languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Thorne 5 kwi 2026

– Ty? – Kręcę głową i spoglądam na Heather, a potem z powrotem na stojącego przede mną mężczyznę o wzroście grubo ponad metr osiemdziesiąt. – Nie. Nie, mój szef był starszym facetem, ty jesteś...

Cole powoli kiwa głową. – Musiałaś poznać mojego ojca. Tony'ego Houlta. Prowadził dla mnie rozmowy kwalifikacyjne, podczas gdy ja byłem w podróży służbowej.

Wpatruję się w Cole'a i przeklinam los, który wciąż ze mną pogrywa. – Więc jesteś moim szefem?

Cole potakuje i bawi się spinkami do mankietów, z mocno ściągniętymi brwiami. – Na to wygląda.

– Już się poznaliście...

– Heather, zostaw nas – rozkazuje, nie odrywając ode mnie wzroku, a Heather czym prędzej wybiega z gabinetu, zostawiając nas samych.

– To jakiś żart, prawda? Bo to nie może dziać się naprawdę – mamroczę, chodząc w tę i z powrotem. – To niemożliwe.

Cole pociera kark, patrząc, jak gorączkowo krążę po pokoju, mamrocząc do siebie nieskładnie niczym wariatka. – Shayla, może usiądziemy? – proponuje, na co ja kręcę głową.

– Nie. Nie potrafię usiąść – odpowiadam, sfrustrowana przeczesując palcami włosy. – Czuję się, jakbym utknęła w koszmarze, z którego nie mogę się obudzić. – Przestaję chodzić i patrzę na niego. – Czy ty mnie... śledzisz?

Śmieje się – i nie mam na myśli chichotu, mam na myśli głośny, szczery śmiech. – Śledzę cię? – pyta między wdechami, podczas gdy ja stoję i przyglądam mu się z obojętnością. – To ja powinienem cię o to zapytać, skarbie. To ty wciąż pojawiasz się wszędzie. To nie może być zbieg okoliczności.

Posyłam mu gniewne spojrzenie i z dość dużą siłą uderzam teczką, którą trzymam w dłoni, o jego biurko. – Słucham? Czy sugerujesz, że jestem jakąś psychopatyczną fanką czy kimś w tym rodzaju? – pytam, robiąc krok w jego stronę, a on przygląda mi się uważnie. – Jeśli dobrze pamiętam, to ty podszedłeś do mnie w klubie – mówię, dźgając go palcem w klatkę piersiową, na co on uśmiecha się łobuzersko i unosi brew. – I to również był twój pomysł, żebyśmy razem wyszli z klubu – dodaję, dźgając go ponownie, a jego uśmiech staje się jeszcze szerszy. – To ty mnie pocałowałeś, więc proszę, wyjaśnij, jakim cudem to ja wychodzę tutaj na stalkerkę? – kończę, kładąc dłonie na biodrach i wpatrując się w niego wyczekująco.

Cole oblizuje wargi i wzrusza ramionami. – Tylko żartowałem, ale miło widzieć, że masz też zadziorną stronę, skarbie. Uwielbiam tę cechę u żony. – Wzdycham i przewracam oczami. Zabiję tego chłopaka.

– Nie jestem twoją żoną – gderam z irytacją. – A skoro już o tym mowa; nie jestem też twoją asystentką. Zwalniam się. – Oświadczam mu i odwracam się, by wyjść, ale Cole łapie mnie za ramię i mnie powstrzymuje.

– Shayla, daj spokój. Tylko się z tobą droczę. Możemy się dogadać, chodź i usiądź na chwilę, proszę? – Wyrywam ramię z jego uścisku, podchodzę do biurka i siadam na jednym z kremowych krzeseł naprzeciwko. Cole podchodzi i staje przede mną, opierając się o biurko; krzyżuje ramiona na piersi i przygląda mi się z powagą. – Nie musisz się zwalniać. Oboje jesteśmy dorośli. Nadal możemy razem pracować.

– Jak? Jak niby mielibyśmy razem pracować po tym wszystkim, co się wydarzyło? Jesteśmy małżeństwem, pamiętasz? – Cole wzrusza ramionami.

– No i? Kto oprócz nas wie, że jesteśmy małżeństwem? Przesadzasz. Poza tym mój ojciec zatrudnił cię nie bez powodu, więc musisz być dobra w tym, co robisz. – Wzdycham ciężko i kręcę głową.

– Przesadzam? Wyszłam za mojego cholernego szefa. Z asystentki stałam się biurową puszczalską, która przespała się z dyrektorem generalnym. – Cole prostuje się, przestając opierać się o biurko, i przeczesuje palcami włosy.

– Shayla, za dużo o tym myślisz. Nikt się nie dowie, co między nami zaszło, obiecuję ci – zapewnia mnie. Wydaje się szczery, ale to dręczące uczucie w dołku brzucha sprawia, że czuję się nieswojo.

