POV Elary
— Pora wstawać, Elaro — zawołał głos Kaelena, stłumiony przez drewno drzwi.
Jęknęłam, przewracając się w łóżku. W głowie pulsowało mi tak, jakby ktoś uderzył w nią młotem kowalskim, a oczy piekły, opuchnięte od wczorajszych łez.
— Wszystko w porządku? — zapytał Kaelen, zaglądając do pokoju.
— Tak — skłamałam chrapliwym głosem.
Oparł się o futrynę z założonymi rękami. — Słuchaj, dzisiaj przyjeżdża Draxon, nowy Alfa watahy Tempestroar. Jako rodzina Bety jesteśmy oczekiwani na wieczornym bankiecie.
— Myślisz, że jestem w stanie stroić się i uśmiechać do jakiegoś wizytującego Alfy?
— Zamierzasz się tu ukrywać wieczność? Jesteś silniejsza, Elaro. Pokaż się, wyglądając jak milion dolarów, i udowodnij wszystkim, że nie jesteś złamana.
Podszedł bliżej i położył na moim łóżku eleganckie czarne pudełko z prezentem.
— Wybrałem to dla ciebie. Załóż to wieczorem.
Zapatrzyłam się w pudełko, a ból w piersi znów wezbrał. Kaelen miał rację, nie mogłam pozwolić, by widzieli, jak się rozsypuję.
— Dobra — mruknęłam. — Pójdę.
Wieczorem stałam przed lustrem, wygładzając dopasowaną błękitną sukienkę, którą wybrał Kaelen. Opinała moje krzywizny, a jedwabisty materiał lśnił w świetle. Ujarzmiłam włosy, układając je w luźne fale, i nałożyłam tyle makijażu, by ukryć ślady załamania.
Wyglądałam... znośnie.
W sali bankietowej powietrze wibrowało od rozmów i brzęku szkła. Długi stół uginał się pod pieczonymi mięsami, świeżym chlebem i dzbanami wina. Rodzice siedzieli po moich bokach, gdy zajmowaliśmy miejsca, Kaelen naprzeciwko nas.
Przeskanowałam wzrokiem salę, a żołądek mi się ścisnął, gdy dostrzegłam Zarka blisko szczytu stołu; jego złociste włosy lśniły w blasku żyrandoli. Nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, po czym gwałtownie odwróciłam wzrok, skupiając się na talerzu przed sobą.
Alfa Draxon, szeroki w barkach mężczyzna z brodą przyprószoną siwizną, wstał, by wznieść toast.
— Za watahę Rimeveil i za Zarka, świetnego młodego wilka, który pewnego dnia będzie piekielnie dobrym Alfą.
Potem uśmiechnął się do Zarka. — Powiedz mi, znalazłeś już swoją partnerkę?
Mój widelec znieruchomiał w połowie drogi do ust. Spojrzenie Zarka spoczęło na mnie, chłodne i nieprzeniknione.
— Znalazłem — powiedział beznamiętnie. — Ale nie sądzę, by była odpowiednia.
Przez salę przeszła fala szeptów i poczułam na sobie wzrok wszystkich obecnych. Zanim zdążyłam przetrawić to uderzenie, rozległ się głos Vespery, ostry i radosny.
— Alfo Draxonie, pozwól, że przedstawię ci tę nieodpowiednią kobietę siedzącą naprzeciw ciebie. Elara nie ma wilka i nigdy nie mogłaby wydać na świat silnych dziedziców dla naszej watahy.
W sali zapadła cisza. Twarz zaczęła mnie piec, a widelec ścisnęłam tak mocno, że kłykcie mi pobielały.
— Vespera, wystarczy — warknął Alfa Varkas tonem tak ostrym, że dziewczyna aż drgnęła.
Draxon przeniósł na mnie oceniający wzrok. — Szkoda, jest piękna.
Chciałam zniknąć. Zapaść się pod ziemię i nigdy nie wrócić.
Draxon zwrócił się ponownie do Zarka swobodnym tonem. — Mam pewną myśl. Nie musisz odrzucać swojej partnerki. Mógłbym przysłać ci z mojej watahy silną, piękną wojowniczkę, która byłaby twoją Rodzicielką. To wzmocniłoby sojusz między naszymi stadami. Co ty na to?
Słowo „Rodzicielka” uderzyło mnie niczym spoliczkowanie.
Rodzicielka? Jakaś kobieta, która miałaby rodzić dzieci Zarka, podczas gdy ja... co? Siedziałabym obok i patrzyła?
Głos mojego ojca przeciął otępienie. — Alfo Draxonie, ta sugestia jest niestosowna.
Jednak ku mojemu przerażeniu Alfa Varkas pochylił się do przodu z namysłem na twarzy.
— Właściwie to nie jest zły pomysł. Elara zawsze dbała o Zarka, prawda? — Spojrzał na Zarka. — Co o tym sądzisz, synu?
