languageJęzyk

Rozdział 7 Cole

Autor: Aeliana Thorne 5 kwi 2026

– Tristanie, odbyliśmy już tę rozmowę. Mam dość twojego kobieciarstwa. Jeśli chcesz, żebym ja i twój dziadek traktowali cię poważnie i przekazali ci nasze udziały, musisz udowodnić, że jesteś wystarczająco odpowiedzialny, by zarządzać wielomilionową korporacją. Niedługo skończysz trzydzieści lat, nadszedł czas, byś się ustatkował. Pozwoliłem ci się bawić i wyszaleć, żebyś wyrzucił to z siebie, zanim się ustatkujesz. – Mój ojciec beszta mnie, krojąc swój stek filet mignon. – Hollie pochodzi z szanowanej rodziny, która od pokoleń należy do naszych najdroższych przyjaciół. To piękna, młoda dama i dzieli tę samą pasję do architektury, co ty. Czego więcej mógłbyś oczekiwać od partnerki życiowej? – dodaje, podnosząc zielone oczy, by na mnie spojrzeć.

Zaciskam i rozluźniam pięść pod stołem. Czuję, jak z każdą minutą narasta we mnie irytacja. – Cóż, na początek chciałbym, żeby moja przyszła żona mnie pociągała. Chcę też poślubić kogoś, kogo kocham, tato. W ogóle nie interesuje mnie Hollie. To nie mój typ i absolutnie nic nas nie łączy poza naszymi karierami. Dlaczego chcesz, żebym poślubił kogoś, kogo nawet nie kocham? – pytam, a on odkłada widelec i wyciera usta przed zabraniem głosu.

– Synu, miłość nie pojawia się z dnia na dzień. Musisz nad nią pracować, a ona rośnie w miarę poznawania drugiej osoby. Kochałeś Sophie i zobacz, jak to się skończyło. Zostawiła cię zdruzgotanego. Nie jesteś taki sam, odkąd złamała ci serce. – Czuję, jak moje wnętrzności się kurczą na wzmiankę o mojej byłej. – Nie chcę, byś znów cierpiał w ten sposób. Myślisz, że twoja matka i ja byliśmy w sobie zakochani, kiedy braliśmy ślub? Nie, nie byliśmy, ale pokochaliśmy się z czasem, a teraz nie wyobrażam sobie życia z kimkolwiek innym – wyjaśnia, patrząc na moją matkę, która uśmiecha się do niego z miłością i chwyta jego dłoń, gdy on ją do niej wyciąga.

– Tato, znam Hollie odkąd byliśmy dziećmi i nie wyobrażam sobie, żebym ją pokochał... kiedykolwiek – mówię mu z pełną powagą, ale on kręci głową i unosi ręce.

– Wystarczy, Tristanie. Powiedziałem swoje. Jeśli chcesz naszych udziałów, poślubisz Hollie zgodnie z planem, i klamka zapadła. Przygotowania już ruszyły – mówi i wraca do jedzenia. Spoglądam na matkę, która wzrusza ramionami i uśmiecha się do mnie przepraszająco. To niedorzeczne. Ta farsa z małżeństwem zaczęła się, kiedy u dziadka zdiagnozowano stwardnienie zanikowe boczne i dano mu mniej niż rok życia. Zgadnijcie, jakie było jego ostatnie życzenie? Zobaczyć, jak jego pierworodny, ulubiony wnuk bierze ślub przed jego śmiercią. Jego udziały nie przejdą na mnie, dopóki się nie ożenię, a jeśli tego nie zrobię, trafią do mojego idiotycznego kuzyna Harry'ego, który szybciej niż zdążę mrugnąć okiem zrujnuje firmę, na której budowę poświęciłem lata. W takich chwilach żałuję, że nie mam rodzeństwa. Mój tata chce wcześnie przejść na emeryturę, ale nie odda mi pełnej kontroli nad Cult Designs, dopóki nie wezmę ślubu.

– Przepraszam – mamroczę, rzucając serwetkę na stół i wstaję.

– Skarbie, nawet nie tknąłeś jedzenia – mówi matka, spoglądając na mnie. Kręcę głową i ze zmęczeniem pocieram kark.

– Nie jestem głodny – odpowiadam. – Spadam stąd; mam mnóstwo pracy do zrobienia przed jutrzejszą prezentacją.

– Hollie i jej rodzice przychodzą pojutrze na kolację. Oczekuję, że tu będziesz. Omówimy szczegóły waszych zaręczyn – oświadcza ojciec, gdy wychodzę z jadalni. Odprawiam ich machnięciem ręki, nawet nie obdarzając ich spojrzeniem, i wychodzę z domu.

Czuję się, jakbym się dusił. Wskakuję do mojego Audi R8 i z piskiem opon wyjeżdżam za bramę. Zapędzili mnie w kozi róg z tymi małżeńskimi bzdurami i nie widzę z tego żadnego wyjścia. Walczę z nimi od tygodni. Nie chcę utknąć w małżeństwie z dziewczyną, której nie kocham, a która nawet w najmniejszym stopniu mnie nie interesuje. Jest piękną dziewczyną, owszem. Jest inteligentna i utalentowana. Każdy inny facet oddałby prawą rękę, żeby poślubić taką dziewczynę, ale nie ja. Ona nie jest dla mnie. Jeśli zostanę zmuszony do poślubienia jej, wiem, że trudno będzie mi pozostać wiernym, a nie jestem facetem, który zdradza.

