Lara.
Minęły trzy miesiące, a moje życie jest jeszcze bardziej nędzne.
Robię wszystko, co w mojej mocy, by pozostać niewidzialną dla wszystkich. Całe szczęście Kaelen zabrał swoją wybraną partnerkę do domu watahy.
Nie wiem, jak bym przeżyła, gdyby zostali tutaj. Większość czasu spędzam w ogrodzie i oglądając filmy w swoim pokoju.
Luna i Alfa też mi nie przeszkadzają, za co jestem wdzięczna. Myślą, że wciąż cierpię z powodu tego, jak potoczyły się wydarzenia. Chciałabym tylko, żeby znali prawdę.
Od dnia, w którym mnie odrzucił, prawie nie widuję Kaelena. Pilnuję, by moje drzwi i okna były całkowicie zamknięte za każdym razem, gdy przychodzi odwiedzić rodziców. Moim atutem jest to, że potrafię wyczuć go z odległości mili.
Niestety dzisiaj musiałam wyjść. Mówiąc dokładniej, musiałam udać się do szpitala watahy.
Dwa miesiące temu miałam przeczucie, że jestem w ciąży, ale odmawiałam przyjęcia tego do wiadomości. Jak mam zająć się niechcianym dzieckiem, mając zaledwie siedemnaście lat?
To cud, że skończyłam szkołę średnią przed jego powrotem. Byłoby wstyd chodzić do szkoły z wydętym brzuchem.
Wiem, że jego rodzice na pewno zapytają, kto jest odpowiedzialny, skoro wciąż wierzą, że nie mam mate. Z drugiej strony, nie mogę już tego dłużej ukrywać. Dzieci alf rodzą się w sześć miesięcy, podczas gdy u innych wilków ciąża trwa osiem lub dziewięć.
Ciąża była nieunikniona. Wilki alfa mają tendencję do zapładniania swoich partnerek przy pierwszym zbliżeniu lub po dopełnieniu więzi przeznaczenia.
Powinnam była poszukać tabletek, ale nie wiedziałam, kogo zapytać. Poza tym wywołałoby to mnóstwo pytań, gdybym przyszła do lekarza watahy, ponieważ wilkołaki rzadko ich używają, a nikt nie wie, że mam już swojego przeznaczonego.
Mój brzuch jest już widoczny i muszę nosić wielkie bluzy, żeby go ukryć. Nauczyłam się nawet sztuki maskowania swojego zapachu, by mój sekret pozostał ukryty. Myślę, że teraz staje się to niemożliwe.
Wczoraj Luna nabrała podejrzeń i już miała zacząć mnie przesłuchiwać, gdy zadzwonił jej telefon. Musiałam uciec do pokoju i udawać, że śpię.
Dzisiaj obudziłam się bardzo wcześnie, zanim ktokolwiek inny wstał, i oto jestem. Z niepokojem wpatruję się w mężczyznę, który przeprowadzał na mnie niekończące się testy.
– Wydajesz się słaba, czy dobrze jesz? Nie wysypiasz się też, prawda? – przygląda mi się uważnie, a ja jestem pewna, że w moich oczach nie ma ani krzty życia. Czuję się jak żywy trup.
– Dużo odpoczywam i nigdy nie opuszczam posiłków – kłamię natychmiast, ale on widzi mnie na wskroś. Kogo ja oszukuję? Sen jest dla mnie niewyobrażalnym cudem. To moja wilczyca trzyma nas przy życiu, ja rzadko jem. Ona jest silna, a ja umieram z pragnienia, by ją poznać.
Nie wiem jednak, dlaczego nie przemieniłam się w dniu urodzin. Po prostu ujawniła swoją obecność we mnie, ale nigdy nie wyszła na zewnątrz.
– Co się z tobą stało, Laro? Znalazłaś swojego mate? Czy coś mu się stało? – Spoglądam na swoje palce i mrugam, by powstrzymać łzy. Nie mogę na to odpowiedzieć.
Jak mam mu wyznać prawdę?
– Czy Luna o tym wie? Jestem pewien, że przyprowadziłaby cię tutaj wcześniej – kontynuuje mężczyzna, a ja czuję, że moja opanowanie słabnie. Nikt nie wie, przez co przechodzę.
– Nie, nie. Naprawdę wszystko w porządku. Nie musi pan jej w to angażować – wstaję szybko i biorę kurtkę ze stołu. Zdjęłam ją, gdy chciał pobrać mi krew z ramienia.