Oczy Zarka znów spotkały moje i przez chwilę wydawało mi się, że widzę w nich cień wahania. Potem przemówił pewnym głosem: — To mogłoby zadziałać. Jeśli Elara wyrazi zgodę, wciąż mogłaby zostać przyszłą Luną, a my zapewnilibyśmy watasze silnych spadkobierców.
— Nie wyrażam zgody! — wyplułam, drżąc z wściekłości. — Ani teraz, ani nigdy!
Nie czekałam na odpowiedź. Odwróciłam się i wybiegłam, zostawiając za sobą gwar bankietu i przechodząc przez ciężkie drzwi na mroźne nocne powietrze.
— Elaro, czekaj! — Głos Zarka gonił mnie i zanim zdążyłam dobiec daleko, jego dłoń zacisnęła się na moim ramieniu, zatrzymując mnie. — To najlepsze rozwiązanie. Zostałabyś Luną. Czego chcieć więcej?
Wyszarpnęłam ramię, piorunując go wzrokiem. — Czego więcej? Myślisz, że dzieliłabym się swoim partnerem? Stałabym obok, gdy ty sypiasz z inną kobietą i masz z nią dzieci? Za jaką kobietę ty mnie uważasz?
Zacisnął szczękę. — Byłaby tylko Rodzicielką, nie żoną. Gdyby zaszła w ciążę, więcej bym jej nie dotknął.
Roześmiałam się — był to gorzki, bolesny dźwięk.
— Jesteś niewiarygodny. Wolałabym przyjąć twoje odrzucenie niż żyć w ten sposób.
Jego oczy pociemniały, ale nie dałam mu szansy na odpowiedź.
Odwróciłam się i pobiegłam, a moje obcasy zapadały się w śniegu, gdy uciekałam w stronę jeziora ze łzami rozmazującymi mi obraz.
***
Jezioro było lustrem gwiazd, a jego powierzchnia ledwie drżała w mroźną noc.
Opadłam na brzeg, a mój szloch niósł się echem w ciszy. Ból w piersi był nie do zniesienia, niczym poszarpana rana, która nie chce się zagoić.
— Panienko, nienawidzę przerywać, ale siedzisz na moich ubraniach.
Zamarłam, odwracając się gwałtownie. Z wody wyłaniał się mężczyzna, którego sylwetka była na wpół ukryta w cieniu rzucanym przez blask księżyca. Serce mi załomotało, cofnęłam się o krok, natychmiast przybierając obronną postawę.
— Kim jesteś? — zażądałam odpowiedzi, omiatając wzrokiem ciemność. Włóczęga? Nie widziałam wyraźnie jego twarzy.
— Spokojnie — powiedział opanowanym, niemal rozbawionym głosem. — Jestem z watahy Tempestroar, przyjechałem z Alfą Draxonem.
Skomponowałam brwi, wciąż trzymając zaciśnięte pięści. — To dlaczego nie jesteś na bankiecie? I dlaczego, do diabła, pływasz? Woda to praktycznie lód.
Zaśmiał się cicho, niskim, ciepłym dźwiękiem.
— Mogę zapytać cię o to samo. Dlaczego taka ładna dziewczyna płacze nad jeziorem w środku nocy?
— To nie twoja sprawa.
Podpłynął bliżej brzegu, a gdy zaczął wychodzić, dostrzegłam skrawek nagiej skóry poniżej jego pasa. Twarz mi zapłonęła; rzuciłam w jego stronę ubrania, odwracając się szybko plecami.
— Masz — mruknęłam.
— Dzięki — odparł, a ja usłyszałam szelest materiału, gdy się ubierał.
Chcąc rozpaczliwie zmienić temat, wypaliłam: — Twoja wataha, Tempestroar. Macie mnóstwo silnych, pięknych wojowniczek, prawda?
— Mnóstwo — potwierdził. — Dlaczego pytasz?
Klatka piersiowa mi się zacisnęła, gdy przez myśl przemknął mi obraz Zarka z jakąś idealną wojowniczką. Pożałowałam tego pytania.
— Bez powodu — wymamrotałam.
Podszedł bliżej, a jego głos złagodniał. — Ty też jesteś piękna, wiesz? Po co porównywać się do kogokolwiek innego?
Otworzyłam usta, by odpowiedzieć, ale zanim zdążyłam to zrobić, nocne powietrze przeciął głos Kaelena.
— Elaro! — Kaelen podbiegł do mnie, mrużąc oczy na mężczyznę stojącego za mną. — Kto to jest?
— Tylko wojownik z Tempestroar — odparłam szybko.
Kaelen złapał mnie za rękę. — Uciekłaś, mama i tata odchodzą od zmysłów. Wracaj ze mną.
Pozwoliłam mu się odprowadzić, zerkając przez ramię na nieznajomego. Jego twarz pozostawała niewyraźna w mroku.






