. O Boże, jutro rano idę do pracy – mówi, kiedy schodzimy po schodkach z samolotu. Nagle się zatrzymuje, patrzy na samochód, a potem znowu na mnie. – Czy my jechaliśmy tym autem wczoraj w nocy?
Kiwam głową, a ona mruga i znów patrzy na wóz. – Odjechaliśmy nim z klubu zeszłej nocy.
– Huh, kojarzę samochód, ale nic poza tym – odpowiada. Patrzy na kierowcę i marszczy brwi. – Właściwie... jego też pamiętam. – Gerald uśmiecha się i kiwa jej krótko głową, po czym otwiera dla niej drzwi.
– Dobry wieczór, panienko. – Shayla mierzy go sceptycznym wzrokiem, po czym wsiada do wozu. Godzinę później podjeżdżamy pod adres, który podała Geraldowi. Kobieta wysiada, a ja ruszam za nią i okrążam pojazd.
– Cóż, to tu – rzuca, spoglądając w górę na swój budynek, a potem z powrotem na mnie. – Dziękuję, że odtransportowałeś mnie do domu.
– Nie ma o czym mówić. Proszę, to moja wizytówka. Mój prawnik już zaczął sporządzać papiery rozwodowe. Spotkamy się za kilka dni i będziesz mogła je podpisać. Brzmi dobrze?
Shayla bierze moją wizytówkę, przygląda się jej, po czym patrzy na mnie i marszczy brwi. – Tristan? Myślałam, że masz na imię Cole? – pyta.
– Owszem. Poza pracą wolę, gdy mówi się do mnie Cole. – Kiwa głową, usatysfakcjonowana moją odpowiedzią, i wsuwa wizytówkę do kieszeni. Wow, ona naprawdę nie wie, kim jestem. To miła odmiana.
– Cóż. Pewnie powinnam czekać na odzew od ciebie. Wyślę ci esemesem mój numer. – Potakuję i przez chwilę patrzymy na siebie niezręcznie, nie do końca wiedząc, co powiedzieć lub jak się zachować. Czy powinniśmy uścisnąć sobie dłonie, czy się przytulić? Odwraca się, by odejść, ale nagle się zatrzymuje, zdejmuje pierścionek z palca i podaje mi go. – Prawda, że nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej? – upewnia się, spoglądając na moją twarz z przymrużonymi oczami.
Kręcę głową i wzruszam ramionami. – Nie sądzę. Na pewno bym pamiętał, że cię poznałem – odpowiadam z półuśmieszkiem, a ona mruga do mnie zaskoczona, podczas gdy jej policzki przybierają różowy odcień. O kurwa. Jeśli to nie jest najseksowniejsza rzecz na świecie...
Shayla odchrząkuje i kiwa głową. – Jeszcze raz dzięki.
Uśmiecham się do niej. – Dziękuję za pełen wrażeń weekend, Shaylo Hart. – Kobieta kiwa głową, mruczy pożegnanie i odwraca się, by odejść. – Zakładam, że zobaczymy się za kilka dni... żonko. – Zatrzymuje się, odwraca i posyła mi nieubawione spojrzenie.
– Nie nazywaj mnie tak. – Chichoczę i obserwuję, jak znika w swoim budynku. Cóż za pełne wrażeń czterdzieści dwie godziny.






