Punkt widzenia Alexandra
Wreszcie jestem żonatym mężczyzną, przykutym do kobiety, której nie kocham, a wszystko to, by zadowolić niedorzeczne ultimatum mojego aroganckiego ojca. Jako jego pierworodny, imperium Sterlingów jest moim prawem urodzenia, jednak trzymał je jako zakładnika, dopóki nie włożę pierścionka na palec Victorii Mitchell.
To Isabella powinna stać obok mnie, machając do błyskających aparatów. Mogę tylko sobie wyobrazić, jak zżera ją to od środka, gdy patrzy, jak trzymam inną kobietę, ale ona rozumie powierzone jej zadanie. Wynagrodzę jej to dziś wieczorem.
To, co wkurza mnie najbardziej, to pocałunek. Kiedy pochyliłem się, by przypieczętować nasze przysięgi, Victoria całkowicie zacisnęła usta. Nie dała mi do nich dostępu ani nawet się weń nie zaangażowała. Jak do cholery kobieta może odrzucić mój pocałunek?
Minęła godzina, a ona już zachowuje się, jakby uważała, że cały świat należy do niej, tylko dlatego, że zmieniła nazwisko na lepsze. Co gorsza, cała moja rodzina oszalała na jej punkcie. Moja matka patrzy na nią jak na anioła, który zstąpił z nieba. Victoria jest wspaniała, przyznaję to, ale jest niczym w porównaniu z moją Isabellą.
Moja rodzina odrzuciła Isabellę rok temu, określając ją jako toksyczną i chciwą. Znam ich prawdziwy problem – Isabella to rozwódka ze skomplikowaną przeszłością. Traktują ją jak uszkodzony towar. Ale nie obchodzi mnie, co myślą. Dałem im ich idealną synową; teraz oni oddadzą mi firmę.
Jedynym jasnym punktem mojego dnia jest e-mail ze Szpitala Małych Wojowników. Beatrice, młoda dziewczynka w stanie krytycznym, pomyślnie przeszła poważną operację.
Gdy Victoria i Isabella angażują się w swoją fałszywą, pełną uścisków sesję zdjęciową, czuję, jak Leo, mój najlepszy przyjaciel, zarzuca mi ramię na szyję. "To musi być ciężki dzień. Patrzeć, jak twoja panna młoda i twoja prawdziwa dziewczyna dzielą ten wzruszający moment", drwi.
"Trzymaj gębę na kłódkę, Leo. Jesteśmy w miejscu publicznym", mruczę, omiatając wzrokiem tłum. Leo to jedyna osoba, która zna prawdę, i zamierzam dbać o to, by tak pozostało.
Kiedy nadchodzi czas przejścia do sali weselnej, wsiadam do eleganckiego Rolls Royce'a z Victorią. Przez przyciemnianą szybę patrzę na Isabellę, stojącą samotnie, gdy odjeżdżamy. Zaaranżowałem dostarczenie jej dziś rano nowiutkiego samochodu sportowego tylko po to, by złagodzić cios dzisiejszego dnia, ale widok pozostawionej w tle kobiety wciąż mnie dręczy.
Zwracam uwagę na kobietę siedzącą sztywno obok mnie. "O czym dokładnie ty i Isabella tam szeptałyście?"
"Babskie pogaduszki. Jestem pewna, że by cię to znudziło", odpowiada Victoria płasko, nawet nie trudząc się, by spojrzeć w moją stronę.
Prycham pod nosem. Bezczelność tej kobiety poszybowała w górę od czasu naszego pierwszego spotkania. "Uważaj na ton. Jestem teraz twoim mężem."
"Tytuł, za który zapłaciłeś. Nie mylmy interesów z władzą." Strzepuje niewidzialny pyłek kurzu ze swojej ekstrawaganckiej sukni ślubnej, będąc całkowicie niewzruszoną.
"Mogę sprawić, że ten układ stanie się dla ciebie bardzo trudny, Victorio", grożę, pochylając się bliżej.
"Myślę, że zrobiłeś już wystarczająco dużo jak na jeden dzień."
Zaciskam szczękę, odwracając się. Walka z nią w tej chwili to marnowanie energii. Wie, że potrzebuję jej do zabezpieczenia firmy, i bez skrupułów wykorzystuje tę przewagę.
Mój telefon wibruje w kieszeni. To SMS od Isabelli: 'Jestem o nią teraz taka zazdrosna, ale pamiętaj, wracasz dziś do mojego łóżka.'
Uśmieszek wykrzywia moje usta.
Gdy zbliżamy się do sali weselnej, poprawiam krawat. "Słuchaj uważnie. Wystawiamy wspaniałe widowisko. Prasa będzie dokumentować każdą sekundę, więc uśmiechaj się i zachowuj, jakbyś była mną całkowicie oczarowana."
"Oczekuje się, że ten sam standard będzie dotyczył ciebie", odparowuje.
~
Kilka godzin później dobiega końca farsa naszego pierwszego tańca. Szczęka boli mnie od utrzymywania fałszywego, pełnego miłości uśmiechu, a uśmiech Victorii idealnie odzwierciedla moje własne oszustwo.