Po godzinie bezcelowej jazdy po okolicy ląduję w domu mojego najlepszego przyjaciela, Josha. Obecnie rozciągam się na jego kanapie, popijając piątą butelkę piwa i wpatrując się w jego zwykły, biały sufit.

– Jak ja się, kurwa, z tego wyplączę?

Josh wzdycha, opiera się o oparcie kanapy i pociąga łyk piwa. – Cóż, nie wyplączesz się. Będziesz musiał poślubić Hollie, bracie. Obaj wiemy, jak uparty jest twój tata. Nie odpuści tego.

Zamykam oczy i kiwam głową. Josh miał rację; mój tata nie odpuści. Zwłaszcza jeśli oznaczałoby to utratę firmy, nad którą tak ciężko pracował, na rzecz syna swojego szwagra. – Niech to szlag. Błagam, powiedz, że istnieje jakieś lepsze rozwiązanie, cokolwiek oprócz tego. – Marszczę brwi, czując, jak telefon wibruje w mojej kieszeni. Wyciągam go i widzę wiadomość od Shayli.

Otwieram wiadomość i czytam.

Shayla:

„Spóźnię się na jutrzejsze poranne spotkanie. Jakiś idiota ukradł wszystkie cztery opony z mojego samochodu”.

Siadam i marszczę brwi, i mimo złego nastroju zaczynam się śmiać. Ta dziewczyna ma najgorszego pecha na świecie. Odpisuję jej.

Ja:

„Ała. Przykro mi to słyszeć. Mogę wysłać kogoś w ciągu godziny, żeby wymienił ci te opony”.

Wysyłam wiadomość, a odpowiedź przychodzi natychmiast. Otwieram ją.

Shayla:

„Nie. W porządku. Załatwię to. Znajdę kogoś, kto zamontuje mi nowe jutro. Po prostu powiedz swojemu prawnikowi, że trochę się spóźnię”.

Uśmiecham się i kręcę głową. Jest tak uparta, że aż mnie to irytuje.

Ja:

„Zabiorę cię po drodze. Potem będziemy mogli pojechać razem do biura”.

Odkładam telefon i patrzę na Josha, który obserwuje mnie z uśmiechem na twarzy. – Co? – pytam ostrożnie, popijając piwo.

– Twój nastrój uległ drastycznej zmianie. Z kim piszesz? – pyta i zwija mi telefon ze stołu, gdy wibruje. – Z Shaylą? – Sięgam i próbuję odebrać telefon, ale on zabiera go poza mój zasięg. – Czekaj, czy to ta laska z klubu, z którą zniknąłeś? – Kiwam głową i wyrywam mu swój telefon.

– Tak, to ona – mówię i czytam jej wiadomość. Oczywiście, odmawia. Szybko odpisuję, że odbiorę ją o dziewiątej i że nie przyjmuję odmowy.

– Po co idziesz z nią do prawników? – pyta Josh, unosząc z ciekawością brew. Byłem zbyt rozproszony kłótnią z Shaylą przez SMS-y.

– Ee, żeby podpisać papiery rozwodowe – odpowiadam w zamyśleniu, wzruszając ramionami, a on kopie mnie w kolano. Posyłam mu gniewne spojrzenie.

– Rozwodowe? – Prostuje się i wpatruje we mnie z osłupieniem, a ja zdaję sobie sprawę, że właśnie wygadałem nasz sekret. – Kiedy ty, kurwa, się z nią ożeniłeś, żeby się rozwodzić?!

– Kiedy polecieliśmy do Vegas... – urywam, a jego oczy rozszerzają się, gdy czeka, aż będę kontynuował wyjaśnienia. Wzdycham. – To wszystko twoja wina. Zmusiłeś mnie do wyjścia i spiłeś w trupa. Kiedy wyszliśmy z klubu, wciąż piliśmy i wylądowaliśmy w moim prywatnym odrzutowcu, lecąc do Vegas, żeby wziąć ślub.

– Ożeż... ożeniłeś się? Tak legalnie wziąłeś ślub? – pyta Josh, wstając, po czym odrzuca głowę do tyłu i wybucha śmiechem, gdy potakuję.

– Tak, Josh. Jestem legalnie żonaty. I jakby tego było mało, pojawiła się w moim biurze jako moja nowa asystentka dyrektora. Mój tata zatrudnił ją, kiedy byłem w Paryżu. Powiedz mi, proszę, jakie są na to, kurwa, szanse? – Josh zakrywa usta dłonią i kręci głową.

– Szanse? Bracie, ta dziewczyna to albo jakaś psychopatyczna stalkerka i wszystko zaplanowała, albo los po prostu zrzucił ci na kolana pieprzoną okazję życia. – Obserwuję Josha, jak krąży po pokoju.

– Josh, ona nawet nie wiedziała, kim jestem. I próbowała się zwolnić, gdy tylko zobaczyła, że jestem jej szefem. Nie jest stalkerką i z pewnością tego nie zaplanowała – wyjaśniam, przeczesując palcami włosy.

– Cole, jesteś idiotą, stary? – Gromię go wzrokiem. – Nie zdajesz sobie sprawy, że wszystkie twoje modlitwy zostały wysłuchane? Cały ten problem z Hollie został rozwiązany. – Pochylam się do przodu, opieram łokcie na kolanach i przyglądam mu się uważnie.

– W jakim sensie?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki