– Jesteś żonaty, idioto! – krzyczy, wyrzucając ręce w powietrze. – Nie możesz poślubić Hollie, skoro masz już żonę. Zabierz Shaylę do dziadka, przedstaw ją jako swoją żonę, problem z głowy.
Och. Dlaczego o tym nie pomyślałem? Jestem żonaty.
Marszczę brwi. – Masz na myśli, żebyśmy zostali małżeństwem? – Josh kiwa głową, szeroko otwierając niebieskie oczy. – Nie zgodziłaby się, niby dlaczego miałaby chcieć pozostać w związku małżeńskim?
Josh rzuca we mnie poduszką. – Ponieważ jesteś Tristan Cole Hoult, oto dlaczego. Jesteś najbardziej rozchwytywanym kawalerem w kraju... oczywiście zaraz po mnie – mówi żartobliwie, a ja odrzucam mu poduszkę.
Zirytowany przewracam oczami. – Pierdol się, dupku. – Josh chwyta poduszkę i opiera na niej łokieć z szerokim uśmiechem. – Nic z tych rzeczy jej nie obchodzi. Nie jest taka jak reszta; moja sława i pieniądze wcale jej nie odstraszyły.
– Porządna laska. Po prostu powiedz jej prawdę, może odwołasz się do jej dobrej natury, zlituje się nad tobą i zgodzi się pomóc. Jeśli to się nie uda, zaoferuj jej wypłatę, parę baniek w zamian za bycie twoją przykrywką.
Z ciężkim westchnieniem przecieram twarz dłońmi. – To brzmi dość prymitywnie.
– Wolałbyś ożenić się z Hollie? – Kręcę głową i opadam z powrotem na kanapę.
– Kurwa, nie – rzucam z przekleństwem, patrząc na butelkę piwa w dłoni. – Przynajmniej z Shaylą jest zabawnie, o wiele bardziej wolałbym utknąć w małżeństwie z nią.
– Po prostu ją o to poproś – stwierdza, pociągając łyk piwa. – W najgorszym razie odmówi.
– Och, absolutnie odmówi. Jest zadziorna i cholernie uparta – mamroczę, w zamyśleniu stukając palcem w szyjkę butelki. Nie zaszkodzi zapytać. Tak jak powiedział Josh, może zrobi jej się mnie żal i mi pomoże. Może mógłbym dać jej podwyżkę? I wolałbym być żonaty z Shaylą niż z Hollie, z nią przynajmniej jest zabawnie. Przez cały dzień doprowadzała mnie do śmiechu.
– Zadziorna, co? – wtrąca Josh, z intrygą unosząc brwi. – Dobra w łóżku?
Przygryzam dolną wargę, przypominając sobie naszą namiętną noc. – Och, zdecydowanie – mruczę.
Wzdycham z ulgą. Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo to zaaranżowane małżeństwo mi ciążyło.
Wychodzę od Josha i kieruję się do domu. Kolejnego dnia czekał mnie ważny dzień, a przed prezentacją musiałem wziąć się w garść.
Następnego ranka czekałem na Shaylę przed jej apartamentowcem. Czekałem od piętnastu minut, a ona wciąż nie zeszła. Kobiety. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego do wszystkiego szykują się przez cały rok. Trąbię niecierpliwie, akurat w momencie, gdy pcha drzwi i idzie w stronę samochodu. Kiedy się zbliża, oplatam ją wzrokiem. Ta obcisła, czarna ołówkowa spódnica i czerwona atłasowa bluzka, które ma na sobie, przylegają do niej we wszystkich właściwych miejscach. Jej ciemne loki kaskadami opadają na plecy w plażowych falach, zupełnie jak w noc, kiedy się poznaliśmy.
– Jezu, nie gorączkuj się tak. Obudzisz sąsiadów – gdera, wsiadając do samochodu. Nie jestem z tego dumny, ale mój wzrok od razu ucieka na jej spódnicę, która podczas siadania podwija się do połowy uda, i łapię się na tym, że taksuję jej zgrabne nogi. Mam nagły przebłysk naszej wspólnej nocy w Vegas, tych nóg owijających się wokół mnie, kiedy wciągała mnie w siebie coraz głębiej.
– Cole.
Mrugam, wyrywając się z zamyślenia, i patrzę na nią przez okulary przeciwsłoneczne. – Hm?
Spogląda na mnie marszcząc brwi: – Jedziemy, czy tylko będziemy tu siedzieć? Przed chwilą tak mnie ponaglałeś?
– Tak, już jedziemy – mówię, włączając się do ruchu. – Jak się masz? Udało ci się załatwić opony?
