– PANNO HART?
Mrugam i podnoszę wzrok na starszego mężczyznę siedzącego naprzeciwko mnie, wpatrzonego we mnie i cierpliwie czekającego, aż odpowiem na jego pytanie. Badam jego wygląd: siwe włosy, choć nie całkowicie białe. Wśród pasm przeplatają się ciemniejsze smugi – jego oczy są zaskakująco zielone, chłodne i wspaniałe. Jak na starszego pana, jest niezwykle przystojny. Nosi siwiejący, kilkudniowy zarost. Jest srebrnym lisem w każdym tego słowa znaczeniu. Poprawiam się w fotelu i krzyżuję nogi, siedząc prosto z nadzieją, że to sprawi na nim wrażenie, iż jestem pewna siebie i kompetentna.
– Uważam, że moją największą zaletą jest nieustępliwość. Choć niektórzy mogą uznać to za wadę, oznacza to tylko, że nigdy się nie poddaję. Niezależnie od tego, jak trudne jest zadanie, które mam przed sobą. Kiedy już sobie coś postanowię, nie spocznę, dopóki tego nie osiągnę – mówię z przekonaniem, patrząc mu prosto w oczy. Kiwa powoli głową, zatrzymując na mnie wzrok przez dłuższą chwilę, po czym pochyla się do przodu, a jego pełne usta ledwie zauważalnie drgają w uśmiechu.
– Podoba mi się ta odpowiedź. Przez cały dzień słyszałem tylko o tym, jacy są pewni siebie, ambitni i godni zaufania – mówi, opierając się na oparciu fotela i rzucając długopis na biurko. – Podoba mi się pani, panno Hart. Czy może pani zacząć w poniedziałek? – Powstrzymuję chęć pisku radości i zaciskam usta. Uśmiecham się uprzejmie.
Możesz wariować, jak stąd wyjdziesz, Shay. Weź się w garść! – Tak jest, proszę pana.
– Znakomicie. Proszę przyjść w poniedziałek rano punktualnie o dziewiątej, a Heather oprowadzi panią i wprowadzi do systemu – mówi, wstając z fotela i wyciągając do mnie rękę. Wstaję i chwytam jego dłoń, delikatnie ją ściskając.
– Bardzo dziękuję. Doceniam tę szansę, panie Hoult – mówię, podnosząc torebkę. Odprowadza mnie do szklanych drzwi swojego biura.
– Witamy w zespole, panno Hart. – Uśmiecham się do niego uprzejmie, dziękuję i opuszczam biuro. Kiedy tylko znajduję się na zewnątrz, oddycham z ulgą. Dostałam tę pracę. Będę pracować w jednej z najbardziej prestiżowych firm architektonicznych na świecie. Co prawda jako asystentka dyrektora generalnego, ale zawsze to coś. Będę harować jak wół, uczyć się od niego wszystkiego, co tylko możliwe, i ukończę studia. Kiedyś udowodnię im, że mam talent i umiejętności, by zostać architektem w jednej z ich filii.
Po kilku beznadziejnych miesiącach sprawy wreszcie zaczynają przybierać lepszy obrót. Konieczność rzucenia uniwersytetu, brak pieniędzy na czesne i konieczność utrzymania brata oraz matki były ogromnym wyzwaniem. Musiałam odłożyć karierę na dalszy plan i zaopiekować się rodziną. Jedenaście lat temu straciliśmy ojca w wypadku drogowym, tuż po moich szesnastych urodzinach, i od tamtej pory jestem ich jedynym żywicielem. Mam starszego brata, Sama, ale nie jest w stanie utrzymać pracy dłużej niż przez kilka miesięcy z powodu ADHD i problemów z kontrolowaniem gniewu. Stara się, ale nie potrafi utrzymać koncentracji na dłużej, co często kończy się słabymi wynikami. Moja matka nie wyszła z domu, odkąd zmarł ojciec. Był miłością jej życia, a kiedy go straciliśmy, straciliśmy też ogromną część matki. Przeraża ją wyjście z domu i nie jest w stanie stawić czoła światu bez niego.
