Silas puścił się pędem przez oczyszczoną przestrzeń, a kiedy dotarł do otwartego terenu, zaczął wplatać w swoje kroki małe podskoki. Wyglądało to przekomicznie i wszyscy słyszeliśmy, jak chichocze jak wariat, sprintem pokonując ruchome piaski. Wszyscy dookoła przerwali to, co robili, i zaczęli mu się przyglądać. Ja też dołączyłam do jego chichotu. Udało mu się przejść na drugą stronę, nie zanurzaj