Shayla rzuca mi spojrzenie i wzrusza ramionami: – Tak. Ktoś przyjedzie zamontować nowe później, wieczorem – wyjaśnia, a ja kiwam głową. – Dziękuję, że zaoferowałeś pomoc. Byłam w paskudnym nastroju. Mam nadzieję, że nie zabrzmiałam niegrzecznie. – Spogląda na mnie, a ja kręcę głową.
– Skądże – zbywam jej przeprosiny. – Szczerze mówiąc, też by mnie wkurzyło, gdyby ktoś ukradł mi wszystkie opony z samochodu. Zgłosiłaś to? – Shayla kręci głową, a ja marszczę brwi: – Dlaczego nie?
Wzdycha, wyglądając przez okno: – A po co? To raczej nie jest przestępstwo roku, prawda? Owszem, jest to niewygodne, ale myślę, że policja ma znacznie ważniejsze sprawy, które wymagają ich uwagi, niż moje skradzione opony. – Uśmiecham się i kręcę głową.
– To jedno z podejść do sprawy.
Shayla wzdycha, odgarniając włosy ze swojej ślicznej twarzy: – W tej chwili nic nie układa się po mojej myśli, to naprawdę dziwne.
Uśmiecham się i zerkam na nią, po czym znów patrzę na drogę. – Och, skąd ja to znam. Ale zawsze powinnaś starać się myśleć pozytywnie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy twoje szczęście może się odmienić. – Shayla patrzy na mnie przelotnie i kiwa głową. – Może to nastąpić szybciej, niż myślisz.
– Szczerze w to wątpię – mówi głosem o ton głośniejszym od szeptu. Przez resztę dwudziestopięciominutowej podróży do biura prawnika analizowaliśmy mój harmonogram pracy.
– Pańskie spotkanie z wpół do trzeciej zostało przesunięte o piętnaście minut. Lot pana Cohena z Belgii się opóźnił; jego kierowca napisał mi wcześniej e-maila. – Potakuję, gdy wchodzimy do biura, a Franc – nasz prawnik – wita nas.
– Dzień dobry, panie Hoult, pani Hoult. – Obserwuję reakcję Shayli, kiedy Franc zwraca się do niej po nazwisku męża. Uśmiecha się sztucznie, ściska jego wyciągniętą dłoń i siada przy stole. – Dobrze, panie Hoult, przygotowałem dokumenty rozwodowe. Potrzebuję tylko państwa podpisów i będę mógł zacząć procesować sprawę. – Shayla kiwa głową, podnosi długopis i składa podpis na dokumentach. Wyciąga długopis do mnie, a ja go biorę i wpatruję się w leżące przede mną papiery.
– Cole? – Podnoszę wzrok i patrzę na Shaylę. – Podpisz te papiery.
– Francu, zostawisz nas na chwilę, proszę? – Shayla patrzy, jak prawnik wstaje i opuszcza gabinet, po czym znów spogląda na mnie.
– Co się stało? – pyta, przyglądając mi się z rezerwą.
– Shayla. Mam dla ciebie propozycję.
Jej mars niepokoju się pogłębia: – Propozycję?
Powoli potakuję, wytrzymując jej spojrzenie: – Tak, propozycję.
– Okej...
– A gdybyśmy tak nie brali rozwodu? – sugeruję, a ona wpatruje się we mnie bez wyrazu, po czym nagle wybucha śmiechem.
– Bardzo zabawne, Cole. Przestań robić sobie żarty i podpisz te papiery, żebyśmy mogli stąd wyjść. – Kiedy nie robię żadnego ruchu, by podpisać dokumenty, jej uśmiech powoli gaśnie. – Ty nie... czekaj, mówisz poważnie?!
– Bardzo.
– Bardzo? Bardzo co, Cole? Umówiliśmy się na rozwód. O czym ty w ogóle mówisz? – wykrzykuje, wstając z krzesła.
Wzdycham, odkładam długopis i patrzę na nią, gdy ta posyła mi mordercze spojrzenia. – Sugeruję tylko, żebyśmy pozostali małżeństwem jeszcze przez jakiś czas.
Shayla przestaje krążyć i spogląda na mnie z gniewem. – A ja sugeruję, żebyśmy się rozwiedli – w tej chwili.
– Shayla, po prostu mnie przez chwilę wysłuchaj. Utknąłem w sytuacji bez wyjścia i potrzebuję twojej pomocy – wyjaśniam, a jej spojrzenie nieco łagodnieje. – Mój tata zmusza mnie do poślubienia kogoś, kogo nie kocham, w zamian za swoje i dziadka udziały w firmie. – Wzdycham i wstaję. – Mój dziadek jest śmiertelnie chory i nie zostało mu wiele życia. Jego ostatnim życzeniem jest zobaczyć na ślubnym kobiercu swojego pierworodnego wnuka przed swoją śmiercią. Jeśli tego nie zrobię, odda swoje udziały mojemu kuzynowi Harry'emu, który jest absolutnym bezmózgiem i spierdoli wszystko, na co tak ciężko pracowałem w firmie.