Mam dobre przeczucia. Moje życie wreszcie stanie się trochę łatwiejsze.
Wbiegam po schodach do mieszkania, które dzielę z moimi dwiema najlepszymi przyjaciółkami, Jo Sinclair i Aimee O’Connor. Są moim kołem ratunkowym i cieszę się, że mam je w swoim życiu. W chwili, gdy wsuwam klucz do zamka, drzwi zostają wręcz wyrwane z zawiasów i obie stoją w progu, z włosami upiętymi w luźne koki na czubkach głów, obie w za dużych bluzach dresowych, wpatrując się we mnie wyczekująco szeroko otwartymi oczami.
– I jak? – pytają chórem.
– Co? – pytam, przenosząc wzrok z jednej na drugą. Wiem, że umierały z ciekawości, jak poszła moja rozmowa kwalifikacyjna, skoro piętnaście wiadomości na pocztę głosową i pięćdziesiąt esemesów mogło o czymś świadczyć.
– Suko, jak poszła rozmowa? – wydusza z siebie Aimee, przełykając pełne usta płatków Lucky Charms.
– Poszło dobrze – odpowiadam, próbując wejść do środka, ale obie blokują mi drogę. – Więcej... – przeciąga Jo, mrużąc swoje miodowe tęczówki i lustrując mnie badawczym wzrokiem. Wzdycham i wzruszam ramionami.
– Cóż, wydawał się zainteresowany, ale było tam tylu bardziej odpowiednich kandydatów z większym doświadczeniem, więc... – Obserwuję, jak obu rzedną miny i walczę z chęcią uśmiechu.
– Och, trudno, ich strata, bo jesteś niesamowita, ździrko – mówi Jo, obejmując mnie ramieniem i wprowadzając do mieszkania. – Trafi się coś innego. Wiem to. – Dodaje z optymizmem, jak na dobrą przyjaciółkę przystało. Rozglądam się po naszym przytulnym mieszkaniu. Trzy sypialnie przyzwoitych rozmiarów. Otwarty salon z małą kuchnią po lewej stronie i całkiem spora łazienka z kabiną prysznicową. Nasze mieszkanie, dogodnie położone w Londynie, w żadnym razie nie ocieka luksusem, ale niemal wszędzie miałyśmy dziesięć-piętnaście minut pociągiem. Uwielbiałam je i uwielbiam mieszkać z moimi dziewczynami. Gdybym nie dostała tej pracy, musiałabym wrócić do domu z matką i bratem, a tego nie chciałam. Są moją jedyną rodziną. Rodzice wychowali mnie w surowym domu. Byli bardzo dumnymi ludźmi, cenili tradycje, szacunek i kulturę ponad wszystko, i zaszczepili te cechy we mnie i Sammym podczas naszego dorastania.
– Taa. Wygląda na to, że jednak nie będziecie musiały szukać nowego lokatora na moje miejsce – mówię do nich, zdejmując kurtkę i rzucając ją na sofę.
– Nie mów tak. Coś się znajdzie... czekaj, powiedziałaś, że nie będziecie musiały? – mamrocze Aimee, odkładając miskę. Uśmiecham się, a ich oczy stają się wielkie jak spodki. – Dostałaś to. Ty... DOSTAŁAŚ TĘ PRACĘ?! – Kiwam głową, obie krzyczą i rzucają się na mnie, a my wszystkie lądujemy na kanapie w plątaninie rąk i nóg.
– Dostałam pracę! Jesteście na mnie skazane, suki! – śmieję się, kiedy obie dźgają mnie po bokach, łaskocząc, aż płaczę ze śmiechu.
