– Przeklęty, szalony zwierzaku… – płakałam i jęczałam, gdy on z łatwością przechwycił moje nogi, którymi kopałam go w ramiona. Jednocześnie jego ciało wciąż napierało na mnie z góry niczym wzgórze, mocno przytwierdzając mnie do podłoża.
Zachrypnięty głos Vraxosa odezwał się wtedy tuż przy mnie: – Nie ruszaj się, Kaelen, bo nie będę mógł się powstrzymać przed jeszcze gwałtowniejszym wzięciem ciebie






