Victor
— Zliż to.
Słowa te poniosły się echem po sali. Wszyscy zamarli. Nikt nie odważył się odezwać ani poruszyć, bojąc się, że skieruję swoją uwagę na nich.
Chłopak na kolanach spojrzał na mnie oszołomiony. Jego usta drżały, oczy były szeroko otwarte z niedowierzaniem, jakby nie mógł pojąć tego, co właśnie usłyszał.
— C-co…?
— Nie jąkałem się, prawda? — Spojrzałem na niego chłodno. — W






