Elowen
Następnego dnia wcześnie rano do mojego pokoju wtargnął jakiś mężczyzna. Wciąż nie widziałam Alfy Killiana. Nie przyszedł skonsumować małżeństwa, z czego w duchu się cieszyłam. Wciąż byłam w samej bieliźnie, więc owinęłam się prześcieradłem. Mężczyzna nie wydawał się przejęty tym, że wtargnął do mojego pokoju.
— Musisz podpisać te papiery — powiedział, podając mi dokumenty, a ja zastanawiałam się, co to jest.
— Po co? — zapytałam. Moje oczy były opuchnięte, a wzrok nieostry.
— Akt ślubu i twoja umowa — odpowiedział mężczyzna, a ja odebrałam je od niego.
— Dobrze, pozwól, że przeczytam umowę — powiedziałam, ale on potrząsnął głową.
— Nie ma czasu. Prawnik musi je zabrać z powrotem, a ty i Alfa wracacie do jego domu za trzydzieści minut — powiedział mężczyzna, co mnie zdezorientowało.
— Czy nie będę tu mieszkać? — zapytałam go, a on potrząsnął głową. Wiedziałam, że nie udzieli mi żadnej sensownej odpowiedzi, więc podpisałam dokumenty i oddałam mu je. Nie miałam bagażu, więc nie miałam ubrań ani przyborów toaletowych; musiałam sobie jakoś radzić.
Użyłam płynu do płukania ust znajdującego się w toalecie i obmyłam ciało wodą. Przeszukałam szafę w poszukiwaniu spodni i znalazłam za dużą parę, którą założyłam, po czym usiadłam na krześle, czekając na sygnał do wyjścia.
Chciałabym pożegnać się z ojcem, ale wiedziałam, że Alfa Killian mi na to nie pozwoli. Zadzwonię do niego, gdy tylko uda mi się naładować telefon. Miejmy nadzieję, że w osadzie Alfy Killiana będzie zasięg.
Wkrótce ktoś przyszedł i wyprowadził mnie z pokoju. Myślałam, że będę jechać w jednym samochodzie z Alfą Killianem, ale się myliłam. Kazali mi usiąść w oddzielnym aucie i jechaliśmy w konwoju.
Dotarcie do osady watahy Obsydianu zajęło nam dwie godziny. Ludzie wyszli powitać swojego Alfę. Zdawali się kochać go szczerze, a ja zastanawiałam się, jak mogą kochać tak złego człowieka jak Alfa Killian. Wypuszczono mnie z samochodu i wprowadzono do czegoś, co wyglądało na dom watahy.
Osada była piękna, a dom watahy znacznie większy i bardziej wystawny niż ten w mojej watasze. Pokojówka zaprowadziła mnie na górę, by pokazać mi mój pokój. Bałam się, że zabiorą mnie do pokoju Alfy Killiana, ale ku mojemu zaskoczeniu trafiłam do niewielkiego pokoju. Pokój był mały, a meble wyglądały zwyczajnie. Nie było w nim nic szczególnego.
— Ktoś przyniesie twój bagaż — powiedziała mi kobieta, a ja już miałam jej powiedzieć, że nie przyjechałam z bagażem, gdy weszło dwóch mężczyzn z czterema torbami podróżnymi. Wciąż miały metki, więc wiedziałam, że są nowe. Gdy tylko wszyscy wyszli, zaburczało mi w brzuchu — byłam głodna. Nie chciałam wychodzić z pokoju z obawy przed przekroczeniem granic, więc zostałam na miejscu. Po godzinie usłyszałam pukanie do drzwi. Poprosiłam tę osobę o wejście, a ona przyniosła jedzenie. Cieszyłam się, że nie skazano mnie na głód. Jedzenia było dużo, wątpiłam, czy zdołam wszystko zjeść. Zapytałam, czy mogłabym dostać ładowarkę do telefonu, a jedna z osób z obsługi obiecała mi ją przynieść.
Spełniła obietnicę i przyniosła ładowarkę. Naładowałam telefon i zadzwoniłam do ojca.
— Tato, jak się masz? — zapytałam, a on ucieszył się na mój głos.
— Jak on cię traktuje? — zapytał ojciec, a ja odparłam, że jeszcze nie widziałam Alfy.
— Powierzył mi pieczę nad naszą watahą. Mam mu składać raporty i nie podejmować żadnych decyzji bez jego zgody. Chyba zabrał cię ze sobą jako gwarancję — powiedział ojciec, a ja cieszyłam się, że przywrócono mu choć odrobinę godności. Obiecałam, że będę dzwonić często i pożegnaliśmy się.
Cały dzień spędziłam w pokoju. Lumina chciała pobiegać, ale nie znałam terytorium. Nie chciałam zapuścić się na wrogi teren i dać się zabić, więc zostałam w miejscu. Siedziałam w pokoju i tam też zjadłam kolację.