Shayla kręci głową. – Cole, oszalałeś? Mówisz o okłamywaniu swojej rodziny. Umierającego człowieka. Absolutnie nie.
– Nie mogę poślubić Hollie. Po prostu nie jest typem dziewczyny, z którą widzę swoją przyszłość. Nie jest dla mnie – wyjaśniam, a ona wzrusza ramionami z obojętnością.
– Czym to się różni od tego, co zrobiliśmy? My też nie bardzo się dogadujemy. Po prostu weź z nią ślub, dostaniesz udziały, a potem się rozwiedziesz. – Wzdycham i sfrustrowany kręcę głową.
– Shayla, nie rozumiesz. Ta dziewczyna ma na moim punkcie obsesję, odkąd mieliśmy dziesięć lat. Myślisz, że da mi rozwód po tym, jak całymi latami czekała, żeby mnie usidlić? Nie ma kurwa szans.
– Cole, słyszysz o co mnie prosisz? Prosisz mnie, żebym pozostała twoją żoną, żebym kłamała i intrygowała. Nawet cię nie znam – oświadcza, znowu zaczynając nerwowo chodzić. Chwytam ją za ramię i przyciągam do siebie.
– Zapłacę ci – wypalam.
Zielone oczy Shayli się rozszerzają, i gdyby spojrzenie mogło zabijać, leżałbym teraz dwa metry pod ziemią. – Słucham? – cedzi przez zęby z wyraźną wściekłością w głosie. – Jeśli myślisz, że skoro się z tobą przespałam, to teraz jestem ci coś winna, to grubo się mylisz. Pieprz się i pieprz swoją pracę, ty arogancka świnio – syczy gniewnie i wyrywa ramię z mojego uścisku.
– Nie! Chryste, Shayla, to nie tak. Potraktuj to jako układ biznesowy. Podaj swoją cenę; pieniądze nie grają roli. – Shayla cofa się z wyrazem oburzenia na twarzy. W jej oczach migocze błysk bólu, po czym znów zostaje zastąpiony przez gniew.
– Za kogo ty się, do cholery, uważasz?! Przykro mi, że cię rozczarowuję, panie Hoult, ale nie jestem na sprzedaż! Twoje pieniądze mogą załatwić ci wiele rzeczy, ale nie mnie. – Próbuje mnie wyminąć, ale blokuję jej drogę. – Zejdź mi z drogi – pluje z furią.
– Jezu, Shayla, proszę cię, tylko mnie wysłuchaj. Nie próbuję cię kupić, a zranienie cię jest ostatnią rzeczą, jakiej bym pragnął – wyjaśniam i wzdycham z przygnębieniem. – Nie prosiłbym cię, gdybym nie był zdesperowany. Jesteś moją jedyną szansą na ucieczkę od tego zaaranżowanego małżeństwa – mówię błagalnym tonem, a ona oblizuje wargi i wściekła przeczesuje palcami włosy. – Wiem, że potrzebujesz pieniędzy. Masz zaległe zadłużenie na kredytach studenckich. – Odwraca się i patrzy na mnie gniewnie. – Wyszło to podczas sprawdzania twojej przeszłości. Mogłabyś to spłacić i dokończyć studia. Pozwól sobie pomóc.
– Nie chcę twojej pomocy! Na świecie są miliony dziewczyn, które wyszłyby za ciebie bez mrugnięcia okiem, idź sobie wybierz jedną z nich – mówi, chwytając swoją marynarkę i torebkę.
– Nie chcę ich. – Shayla przewraca oczami i próbuje się przecisnąć, żeby wyjść, ale ją zatrzymuję. – Chcę ciebie. – Powoli podnosi wzrok i nasze spojrzenia się spotykają.
– Tristan? – Oboje odskakujemy od siebie, gdy słyszę swoje imię. Odwracam się i widzę stojącego tam ojca. Kurwa.
– Tato?
– Co tu się dzieje? – pyta, spoglądając sceptycznie to na mnie, to na Shaylę. – Skąd te krzyki? – Shayla patrzy na mnie i poprawia spódnicę. – Co wy oboje tu robicie? – Spoglądam na Shaylę i sam nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale obejmuję ją ramieniem w talii i przyciągam do siebie.
– Tato, chciałbym, żebyś oficjalnie poznał moją żonę... Shaylę.






