Wszyscy obecni odwrócili głowy w kierunku północnej ściany i wstrzymali oddech ze strachu.
Stał tam potężny, rozwścieczony smok. Łypiąc na nich swymi czerwonymi, gadzimi ślepiami, jedną wielką łapą zaciskał się na pokrytej malowidłami ścianie, podczas gdy druga drapała tę kamienną. Czarna bestia ponownie złowrogo warknęła w ich stronę; nikt nie odważył się drgnąć nawet o milimetr. Jednakże Ofelia






