languageJęzyk

Rozdział 2: Trójka w małżeństwie

Autor: Sinclair3 kwi 2026

Punkt widzenia Victorii

Zapiera mi dech w piersiach. Moje oczy są przykute do widowiska rozgrywającego się tuż przede mną. Bezczelność tego wszystkiego sprawia, że krew we mnie wrze, a serce dudni w uszach głośno jak wojenny bęben. To nie zazdrość – wolałabym przejść po rozżarzonych węglach, niż pocałować tego aroganckiego potwora – ale bezwstydne upokorzenie, na jakie mnie wystawia, jest wręcz duszące.

Są absolutnie pozbawieni wstydu.

Gdy wreszcie się od siebie odrywają, Isabella chichocze, wydając z siebie wysoki, bezdźwięczny dźwięk. Wyciąga rękę, a jej kciuk lekko przesuwa się po jego dolnej wardze, by rozmazać czerwoną szminkę. "Zobacz, co narobiłeś, całkowicie zniszczyłeś mój błyszczyk."

"Będę musiał po prostu kupić ci nowy odcień", odszepnął Alexander, a jego głos był przepełniony uwielbieniem, jakiego nigdy mi nie okazał. Cały czas mocno trzyma ją wpół.

Pot perli się na mojej linii włosów. Siłą zmuszam się, by spojrzeć w dół na stół, zaciskając dłoń na pasku torebki.

"Victoria. Kobieta, która tylko na papierze otrzyma moje nazwisko", ogłasza Alexander, odwracając się w moją stronę i nie rozluźniając na niej swojego uścisku.

Zmuszam się do podniesienia wzroku, zachowując całkowicie obojętny wyraz twarzy.

Isabella krzyżuje ramiona, a jej wypielęgnowane paznokcie wbijają się we własną skórę. Jej oczy, ostre i lustrujące, omiatają mnie całą. "Więc to jest ten przypadek charytatywny. Mam nadzieję, że mój chłopak jasno i wyraźnie przedstawił ci wszystkie zasady."

"Krystalicznie jasno", odpowiadam urywanym głosem.

"Wspomniał o mnie?" Unosi arogancko brew.

"Nie. Chociaż zakładam, że jesteś częścią tego, co napisano drobnym drukiem."

Oczy Isabelli zwężają się w szparki. "Ja jestem główną atrakcją, skarbie. On należy do mnie. Ty tylko nosisz sukienkę, która powinna być uszyta na mnie."

Alexander składa pocałunek na jej skroni. "Kochanie, nie denerwuj się. Zgodziliśmy się na to."

"Po prostu nienawidzę patrzeć na podróbkę na moim miejscu", marudzi, wydymając pomalowane na czerwono usta.

"Ona dostaje kamery. Ty dostajesz mnie. Koniec historii", uspokaja ją, posyłając mi chłodne, ostrzegawcze spojrzenie.

Gorzki, pozbawiony humoru uśmiech wykrzywia kąciki moich ust. Zobaczyłam już aż nadto. Odsunęłam krzesło do tyłu i wstałam, sztywno wyprostowana. "Jeśli przedstawienie dobiegło końca, mam lepsze miejsca do odwiedzenia."

"Siadaj. Nie wyjdziesz, dopóki ci na to nie pozwolę", szczeka Alexander, a jego oczy natychmiast ciemnieją.

"Zgodziłam się być twoją fałszywą żoną, Alexandrze. Nie twoim więźniem", ripostuję, odmawiając ustąpienia.

"Nie skończyliśmy", mówi niebezpiecznie cichym tonem. "Ty i moja dziewczyna musicie nawiązać nową 'przyjaźń'."

"Przyjaźń?" mówię z kamienną twarzą.

Isabella przewraca oczami tak mocno, że dziwię się, iż nie utknęły jej w oczodołach. "Nie rozśmieszaj mnie. Jakbym kiedykolwiek dała się z tobą złapać dobrowolnie. Ale niestety, kiedy mój mężczyzna zabiera cię na te małe wakacje w celach PR-owych, ja jadę z wami jako twoja oddana najlepsza przyjaciółka."

Patrzę na nich, a absurdalność tej sytuacji jest wręcz komiczna. "Jakie to głęboko wzruszające."

"Tylko nie przyzwyczajaj się do luksusu. Tak naprawdę nie jest twój", prycha Isabella, przerzucając blond włosy przez ramię.

"Bądźcie grzeczne, panie. Zarząd na mnie czeka", ogłasza Alexander. Obraca Isabellę i chwyta jej usta w kolejnym głębokim pocałunku. Tym razem, gdy ich usta pozostają złączone, jego powieki otwierają się. Patrzy prosto na mnie, upewniając się, że patrzę, po czym znów je zamyka.

Robi to wyłącznie po to, by zaznaczyć swoją dominację. Wstręt skręca mój żołądek w ciasne węzły.

Alexander przerywa pocałunek, ściska ją po raz ostatni i wychodzi za drzwi, nie rzucając mi ani jednego spojrzenia za siebie.

