– Ty pożądliwy zboczeńcu! – warknąłem w zakłopotaniu, z miejsca oblewając się rumieńcem aż po same uszy.
Mimo to Vraxos nie przestawał całować i lizać mojego podbródka, wydając z gardła gardłowy pomruk rozbawienia, jakby zmuszał się, by nie wybuchnąć śmiechem. Jego błoniasta łapa przeczesywała moje włosy, podczas gdy ja śmiało odwzajemniłem flirty, gryząc go w ucho.
Ostatecznie droczyliśmy się ze






