Punkt widzenia Victorii
Moje ciało boli do szpiku kości. Nieustające błyski aparatów prasowych, duszny i ciasny gorset mojej sukni ślubnej i ciągłe fałszywe uśmiechanie się całkowicie wyssały ze mnie energię.
Siadam na krawędzi masywnego, białego łóżka w przypisanym mi pokoju, wydając z siebie ciężkie westchnienie ulgi. Wreszcie jestem wolna. Właśnie spięłam długie włosy w niedbały kok i wsunęłam na siebie moją ulubioną, za dużą, błękitną piżamę z jedwabiu. Jest wprost niesamowicie wygodna.
Nagle od drzwi mojej sypialni odbijają się echem trzy ostre pchnięcia w drzwi.
Zamieram. Nie prosiłam o obsługę pokoju ani o pomoc ze strony pokojówek. Nagle poczułam ucisk w klatce piersiowej z powodu fali narastającego niepokoju. Czy to Alexander? Przysięgał, że nigdy mnie nie dotknie, ale mężczyźni tacy jak on postrzegają wszystko, co znajduje się w ich zasięgu, jako ich wyłączną własność. Jeśli uważa, że może tutaj po prostu wmaszerować i domagać się swoich "małżeńskich praw", to czeka go brutalne zderzenie z rzeczywistością.
Biorąc głęboki wdech, zsuwam się z luksusowego materaca. Moje bose stopy zanurzają się w gruby, szary dywan, gdy przemierzam ogromny pokój. Biorę jeszcze jeden wdech, otwieram zamek i pociągam drzwi do siebie.
Alexander stoi w progu. Nie patrzy mi w twarz. Jego wzrok natychmiast w rażący sposób obrzuca moje ciało, jakby chciał mnie ocenić. Dopiero wtedy zauważam jego zwichrzone włosy, poluzowany krawat i niebudzący wątpliwości, czerwony ślad szminki w pobliżu kącika jego ust.
Wyraźnie nie stracił ani chwili, pędząc prosto w ramiona Isabelli. Więc po co, u licha, tu przyszedł?
Wpatruje się w moją za dużą piżamę, a na jego czoło wkrada się wyraz głębokiego zakłopotania. Całkowicie brakuje mu tego powalającego uśmieszku, którego bym się po nim spodziewała.
"Ty... masz na sobie piżamę", wydusza z siebie, będąc tak wprawionym w konsternację, jakbym otworzyła mu drzwi ubrana w worek na śmieci.
"To się nazywa strój do snu, Alexandrze. Jest to coś, co zakłada się wtedy, gdy ma się w planach sen. A czego ty się niby spodziewałeś?"
Jego zakłopotanie natychmiast zmienia się w ciemne, postawione w defensywie spojrzenie. "Po pierwsze", rzuca gniewnie, wskazując na mnie palcem, "Isabella przebywa w głównej sypialni. Pod żadnym pozorem nie wkraczaj do tamtego skrzydła."
Odwzajemniam jego spojrzenie, a po moim ciele spływa uwalniająca fala ulgi. "Zapewniam cię, że absolutnie nic po tamtej stronie mnie nie interesuje."
"A po drugie", dodaje, trzymając się sztywno, "potrzebowałem się upewnić, że faktycznie w nim jesteś. Możliwe, że będę musiał wyciągnąć cię na jutrzejszą, poranną sesję zdjęciową na plaży."
Brzmi to jak tania wymówka, ale niespecjalnie mam chęci, żeby wyciągać od niego jakiekolwiek wyjaśnienia. Chcę tylko znaleźć się w swoim łóżku.
Z premedytacją przeciągam swoje ziewnięcie. "Potraktuj mnie więc tak, jakbym była solidnie zamknięta w swoim prywatnym pudle. A teraz, czy to by było na tyle?"
Prycha tylko, spoglądając w bok, ewidentnie zirytowany całą sytuacją. "To jest, kurwa, niewiarygodne."
"Co mianowicie?"
"Nic. Ciesz się swoim marnym, samotnym wieczorem."
"Z całą pewnością będę. A ty baw się dobrze przy swoim obrzydliwym przedstawieniu, które odstawiasz tam na końcu korytarza."