"Odliczam sekundy, aż będę mogła zdjąć z siebie tę sukienkę i pójść spać", szepcze mi do ucha, podczas gdy się kołyszemy, podtrzymując iluzję na potrzeby kamer.
Wiem dokładnie, co ma na myśli. Jej mały, niewinny akt to tylko przykrywka; ona praktycznie błaga mnie, abym skonsumował to małżeństwo, gdy dotrzemy na wyspę. Nadszedł czas przypomnieć jej o zasadach.
"Nie łudź się. Dziś w nocy nie postawię stopy w twojej sypialni. I w żadną kolejną noc również", mówię bez ogródek, nie przestając się uśmiechać.
Odsunęła się nieznacznie, a w jej oczach zatańczyło rozbawienie. "Nie powiedziałam, że potrzebuję towarzystwa. Powiedziałam, że chcę spać. Postaraj się nie pozwolić, by twoje ego cię udusiło."
Zanim zdążę odpowiedzieć, muzyka cichnie, a ona przy dźwiękach braw płynnie odrywa się ode mnie. Gotuję się w milczeniu.
Po niekończących się rundach tańca i odpieraniu płaczliwych żądań mojej matki, bym traktował Victorię jak królową, w końcu uciekamy do prywatnego odrzutowca.
Lądujemy w absolutnym raju – na odosobnionej wyspie przeznaczonej na miesiąc miodowy, którą w całości wynająłem od zaprzyjaźnionego miliardera. Tropikalna bryza jest ciepła, ale moja krew płynie wrząca z zupełnie innego powodu. Kazałem Isabelli przylecieć tu wcześniej. Ona już tutaj jest i na mnie czeka.
Gdy wkraczamy do rozległej, tropikalnej rezydencji, pokojówka niesie za Victorią duże, ozdobne pudełko. Rozpoznaję je natychmiast. Podsłuchałem, jak jej najlepsza przyjaciółka wręczała jej je wcześniej tego dnia – jest pełne uwodzicielskiej, ekskluzywnej bielizny.
Mimo jej całego gadania na parkiecie o tym, że chce tylko spać, to pudełko opowiada zupełnie inną historię. Oczekuje ode mnie, że w tę noc złamię moją własną zasadę.
Victoria podąża za inną pokojówką lewym korytarzem w stronę pokoi gościnnych, nawet nie spoglądając na mnie. To dobrze. Niech się przygotuje.
Ja idę za główną pokojówką w prawe skrzydło, prowadzące prosto do głównego apartamentu. W chwili, gdy pokojówka kłania się i wychodzi, popycham ciężkie, drewniane drzwi.
Isabella leży w poprzek ogromnego łóżka, ubrana w półprzezroczysty, jedwabny szlafrok, który ledwo ukrywa szkarłatną bieliznę. "Wreszcie mam cię tylko dla siebie", mruczy, zsuwając się z łóżka i pozwalając, by jedwab spłynął wokół jej kostek.
Jej ciało to arcydzieło, a patrzenie na nią momentalnie podnosi mój poziom adrenaliny. Robię krok do przodu, przyciągam ją do swojej klatki piersiowej i łapczywie całuję. Ten pocałunek jest ognisty i odurzający, zamazując z mojej pamięci gorzki smak kościelnego ołtarza.
Jednak gdy jej dłonie przesuwają się w dół mojej klatki piersiowej, moje myśli nawiedza mrok. Victoria jest w drugim skrzydle, prawdopodobnie wpycha się w koronki, z niecierpliwością wyczekując mojego nadejścia. Pragnienie, by zniszczyć jej oczekiwania, wejść tam i całkowicie odrzucić ją podczas naszej nocy poślubnej, jest niezwykle kuszące. To idealny rewanż za jej całodzienne zachowanie.
"Kochanie, daj mi chwilę", szepczę, odrywając się od opuchniętych ust Isabelli.
"Nareszcie porzuciłeś ten martwy ciężar?" marudzi, a jej palce walczą z górnym guzikiem mojej koszuli. "Już jestem dla ciebie taka mokra."
"Zaraz wracam. Muszę tylko wpaść do pokoju Victorii na chwilę. Po prostu żeby przypomnieć jej, jak bardzo jest niechciana w tę noc."
Oczy Isabelli błyszczą niegodziwą rozkoszą. "Wracaj szybko, kochanie. Nie lubię się tobą dzielić, nawet w celu wyrządzenia zniewagi."
Mój puls przyspiesza z podekscytowania. Ścieram rozmazaną szminkę z podbródka i szybkim krokiem przemierzam korytarze prowadzące do lewego skrzydła. Zatrzymuję się przed drzwiami sypialni Victorii i mocno uderzam knykciami w ciemne drewno.
Zanim odpowie, mija potwornie długa minuta. Krzyżuję ramiona na piersiach, przygotowując sobie niszczycielski uśmieszek. Prawdopodobnie poprawia jeszcze usta błyszczykiem, rozpaczliwie pragnąc wyglądać zniewalająco.
Zamek w końcu ulega i drzwi się otwierają. Otwieram usta, by zadać jej miażdżący cios, ale słowa natychmiast zamierają mi w gardle, gdy w czystym, nieskalanym szoku moje oczy omiatają ją od stóp do głów.