W chwili, gdy drzwi zamykają się z trzaskiem, moja chęć, by krzyczeć w poduszkę, jest niemal nie do zniesienia. Mam udawać najlepszą przyjaciółkę jego kochanki? I dlaczego, u licha, pan Sterling po prostu nie wybrał Isabelli na żonę dla swojego syna, skoro tak bardzo się kochają? Najwyraźniej idealnie pasuje do formy wyższych sfer.

Mój telefon wibruje w torebce. Wyciągam go drżącymi palcami. To SMS od mojego ojca. 'Mam nadzieję, że wszystko układa się pięknie, moja słodka córeczko. Nie mogę się doczekać, żeby usłyszeć wszystko o Alexandrze.'

Gula rośnie mi w gardle. Przełykam gorzką prawdę. Mój ojciec od tego zależy. Zniosę to piekło dla niego.

Isabella opada na puste krzesło Alexandra, krzyżując długie nogi. "Zanim wpadniesz na jakieś pomysły o zmianie zasłon, ustalmy jedną rzecz. Nie patrzysz na niego, nie dotykasz go i na pewno z nim nie rozmawiasz, chyba że błyskają flesze aparatów."

"Alexander i ja omówiliśmy już powierzchowne szczegóły", odpowiadam, wciąż stojąc.

"Cóż, to ja wyznaczam granice. Lepiej uważaj, jak się prowadzisz."

Pochylam się do przodu, opierając dłonie mocno na stole, wkraczając w jej przestrzeń. "Wiem dokładnie, jaka jest moja rola. Ale pozwól, że dam ci radę – to nie ty wypisujesz moje czeki, Isabello. Nie rozkazujesz mi."

Jej szczęka opada, a potem się zaciska. "Spróbuj mnie przetestować i zobacz, jak szybko zostaniesz zmiażdżona."

Przez następną, niemiłosiernie długą godzinę ustalamy sfabrykowaną historię o tym, jak rzekomo poznałyśmy się w college'u. Nasze osobowości ścierają się na każdym kroku, ale w końcu ustalamy kłamstwo na tyle wiarygodne dla prasy.

Gdy w końcu odwracam się, by wyjść, gorzki głos Isabelli zatrzymuje mnie w drzwiach. "Tylko przypominam. Zawsze będziesz grzać ławkę rezerwowych. Jesteś tylko rekwizytem."

Zerkam przez ramię z całkowicie niewzruszonym wyrazem twarzy. "Oczywiście. A ty zawsze będziesz tylko brudnym, małym sekretem."

"Jak śmiesz! Jesteś żałosnym nikim!" wrzeszczy.

Wychodzę, a ciężkie drzwi zatrzaskują się za mną, tłumiąc jej histeryczne krzyki. Kiedy idę pluszowym korytarzem, mój telefon daje o sobie znać. To pani Sterling, moja przyszła teściowa, tryskająca ekscytacją z powodu zakupów sukni ślubnej. Przynajmniej jego rodzinę mam po swojej stronie.

~

Wielka katedra pachnie świeżymi liliami i topniejącym woskiem. To miał być najszczęśliwszy dzień mojego życia. Zamiast tego mój uśmiech przypomina ciężką maskę, zacementowaną na twarzy pod przezroczystym welonem.

Gdy mój ojciec prowadzi mnie do ołtarza, łzy spływają po jego pomarszczonych policzkach. Jest uradowany, że jego finansowa ruina została całkowicie zażegnana przez ten spektakularny związek. To samo w sobie daje mi siłę, by utrzymać równowagę na tych wysadzanych diamentami obcasach.

Alexander stoi przy ołtarzu w zapierającym dech w piersiach czarno-białym smokingu. Bezbłędnie gra swoją rolę, rzucając promienny uśmiech z dołeczkami do setek obiektywów, rejestrujących każdy nasz ruch.

W pierwszym rzędzie Isabella wczuwa się w swoją rolę ze wszystkich sił, wzdychając z udawanym zachwytem, gdy przechodzę, i wycierając z oczu wyimaginowane łzy. Tylko rodzina Sterlingów, siedząca naprzeciw niej, wygląda na szczerze zachwyconą faktem przyjęcia mnie w swoje progi.

Wymieniamy przysięgi pełne pustych obietnic. A potem nadchodzi chwila prawdy. Alexander unosi mój welon. Jego oczy nie wyrażają absolutnie niczego. Gdy nasze usta się spotykają, tłum wybucha gromkimi brawami. Trzymam usta mocno zaciśnięte, całkowicie obojętna na jego dotyk.

Później, gdy pozujemy do zdjęć przed kościołem, Isabella wpycha się w kadr. Obejmuje mnie swoimi ramionami w rzekomo gratulacyjnym uścisku, przyciągając mnie blisko, by wyszeptać mi do ucha słowa pełne jadu.

"Ciesz się tą krzykliwą sukienką, suko. Bo dziś w nocy będziesz spała w bardzo zimnym, bardzo pustym łóżku."

Utrzymuję mój jasny, promienny uśmiech w nienaruszonym stanie dla błyskających fleszy, ale w moim wnętrzu zapada mroczne postanowienie. Jestem teraz oficjalnie panią Alexander Sterling. Nie pozwolę jej więcej po mnie deptać.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2: Trójka w małżeństwie - Żona z Kontraktu Miliardera | StoriesNook