"Gówno cię to obchodzi, i—"
"Dobrej nocy, Alexandrze." Stanowczo zamykam przed nim te ciężkie drzwi, a satysfakcjonujący dźwięk przekręcanego zamka odbija się głośnym echem w cichym pokoju.
Nie czekam, aż usłyszę, jak odchodzi. Niemal wskakuję z powrotem na łóżko, wskakując na sam środek i kryjąc się w objęciach grubej i puchowej kołdry. Mój telefon rozbłyska nieustannie powiadomieniami z szafki nocnej. Przelotnie rzucam okiem — widzę zdjęcia z ołtarza, na których całuję Alexandra, oraz przesłodzone nagłówki zwiastujące początek wielkiej, baśniowej miłości.
Moje serce kłuje lekki, bolesny żal. W innych okolicznościach ta noc powinna być przecież wprost magiczna. Powinnam znajdować się w ramionach mężczyzny, który kochałby mnie bez pamięci. Zamiast tego przebywam w samotności na oddalonej od cywilizacji wyspie z mężczyzną, który po prostu nienawidzi mojego istnienia.
Odrzucam od siebie tę nostalgię i otwieram wiadomość od taty.
'Moje szczere gratulacje, moja kochana dziewczynko. Twoja matka byłaby niezmiernie dumna z tego, w jak przepiękną kobietę się przemieniłaś. Wiem, że przesyła uśmiech z nieba. Obyś zawsze była bezpieczna i odnalazła swoje własne szczęście.'
Łza kręci się w oku, ale wycieram ją z cichym uśmiechem. Brak matki dziś bardzo boli, jednakże świadomość faktu, że mój ojciec czuje się stabilnie bez balastu swoich długów, wynagradza każdą minutę tej żałosnej szopki. Pani Sterling zadbała już o to, abym poczuła ten matczyny cień miłości, za którym tak bardzo i nieustannie tęskniłam.
Zatopiona głębiej w moje mięciutkie poduszki wydycham jeszcze raz powietrze w wyrazie absolutnego ukojenia. Niech Alexander wyprawia z Isabellą to, na co tylko ma ochotę. Przepełnione bielizną pudełko, którym zażartowała sobie ze mnie przyjaciółka, niech sczeźnie w otchłani szafy, co mnie to w ogóle obchodzi. Dla mnie ta doskonała noc poślubna równa się niezakłóconemu niczym snowi. Zamykam z ulgą oczy, gładko odpływając w głęboki, otulający sen.
~
Punkt widzenia Alexandra
Pokonuję błyskawicznie gigantyczny, zatopiony w półmroku korytarz. Dłonie mam zwinięte w pięści z taką wściekłością, że kostki stają się wręcz bladawe.
Zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem. I to znowu.
Za kogo do diabła ta Victoria się uważa? Spodziewałem się u niej widoku kobiety wylegującej się na łóżku w obcisłej, koronkowej bieliźnie ze wspomnianego pudła, tylko i wyłącznie błagającej mnie o atencję, żebym ja sam mógł następnie sprowadzić z powrotem na ziemię to jej gigantyczne ego. A zamiast tego wpakowała się w jakąś idiotyczną jedwabną piżamę, jeszcze na dodatek bezczelnie ziewając, zupełnie jakbym stanowił jakąś nieznaczącą przeszkodę w rutynie przed pójściem spać!
Rozwściecza mnie sama myśl o tym jej lekceważącym podejściu do mojej osoby. Nazywam się Alexander Sterling. Kobiety płaszczą się u mych stóp, tymczasem moja tak zwana żona spogląda na mnie, jakbym po prostu psuł jej wizerunek i działał na nerwy. Błąkam się z nerwów po opustoszałych korytarzach w tę i z powrotem przez jakieś bite dwadzieścia minut w celu oswojenia dręczącej mnie furii, zanim wejdę w ogóle do swojego własnego pokoju.
Gdy wreszcie decyduję się nacisnąć klamkę, widzę Isabellę leżącą na swoim boku, delikatnie uniesioną i podpartą na łokciu. Jej piersi sprawiają wrażenie, jakby lada chwila miały eksplodować spod nałożonej na nie czerwonej koronki, ale mnie wcale to jednak nie obchodzi.