– W porządku – ustępuję z westchnieniem. Mrużę oczy. – Musiałeś pomyśleć, że jestem skończoną kretynką, skoro nie wiedziałam, kim jesteś. Dlaczego nic nie powiedziałeś?

– Nic takiego nie pomyślałem – uśmiecha się ciepło. – Jeśli już, to miło było być traktowanym jak normalny człowiek, a nie jak...

– Notoryczny miliarder-playboy? – kończę, a on chichocze cicho, opuszczając wzrok na swoje czarne, skórzane buty od Louboutina. – Moje wnętrze kryje nieco więcej, ale tak. Być może spodobało mi się to, że zdawałaś się nie przejmować faktem, że mam pieniądze.

– A dlaczego miałabym się przejmować? To, że masz pieniądze, nie czyni cię lepszym od nikogo innego. Kiedy się zatniesz, krwawisz na czerwono, tak jak reszta nas, zwykłych śmiertelników.

Nasze spojrzenia się krzyżują; wpatrujemy się w siebie przez dłuższą chwilę. Cole uśmiecha się i kręci głową, wyraźnie zadowolony z mojej odpowiedzi. Obchodzi biurko i siada na swoim fotelu. – Prawie pora lunchu. Poszłabyś ze mną na lunch?

– Na lunch? – przeciągam, a on potakuje, opierając się na oparciu fotela.

– Tak, możemy pójść do baru śniadaniowego. – Jęczę i wstaję. – Możemy podzielić się naleśnikami.

– Nienawidzę cię – rzucam i odwracam się, by ruszyć w stronę drzwi. Słyszę za sobą śmiech Cole'a.

– Hej, to, co dzieje się w Vegas...

– Zamknij się. – Wychodzę z jego gabinetu i spoglądam za siebie. Widzę, że patrzy na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy, kręcąc głową. Dziewczyny wpadną w szał, kiedy o tym usłyszą.

Idę do łazienki i wybieram numer Aimee. Odbiera po dwóch sygnałach. – Cześć, co tam?

– Co tam? Pozwól, że ci powiem, co tam. Pamiętasz tego miliardera, za którego przypadkiem wyszłam?

– Tego gorącego miliardera, owszem.

– Cóż, ten „gorący miliarder” jest nie tylko moim drogim mężem... jest również moim nowym szefem – mówię jej i słyszę po drugiej stronie kaszel i krztuszenie się; najwyraźniej czymś się zadławiła. – Żyjesz?

– Nic mi nie jest. Wszystko gra. Jak to jest twoim szefem? – pyta, odchrząkując.

– Jest moim szefem. Mężczyzna, z którym miałam rozmowę o pracę, to jego ojciec... Tony Hoult. Jak mogłam tego nie połączyć, Aimes? Do kurwy nędzy. Jestem mądrą dziewczyną... przynajmniej tak mi się wydawało. Trzymałam w dłoni jego wizytówkę i nic mi nie zaświtało. Pewnie uważa mnie za pieprzoną idiotkę. Jezu, zapadnę się pod ziemię – mamroczę, zamykając klapę sedesu i siadając na niej.

– Dużo się wydarzyło w ciągu czterech dni. Mój umysł nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć; nie wiem, jak ty dajesz sobie z tym radę tak spokojnie – mówi, próbując mnie pocieszyć.

– Spokojnie? Wariuję, Aimee. Nie mogę tu pracować. To zbyt niezręczne pracować z nim ramię w ramię dzień w dzień. Nie dam rady. Zwalniam się.

– Shayla, nie. Nie zapominaj; potrzebujesz tej pracy. Przypomnij sobie, jaka byłaś podekscytowana, że w końcu masz pracę w dziedzinie, która cię interesuje. Ta praca otworzy ci w przyszłości mnóstwo drzwi. Po prostu skup się na pracy, a obiecuję ci, że na koniec, kiedy będziesz zajebistą architektką, wszystko to będzie tego warte. – Kiwam głową i wzdycham. Miała rację. Choć sytuacja jest beznadziejna, muszę w niej wytrwać tak długo, jak to możliwe. – No i co z tego, że się z nim przespałaś, on spał z dziesiątkami dziewczyn. Wyraźnie się tym nie przejmuje, więc dlaczego ty miałabyś?

– Tak, masz rację. W końcu obiecał, że to, co się wydarzyło, zostanie między nami – mówię jej.

– No widzisz. Po prostu wyluzuj i ciesz się swoim pierwszym dniem, wszystko będzie dobrze. – Mam szczerą nadzieję, że miała rację, bo naprawdę niewiele więcej jestem w stanie znieść. Znając moje szczęście, na domiar złego okaże się jeszcze, że to mój zaginiony brat, czy coś w tym rodzaju. Wzdrygam się na samą myśl o tym.

Broń Boże.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 - Przebudzona jako żona prezesa | StoriesNook