Siedzę w limuzynie, wyglądając przez okno i obserwując ludzi wychodzących przez drzwi z ciągnącymi się za nimi walizkami i bagażami podręcznymi. Niektórzy mają nawet zawieszone na szyjach poduszki samolotowe. Powstrzymuję chęć, by przewrócić na nich oczami. Valerio nie pozwolił mi czekać przed samochodem. Mój kuzyn powinien pojawić się lada moment... Odliczam w myślach po raz kolejny. Pięć, cztery