"No i..." chichocze psotnie i złośliwie z pewnym zawadiackim i ognistym uśmieszkiem w spojrzeniu. "Czyżbyś skruszył jej puste, żałosne serduszko?"
Wydaję z siebie jakiś warkot rozdrażnienia i pozbywam się energicznie mojego ubrania rzucając je niedbale byle gdzie na dywan. Rozsiadam się ociężale na samym rancie dużego, podwójnego łoża ze spojrzeniem skupionym całkowicie na gładkiej powierzchni ściennej i obracając się wyraźnie do swojej wybranki samymi plecami.
Isabella przemieszcza się po miękkich tkaninach sprawnie tuż w moją stronę powodując ciche zapadanie się luksusowych materiałów pod naporem rąk i ud. Muska mnie swoimi opuszkami gładząc naprężone mięśnie karku po to, aby potem swoimi zmysłowymi muśnięciami przyłożyć policzek w pobliże mojego lewego ucha. "No dawaj, mój księciu. Utwierdź mnie w przekonaniu, jak bardzo była zdesperowana, chcąc byś jej dzisiaj towarzyszył."
Wstaję w irytacji natychmiast mierzwiąc dłonią swoje niesforne loczki. Natomiast moja połówka czyni to w tym samym czasie mocno wczepiając własną nagą pierś we mnie z tyłu w akompaniamencie sięgania rękoma po te pozostawione guziczki widniejące u mojej gładkiej powłoki chroniącej tors.
"Daj teraz spokój, Isabello", mówię z pewnym poirytowaniem, siłą torując sobie przejście obronne.
"Co jest z tobą? Płonę już dosłownie pod twoją nieobecność wyczekując chwili w której mnie tylko skonsumujesz", mówi narzekająco napierając własnym ciałem w jeszcze wyraźniejszy i zachęcający sposób.
Znudzony wyraz twarzy Victorii wkrada się natychmiast ze ślepą siłą i napędza do irracjonalnej żądzy ucisku. "Kazałem ci cofnąć się natychmiast!" Odrzuciłem ręce w bok wymierzając spory cios i cofając się ostro z tej bliskiej uwięzi.
Isabella odetchnęła tylko ostro wpijając na mnie przerażone, gigantyczne, okrągłe oczy, aby po ułamku zamienić z tej bolesnej straty wszystkie pokłady furii uwidocznione w drobnych rąbkach wężowych źrenic. "Niech ci będzie! Duś się w swoim gównianym samopoczuciu!" Omija mnie pośpiesznie twardym stąpnięciem o podłoże luksusowych płytek trzaskając ociężałymi blokami chroniącymi spokój panujący we łazienkach, i nerwowo chroniąc go wejściowo z tyłu poprzez klamrę.
Ignoruję ten mały wybuch pozostając przed wnęką przy fotelu nakrywając grubą szybkę luksusową domieszką ze szlachetnego alkoholu. Celem odskoczni, zaglądam chciwie poprzez taflę migoczącego szkiełka przewijając losowo wiadomości w popularnych aplikacjach ze standardową dawką nudy. Szpaler licznych tekstów promuje niezmiennie ten luksusowy i estetyczny model figury powołanej panny pod wymyślonym tytułem dającego oswojenia na sam ród wizerunkowy dziedziców po fortunach.
Prycham z dezaprobatą połykając ostry płyn rażący moją bolesną, podziurawioną wręcz grdykę z nieznanej wściekłości. Ona nic w żaden sposób tu jeszcze na dobrą sprawę nie ujarzmiała. Rozszarpię z premedytacją to zgorzkniałe wybujałe ego w pył. Systematycznie wykończę do najgłębszych zakamarków z nadzieją ujrzenia w niedalekiej przyszłości skruchy we wszystkich momentach kiedy uprzytomni na kogo i pod kim trzyma cały ster i pokład w małżeńskiej potyczce z przeznaczeniem.
Godzinę zżeranego z niepokoju wyciszenia podnoszę twardy krok obok umiejscowionej blokady w kierunku ukrytej ukochanej. Należy powierzyć obronę jej racjom w potraktowanej chłodnym porywem nieobecności nastroju zaadresowanym wobec jej nieskalanych chęci intymnych.