– Usiądź, Laro. Oni tu są – na jego słowa krew ścięła mi się w żyłach. Będą wściekli, że ich okłamałam.
– Muszę iść – odwracam się do drzwi, a tam stoją: Alfa, Luna i ten idiota, który mnie zapłodnił.
– Dlaczego nam nie powiedziałaś? – szepcze Luna z wyraźnym rozczarowaniem w głosie, a moje serce pęka. Jak mam im powiedzieć, że ich ukochany syn jest moim mate, który zrobił mi dziecko i mnie nie chce?
Nie mogę na niego patrzeć.
Jeśli jakimś cudem urodzę to dziecko, on nie zbliży się do niego. Odrzucił je wtedy, gdy odrzucił mnie.
– Kto jest twoim mate, Laro? Kto cię zapłodnił? – Alfa pyta czule, podchodząc bliżej, a moje oczy zaczynają zachodzić łzami. Przez mój umysł przetaczają się wszelkie możliwe emocje, a ja pozwalam im wszystkim wypłynąć wraz ze łzami.
Chciałabym zobaczyć reakcję Kaelena, ale spojrzenie na niego byłoby zbyt upokarzające. Wciąż wierzę, że śnię i że pewnego dnia obudzę się w lepszej rzeczywistości.
– On... on... odszedł – jąkam się, pociągając nosem.
– Czy był z tej watahy? – Luna podchodzi i kładzie mi rękę na ramieniu. Boli mnie to, że ich okłamuję. Boli mnie to, że on stoi tuż przede mną, ale nie odzywa się ani słowem.
Pozostaję cicho, zamiast tego mój płacz staje się głośniejszy.
Bez słowa delikatnie uwalniam się z jej uścisku i wychodzę, nie oglądając się za siebie. Lepiej, jeśli go nie będę widzieć.
*
Minęły cztery miesiące i jak dotąd nic się nie zmieniło, no, poza smutkiem, który zamieszkał w moim sercu. Leżę w łóżku, czekając i mając nadzieję na cud, gdy nagle w podbrzuszu pojawia się ogromny ból; siadam gwałtownie, walcząc o oddech. Co się dzieje?
To dopiero czwarty miesiąc, to nie mogą być bóle porodowe.
Ten sam ból powraca, ale tym razem tak nieznośny, że wyję z całych sił. Jest inny niż ten, którego doświadczałam wcześniej. Uznałam, że to może moja wilczyca próbuje się wydostać.
I znowu te ciemne żyły i oczy, które śmiertelnie mnie przerażają. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego.
Niedługo potem drzwi otwierają się z hukiem i wpada Alfa. Jego oczy rozszerzają się ze strachu, gdy dostrzega krew plamiącą moją pościel, a w następnej chwili słyszę, jak wykrzykuje imię Kaelena.
– Musimy zabrać cię do szpitala, wszystko będzie dobrze, kochanie, obiecuję – zapewnia, podchodząc bliżej, ale z moich ust wydobywa się głośny warkot, którego nie rozpoznaję, sprawiając, że cofa się przerażony.
Dziwne.
– Kaelen! – krzyczy znowu głośniej, wyciągając w międzyczasie telefon.
– Dlaczego ten chłopak jest taki głupi? – wrzeszczy, rzucając telefonem przez pokój i próbując znów podejść, ale moja wilczyca mu na to nie pozwala. – Zabiję go – mruczy wściekle pod nosem, targając się za włosy.
– Pozwól mi sobie pomóc, skarbie – szepcze, wyciągając ręce przed siebie, by pokazać, że nie stanowi zagrożenia. Tak jak stało się to, gdy poczęłam to dziecko, moja wilczyca przejmuje całkowitą kontrolę i przemienia się częściowo; alfa wydaje z siebie zduszony okrzyk, a jego oczy rozszerzają się ze strachu.
Moje ciało pokrywa czarne futro. Moje paznokcie też są czarne i tak ostre, że boję się, iż mogą mnie zranić. Wilkołaki nie przechodzą częściowej przemiany, są albo w pełnej formie wilka, albo ludzkiej.
To dla mnie dziwne, ale nie mam czasu się nad tym zastanawiać, bo ból uderza ponownie.
Krew wciąż przesiąka przez moje ubrania, które są na granicy rozerwania. Powoli wstaję z łóżka z zamiarem ratowania mojego szczenięcia. Nie mogę pozwolić mu odejść, to moja jedyna nadzieja.
