Wyprostowałam się na dźwięk zbliżającego się samochodu. Wiem, że to nie Valerio, bo jest w sąsiednim pokoju; powoli na palcach podszedł do jednego z okien i odsunął zasłony. – Tori, nie rób tego...
– To Vincenzo – sapnęłam z niedowierzaniem, rozpoznając ciemne włosy i znajomą twarz mężczyzny, który wysiadł z fotela kierowcy. – To Vincenzo – powtórzyłam. – On tu jest! – oznajmiłam, a moje serce z