W końcu zdecydowałam się przejrzeć bagaż. Otworzyłam torby i zauważyłam, że są pełne nowych rzeczy. Jedna zawierała przybory toaletowe, kosmetyki i bieliznę. Druga była pełna ubrań codziennych i piżam. Trzecia zawierała stroje na specjalne okazje, a w ostatniej były buty i torebki. Poukładałam je w szafie i rozejrzałam się za jakimś zajęciem, ale nic nie było. Na szczęście w pokoju był telewizor. Rzadko go oglądałam, ale w końcu znalazłam się w sytuacji, w której nie miałam wyjścia. Włączyłam go, by sprawdzić, czy znajdę coś interesującego. Wkrótce zdecydowałam się na teleturniej. Był nudny jak flaki z olejem, ale to była najlepsza opcja, jaką znalazłam. Nie chciałam oglądać filmów romantycznych ani myśleć o miłości, skoro wiedziałam, że moje życie będzie jej pozbawione i nic nie mogłam na to poradzić.
Obejrzałam kilka odcinków programu, zanim zdecydowałam się na komedię. Mimo że była to komedia, skończyło się na tym, że płakałam z powodu wątku romantycznego. Chciałam przestać płakać, ale nie mogłam. Rzeczywistość mojej sytuacji wciąż do mnie docierała. Wkrótce wzięłam prysznic i zasnęłam w jednej z piżam z moich toreb.
Ktoś mnie obudził. Z trudem próbowałam oprzytomnieć. Kiedy w końcu mi się to udało, cofnęłam się odruchowo. To był Alfa Killian, w końcu do mnie przyszedł. Nie chciałam tego. Myślałam, że będzie mnie ignorował do końca życia, ale się myliłam. Nie chciałam, żeby mnie dotykał ani naznaczał.
— Obudź się, Elowen — powiedział swoim głębokim głosem, a ja od razu oprzytomniałam. Nie wiedziałam, co mu powiedzieć, więc tylko się wpatrywałam. Przysunął się bliżej i dotknął moich ud.
— Spotykałaś się z kimś przed tym wszystkim? — zapytał, a ja potrząsnęłam głową. Wyglądał na zaskoczonego, ale starał się to ukryć.
— Dobrze. Nie wolno ci się tu z nikim spotykać ani sypiać. Nie naznaczę cię ani z tobą nie prześpię. Uważam, że to niewielka cena za bezpieczeństwo twojego ojca i twojej starej watahy. Jeśli uciekniesz, zabiję ich. Możemy być małżeństwem, ale nie jesteś moją Luną i nigdy nią nie będziesz. Czy to jasne? — zapytał, a ja spojrzałam na niego.
— Czy mam tak żyć do końca moich dni? Czy w końcu pozwolisz mi odejść? — zapytałam go, a on potrząsnął głową.
— Obawiam się, że nie zamierzam cię wypuścić — powiedział z kamienną twarzą, a ja wpadłam w gniew.
— W takim razie byłoby sprawiedliwie, gdybyś pozwolił mi na romanse i przelotne miłostki — stwierdziłam, a on spojrzał na mnie z mordem w oczach.
— Nie chodzi o to, że dbam o ciebie w tym sensie, ale gdyby moja żona sypiała z kim popadnie, wpłynęłoby to na moją reputację. Naucz się celibatu; to ci pomoże — powiedział.
— A ty żyjesz w celibacie? — zapytałam zirytowana. Wstał i spojrzał na mnie z drwiącym uśmiechem na twarzy.
— Nie przekraczaj granicy, Elowen — powiedział i już miał wychodzić, kiedy szybko go zapytałam.
— Czy mogę biegać i polować ze swoją wilczycą? — zapytałam, a on odwrócił się w moją stronę.
— Śmiało, w obrębie tego terytorium — odparł.
— Kto mnie oprowadzi? — zapytałam, a on uśmiechnął się złowieszczo.
— Nikt — rzucił i wyszedł. Byłam na niego wściekła.
Jak on śmie przychodzić i narzucać mi zasady, których nawet on sam pewnie nie potrafi przestrzegać. Byłam niesamowicie wkurzona. To nie było małżeństwo. Byłam więźniem. Użył ślubu tylko po to, by uspokoić mojego ojca. Spojrzałam na swój pokój i uznałam, że nie będzie mnie dobrze traktował. Postanowiłam, że nie pozwolę, by jego zachowanie mnie dręczyło. Wiedziałam, że nie jestem tu chciana, tak samo jak on. Poszłam spać z nadzieją, że dni i lata szybko miną, a może umrę śmiercią naturalną i uwolnię się od tego drania.






