POV Elary
„Zarek, ja... nie chciałam” – wykrztusiłam, robiąc krok w jego stronę z dłońmi wyciągniętymi w bezradnym geście. „Tak bardzo bałam się tego niedźwiedzia...”
Przyjrzał mi się tymi swoimi przeszywającymi niebieskimi oczami. Jego twarz pozostała nieprzenikniona, gdy odparł beznamiętnie: „W porządku. Powinniśmy wracać”.
Bez słowa zebrał leżące w pobliżu pnącza i z wprawą splótł je w prowizoryczny sznur.
Postąpiłam naprzód, chcąc mu pomóc.
„Pozwól, że...” – zaczęłam.
„Nie trzeba” – uciął Zarek chłodnym głosem, odsuwając moje dłonie. „Po prostu zadbaj o siebie. To wystarczy”.
Cofnęłam się, czując ukłucie odrzucenia. Policzki piekły mnie z zażenowania, gdy patrzyłam, jak wiąże sznur wokół masywnego truchła grizzly i zaczyna ciągnąć to imponujące trofeum przez śnieg.
Poczucie winy gryzło mnie od środka. Czy był na mnie zły?
To na pewno dlatego, że go postrzeliłam. Chciałam go jeszcze raz przeprosić, ale słowa uwięzły mi w gardle, gdy patrzyłam na jego napięte plecy oddalające się ode mnie.
Szłam cicho za Zarekiem, a jedynymi dźwiękami w tej głuszy były nasze kroki i ciche szuranie ciała niedźwiedzia po śniegu.
Ten wyjątkowy zapach wciąż mącił mi w zmysłach.
Pytania paliły mnie w umyśle, grożąc, że strawią mnie od środka. W końcu zebrałam się na odwagę.
„To, że się tu pojawiłeś, nie było przypadkiem, prawda? Czy ty... czy ty też mnie wyczułeś? Czy my... czy jesteśmy partnerami?”
Zarek zatrzymał się tak gwałtownie, że wpadłam na jego twarde plecy, a moje ciało przywarło do mocnej klatki piersiowej.
To zderzenie przeszyło mnie dreszczem, ale to wyraźna twardość napierająca na moje udo sprawiła, że zaparło mi dech.
Jego męskość, sztywna i nieustępliwa, wywołała falę gorąca, która przelała się przeze mnie, gromadząc się w dole brzucha.
Jego oddech, ciepły i chropowaty, niósł ze sobą woń sosny, krwi i surowej męskości. Serce waliło mi jak oszalałe.
On jest moim partnerem.
Ta myśl przepaliła się przeze mnie, niezaprzeczalna i odurzająca.
Próbowałam się cofnąć, czując drżenie nerwów, ale dłoń Zareka wystrzeliła do przodu, chwytając mnie w talii z zaborczą siłą i przyciągając bliżej.
Tętno dudniło mi w uszach, gdy jego palce wsunęły się pod pasek moich spodni, zagłębiając się w czułe gorąco między moimi udami. Dreszcz przebiegł przez moje ciało, które instynktownie wygięło się pod jego dotykiem. Zamknęłam oczy, a z moich ust wyrwało się ciche jęknięcie, gdy jego palce badały mnie, drażniąc granice mojego pożądania.
W tamtej chwili byłam jego, gotowa poddać się jego pragnieniom, łaknąc rzeczy, których nie potrafiłam nazwać.
A potem – pustka.
Gwałtownie cofnął rękę i odepchnął mnie od siebie.
„Partnerka?” – Jego głos był niskim, gardłowym warknięciem, ociekającym pogardą. „Nigdy nie mogłabyś być moją partnerką”.
Zatoczyłam się do tyłu, a moje buty zapadły się w śniegu, gdy rozdzierający ból przeszył moją pierś. Czułam się tak, jakby coś niezbędnego do życia wyrywano mi z duszy, zostawiając po sobie żywą, ziejącą ranę.
Zawsze podobał mi się Zarek. Która dziewczyna w watasze do niego nie wzdychała?
Był synem Alfy. Z tymi złotymi włosami i lodowatymi oczami wyglądał jak książę z bajki.
A jednak moje uczucia do niego ograniczały się do podziwu, może pociągu – na pewno nie była to miłość czy obsesja. Dlaczego więc to tak potwornie bolało?
„Robi się późno” – powiedział Zarek głosem pozbawionym emocji. „Musimy wracać do watahy. Konkurs zaraz się kończy”.
Nie czekając na moją odpowiedź, odwrócił się i znów zaczął ciągnąć potężnego grizzly przez śnieg.
Stałam przez chwilę jak sparaliżowana, próbując złapać oddech, podczas gdy ból pulsował we mnie oszałamiającymi falami.
Zmuszając się do ruchu, ruszyłam za Zarekiem, niemal biegnąc, by nadążyć za jego długimi krokami.
***
Zanim dotarliśmy do obozowiska Watahy Rimeveil, większość myśliwych już wróciła.
Potężne ognisko w centrum polany oświetlało imponujące dowody nocnego polowania – zające, jelenie, a nawet kilka łosi, ułożonych tak, by demonstrować sprawność każdego wilka.
Zarek bezceremonialnie rzucił grizzly w pobliżu ognia; masywne truchło wylądowało z ciężkim łomotem, który przyciągnął wszystkie spojrzenia w naszą stronę. Przez zebrane wilki przeszedł szmer podziwu, gdy dostrzegły rozmiar niedźwiedzia.
Bez słowa Zarek pomaszerował w stronę namiotów z zaopatrzeniem, zapewne po to, by znaleźć jakieś ubranie.
Ja zostałam na obrzeżach, niepewna swojego miejsca w tym świętowaniu.
Sztucer ciążył mi w dłoniach, będąc przypomnieniem mojej porażki – nie tylko nie udało mi się upolować własnej zwierzyny, ale jeszcze postrzeliłam przyszłego Alfę watahy.
„A ty co złapałaś, Elaro?” – Głos Vespery ociekał fałszywą słodyczą, gdy podeszła, ciągnąc za sobą sporego jelenia. „Tylko nie mów, że wróciłaś z pustymi rękami”.
Zacisnęłam pięści, a ból w piersi na chwilę ustąpił miejsca fali gniewu. „Pilnuj swojego nosa”.
„W ogóle nie powinno cię być w tym konkursie. Osoba bez wilka biorąca udział w Festiwalu Polowania jest jak niewidomy startujący w zawodach łuczniczych. To po prostu żałosne”.
Te słowa trafiły w czuły punkt i poczułam, jak oczy zachodzą mi łzami. Zanim zdążyłam odpowiedzieć, poczułam ramię na moich barkach.
„Powiedz jeszcze jedno słowo o mojej siostrze” – zawarczał mój brat, Kaelen – „a Zarek i ja przestaniemy zabierać cię na przejażdżki”.
Uśmiech Vespery przygasł. Wysunęła język w szczeniackim geście, ale wycofała się ze swoim jeleniem, rzucając mi przez ramię ostatnie triumfalne spojrzenie.
„Dzięki” – mruknęłam, garnąc się do ciepła brata.
Kaelen ścisnął moje ramię. „Nie daj się jej sprowokować. Vespera jest po prostu zazdrosna, bo zawsze byłaś od niej mądrzejsza”.
Próbowałam się uśmiechnieć, ale ból w klatce piersiowej powrócił – tępy, uporczywy ucisk, który utrudniał skupienie się na czymkolwiek innym.
Zarek wrócił do ogniska, ubrany już w ciemny strój myśliwski. Jego włosy były lekko wilgotne, jakby pospiesznie zmył z siebie krew z polowania. Moje oczy mimowolnie za nim podążały, przyciągane ku niemu mimo męczarni, jaką sprawiły mi jego słowa.
Alfa Varkas rozpoczął przegląd nocnych łupów, przechodząc metodycznie od jednej zdobyczy do drugiej z oceniającym spojrzeniem.
W końcu stanął przy potężnym grizzly, kładąc dłoń na jego gęstym futrze.
„Czempionem tegorocznego Festiwalu Polowania” – ogłosił, a jego głos poniósł się po polanie – „zostaje mój syn, Zarek!”
Wokół nas wybuchły wiwaty. Niektóre wilki odrzuciły nawet głowy do tyłu w radosnym wyciu.
Kaelen postąpił naprzód, by poklepać Zareka po plecach.
„Gdzieś ty znalazł taką bestię?” – zapytał mój brat z wyraźnym podziwem w głosie. „W tym roku sprzyja ci szczęście Przodków!”
Zarek nie odpowiedział Kaelenowi. Zamiast tego jego wzrok błądził po tłumie, aż odnalazł mnie stojącą na skraju.
Po chwili napiętej ciszy Zarek zwrócił się do ojca. „Alfo” – powiedział głosno, tak że uciszył zgromadzonych – „mam coś do ogłoszenia”.
Na polanie zapadła cisza, cała uwaga skupiła się na synu Alfy.
Moje serce zaczęło walić jak oszalałe, a złe przeczucie zalało mnie niczym pierwszy lodowaty powiew wiatru przed zamiecią.