"Skarbie otwórz tę głupią blokadę", namawiam tonując drgania w delikatniejszy próg ze słownego ukierunkowania.
"Idź w pizdu, do diabła! Zmarnowałam czas w tym beznadziejnym przygotowaniu!"
"Zdejmuj to. Obdaruję na uciechę ten wymarzony naszyjnik z klejnotami na którym się ostatnio za bardzo wzrok wpatrywałaś."
Błyskawiczny pisk zabezpieczenia uchyla te upragnione ciężary, za którym wychyla się wybuchowo narzeczona z okrzykiem i pędem oblepiając mnie długimi i odsłoniętymi udami wzdłuż linii opasanej w moim wymiarze u brzucha. "Sprobuj oszukać w żartach za ten fałsz uśmiechu", mruży uśmiechając w ekstazie, wylizując rzewnie linię mojego barku przez pocałunki w pośpiesznym manewrze u pieszczoty szyjnej. Kładę lekko ten drobny element we wspólnej koordynacji rąk w pieszczocie pod napływem prześcieradeł na ratunek odciążenia mojego wielkiego nawału nieustannych mrocznych widziadeł na zorganizowany podstęp w małżeńskich roszadach.
~
Minęło niemal dwieście minut od czasu zaśnięcia skomponowanej w oszalałym szale uciech erotycznych mojej udręczonej panny i zasypia snem pozbawionym snu niczym zamartwionym do zmarłych form. Przeżywam jednak przebudzone nieprzerwane sekundy przed jasnym sufitem u sypialni. Opuszczający tętno nawał pozostawia zesztywniały pęd oddechowy po przeżytym transie obarczony brakiem stabilnego pożywienia i ulgi spoczęcia z nudy nerwowych porywów tętniących.
Wypuszczam nogi poprzez jedwabną podłogę z nocnym okryciem wybywając po kryjomu i opuszczeniem komnat na cichy spacer o parę metrów do dolnych lokacji żeby naładować utraconą moc nawadniając płuca potokiem lodowatej uciechy przed ustami i wypuszczonym dzbankiem. Potęga rozmiarem tego wspaniałego gmachu o rajskiej wyspie zapiera i dławi wręcz swoimi osiągami architektonicznymi. Niezadługo ten potężny arsenał finansowy obdarzony mocą tatusia i rodowym imperium po zejściu we ramy zwolnienia miejsca przejdzie tylko za prawem korony do mojej wyłącznej własności jako panowanie prezesa na stołkach i fotelu i dopiskiem rozwodu pod lśniącymi gwiazdami Victorii w jej podłej obskurnej z ramy życia i wegetacji pośród zgliszczy zapomnienia.
Trzymając dzban wypełniony wodnistym lodowatym opadkiem do szklanki wyruszam za sprawą wyjścia zapoznać na żywo korytarze okryte architekturą nie zważając świadomym krokiem zboczenia torów poprzez pomyłkę z zapatrzeniem obok korytarzy po odnogę lewej stronnicy dla ugoszczenia gości z ukrycia po wschodzie sypialni.
Pod koniec mojego trwania podróży korytarzami widząc ramy drewnianej ochrony jako drzwi do Victoria pokoju i opóźniając moje obeznane rzuty ze stóp osłabiając drgania z wstrząsami we spoczynku obeznanej ciszy ze spokojem przerywanym morzem falującym do zderzenia od strony krańców luksusowej strefy oceanu plaż.
Przerwanie w odniesieniu we słyszeniu u spoczywania z drzwi nie obeznało szumu z plażą ale uderzającego znienacka głosu zatrzymania od kroku w zawiasie i zastygłym przysłuchiwaniu w zamarciu od podeszwy po podłogę tła.
Tłumione drewnem ciche wycie odbijające duszność po wzdychających szumach jako jęk w zapłakanej do łez nocy u wnęki otworach do sypialnianej lokacji nie obiektywnie narzuca zmrużenia oka na powrót mojego rozdrażnienia obracającego skroń dla osłuchu bacznie przed jej pokój i nasłuchując nocnego płakania jej osamotnionego ciała.
Ona płacze.