Jo zrywa się na równe nogi. – Idziemy dzisiaj świętować. Nie przyjmuję żadnych wymówek. Idziemy! – mówi, biegnąc korytarzem w stronę swojej sypialni i ślizgając się w skarpetkach po drewnianej podłodze. Aimee podąża za nią, a ja zostaję na sofie, wpatrując się w gładki, biały sufit. Ścisk w żołądku, który towarzyszył mi od miesięcy, w końcu znika.
– Ździrko, rusz swój zgrabny tyłek z kanapy. Upijemy się w trupa! – słyszę wołanie Jo z sypialni. Śmiejąc się, wstaję z sofy i staję twarzą w twarz z Aimee, która wychodzi ze swojego pokoju. Obie patrzymy na drzwi od łazienki, potem na siebie nawzajem, po czym rzucamy się biegiem w ich stronę. Przepycham Aimee biodrem, wślizguję się do łazienki i szybko zamykam drzwi. Śmieję się, słysząc, jak przeklina po drugiej stronie.
– Za każdym pieprzonym razem!
– Mam dłuższe nogi niż ty, Aimes – droczę się z nią, rozbierając się pod prysznic.
– Owszem, i nienawidzę cię za to. Pospiesz się i nie zapomnij wydepilować piczki. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie noc – chichocze, a ja przewracam oczami i uśmiecham się szeroko, wchodząc pod wodę. – Najwyższy czas, żebyś odkurzyła te pajęczyny i wreszcie się trochę zabawiła, dziewczyno.
– Doskonale wiesz, że moja piczka jest gładko wydepilowana, i jestem całkiem zadowolona z moich „pajęczyn”, dziękuję bardzo. – Biorę pustą butelkę po szamponie i rzucam nią o drzwi, słysząc jej rechot po drugiej stronie. – Spadaj. Daj mi się w spokoju umyć.
Wiele godzin i zbyt wiele butelek prosecco później, wtaczamy się do baru o nazwie „Luxe” w centrum Londynu. Dziewczyny zmusiły mnie do włożenia czerwonej minikreacji, która ładnie opinała moje naturalne krągłości. Moje długie, ciemne włosy były luźno pofalowane i rozpuszczone. Jo i Aimee również założyły sukienki. Aimee wybrała srebrną, cekinową kreację, która eksponowała jej naturalne piersi w rozmiarze D, podczas gdy Jo miała na sobie białą, obcisłą sukienkę bez ramiączek. Atmosfera była nieziemska, muzyka grała na pełen regulator, a basy odtwarzanego utworu wibrowały w całym moim ciele. Ruszamy w stronę baru i zamawiamy kolejkę shotów tequili, a potem kolejną, po której następują cztery kolejne kolejki Pornstar Martini. Jo na pewno dotrzymała obietnicy upicia nas w trupa.
Kiedy tańczę z Jo, mój wzrok przykuwa para atrakcyjnych, a zarazem uderzająco żywych, zielonych oczu, które mnie obserwują. Cholera. To najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Jego spojrzenie na mnie jest intensywne, podczas gdy on sączy bursztynowy płyn ze szklanki. Wokół niego i jego przyjaciół roi się od dziewczyn. Widzę, jak długonoga blondynka siedząca obok niego pochyla się i szepcze mu coś na ucho, ale jego oczy mrużą się, wciąż utkwione we mnie. Odrywając od niego wzrok, odwracam się i tańczę dalej z Jo.
Aimee podchodzi do nas z trzema szotami z kwaśnego zielonego jabłuszka. – Pij do dna, ździrko! – Stukamy się kieliszkami i wypijamy szoty. Krzywię się, gdy płyn pali moje wnętrzności. Z głośników zaczyna dudnić „Despacito”. Śmieję się do łez, gdy Jo szepcze mi coś na ucho, kiedy nagle cofam się i wpadam na coś ciepłego i twardego. Oczy Jo rozszerzają się szeroko, gdy widzi, kto stoi za mną. Posyłam jej zdezorientowane spojrzenie, a ona zaciska usta i uśmiecha się, po czym cofa się o krok.