W drzwiach pojawia się więcej osób, a jedną z nich jest Kaelen. Ma zakrwawione ręce, a to, co sprawia jeszcze większy ból w każdym calu mojego ciała, to świeża rana na jego szyi.
Pozwolił jej się naznaczyć, mimo że znał konsekwencje. Wiedział, jaki ból będę musiała wycierpieć, ale i tak to zrobił.
To dla mnie jak pobudka; mówił szczerze, kiedy twierdził, że mnie nie chce. Jak inaczej mógłby skrzywdzić nas w tak niezasłużony sposób? Przynajmniej mógł pozwolić dziecku żyć.
To znamię jest przyczyną zamętu, w którym się teraz znajduję. Bogini proszę, przynajmniej uratuj dziecko.
Moja wilczyca wydaje głośny, ostrzegawczy warkot i wszyscy się cofają. Widzę strach w ich oczach, ale nie rozumiem dlaczego. Ona już nie skomle za swoim mate. Jej priorytetem jest teraz ochrona szczenięcia i swojej ludzkiej części.
– Jak śmiałeś? – Mocny cios ląduje na twarzy Kaelena, ale on nie oddaje. Jego wzrok pozostaje utkwiony we mnie i po raz pierwszy, odkąd przybył, nie udaje już twardziela.
On płacze.
– Jak śmiałeś odrzucić swoją ciężarną partnerkę dla jakiejś dziwki i pozwolić jej się dotknąć, Kaelen? – Alfa krzyczy wściekle, zadając ciosy synowi, a wokół zapada cisza. Powietrze wypełniają pełne przerażenia westchnienia, a ja uznaję to za sygnał do wyjścia.
Nie mogę zostać i pozwalać, by wszyscy patrzyli na mnie z litością. Albo ze strachem.
Stopniowo ruszam w stronę drzwi, kurczowo trzymając się za obolały brzuch. Czuję, że siły mnie opuszczają, ale wciąż powtarzam sobie, że muszę stąd wyjść, zanim on skrzywdzi mnie bardziej.
– Skarbie, lekarz jest w drodze, usiądź proszę – płacząca Luna robi krok w moją stronę, ale moja wilczyca warczy, szczerząc na nią zęby.
Wszyscy z wahaniem robią nam przejście, na ich twarzach maluje się współczucie i niepokój. Zwłaszcza u kobiet. Nie obchodzi mnie, czy teraz umrę. Straciłam już wszystko, co miało dla mnie znaczenie.
Zostawiam za sobą krwawy ślad, ostrożnie schodząc po schodach, stopień po stopniu.
– Laro proszę, przepraszam – szepcze za mną jego głos, ale nie oglądam się. Muszę ratować moje dziecko.
Kiedy udaje nam się dotrzeć do frontowych drzwi, nie wiem, skąd nagle wzięła się siła, ale moja wilczyca zaczyna biec przez gęsty las.
Jej ruchy są zwinne i szybkie.
Ból i krwawienie nie ustają i jestem niemal pewna, że pomoc nadejdzie zbyt późno. Nikt z wataszy mnie nie ściga. Przy prędkości, z jaką pędzi moja wilczyca, wątpię, by ktokolwiek nas dogonił.
Nigdy nie byłam świadkiem sytuacji, w której mate odrzuca swoją ciężarną samicę. Zwłaszcza wilk alfa.
To coś, co jest potępiane, a poza tym wilki alfa są najbardziej opiekuńcze wobec swoich partnerek.
Pędzący samochód prawie mnie potrąca, ale natychmiast się zatrzymuje, gdy kierowca mnie dostrzega.
Kolana się pode mną uginają, gdy kobieta wysiada z auta i biegnie ku mnie. Nie mam szansy zobaczyć, kim jest, bo wzrok mi się mąci. Świat zaczyna wirować i widzę tylko czerń.
Zanim moje zmysły gasną, od strony, z której przyszłam, dobiega głośne wycie bólu.
Wycie pełne bólu i straty.
Perspektywa trzeciej osoby:
– Znaleźliśmy ją, szefie. Ktoś inny dotarł do niej przed nami. Jedziemy za nimi – jeden z dwóch mężczyzn, którzy obserwowali całą scenę, mówi do telefonu przyciśniętego do ucha.
– Dobrze. Potrzebuję nazwiska i celu ich podróży – żąda jego szorstki głos, po czym wypuszcza westchnienie ulgi.
– Tak jest, szefie – natychmiast się rozłącza, a ich samochód rusza w pogoń za tym, który znajduje się nieco przed nimi. Jadą w nim dwie kobiety.






