Cora
Pogoda, o dziwo, pogarsza się w miarę jazdy. Zazwyczaj nie jestem płochliwa, jeśli chodzi o jazdę w złą pogodę, ale z każdą mijaną milą czuję, że staję się coraz bardziej niespokojna. Woda bębni w przednią szybę, wokół nas grzmią pioruny, a błyskawice rozświetlają lasy, przez które jedziemy.
– Co to do cholery jest? – warczy Roger, pochylając się do przodu, by spojrzeć w niebo. – Nie wierzę,






