Elowen
Następnego ranka usłyszałam pukanie do drzwi i pośpiesznie sprawdziłam, kto to. Po otwarciu zobaczyłam szatyna wpatrującego się we mnie. Sądziłam, że to Beta Alfy Killiana, ale niewiele mnie to obchodziło.
– Czego chcesz? – zapytałam krótko i bez zainteresowania.
– Dzień dobry, Elowen. Jestem Beta Mitchell – przedstawił się. Wiedziałam, kim jest, po prostu nie uważałam go za swojego Betę.
– Czego chcesz? – powtórzyłam pytanie, a on uśmiechnął się do mnie. W jego oczach dostrzegłam błysk, który kazał mi sądzić, że to, co ma mi do przekazania, nie jest dobre.
– Alfa kazał mi cię trenować – powiedział, a ja zmarszczyłam brwi.
Dlaczego Alfa kazał mu mnie trenować? Byłam już wyszkoloną wojowniczką; potrafiłam o siebie zadbać. Nie potrzebowałam treningów u Mitchella.
– W jakim celu? – zapytałam.
– Szykuj się. Trening zaczyna się teraz. Spotkajmy się w sali treningowej – odparł i odwrócił się. Musiał upaść na głowę, jeśli myślał, że może tu po prostu przyjść i wydawać mi rozkazy.
– Powiedz swojemu Alfie, żeby sam po mnie przyszedł! – krzyknęłam za nim i zatrzasnęłam drzwi.
Usiadłam na łóżku, wściekła i sfrustrowana. Dlaczego ten facet tak bardzo starał się zaleźć mi za skórę? Dlaczego nie mógł po prostu zostawić mnie w spokoju i udawać, że nie istnieję? Dlaczego nie pozwolił mi po prostu zapomnieć o mojej sytuacji? Siedziałam na łóżku, pełna niepokoju.
– Co ty sobie wyobrażasz? – usłyszałam w głowie natrętny głos Killiana.
– A na co to wygląda? – odparowałam.
– Ubieraj się i natychmiast idź do Mitchella do sali treningowej! – rozkazał, używając swojego głosu alfy, ale byłam biegła w zwalczaniu przymusu.
– Dopóki nie zamierza mnie przelecieć, nie ma mnie czego uczyć – rzuciłam, a on zamilkł.
Skoro nie odpowiedział, uznałam, że wygrałam tę kłótnię. Wzięłam jogurt z tacy śniadaniowej, którą mi podano, i postanowiłam nagrodzić się jego pysznym smakiem.
Nagle ktoś wyważył moje drzwi. Natychmiast przyjęłam postawę obronną na podłodze. Wpatrywałam się w przejście z wyszczerzonymi kłami i wysuniętymi pazurami, warcząc groźnie. Potem zobaczyłam Alfę Killiana i nieco się rozluźniłam.
– Nie wierzę, że rozwaliłeś zamek – powiedziałam, ale w jego oczach płonął gniew, który mnie przeraził. Próbowałam się cofnąć, ale nie miałam już dokąd. Mężczyzna aż kipiał z wściekłości, a ja nie chciałam przebywać z nim w jednym pomieszczeniu.
Alfa Killian złapał mnie i przyparł do ściany, choć starał się nie być brutalny. Byłam przerażona. Patrzyłam na niego z łzami strachu w oczach, a on odpowiadał mi spojrzeniem pełnym furii.
– Jak długo zamierzasz mnie lekceważyć?! – zapytał, a mnie odjęło mowę.
– Kiedy każę ci coś zrobić, masz to zrobić! – dodał, a ja zdołałam wykrzesać z siebie resztki odwagi.
– Nie jestem niewolnicą, której możesz rozkazywać. Choć nienawidzę tego mówić, jestem twoją żoną i powinnam być luną, ale ty postanowiłeś mnie poniżać i degradować do zera. Nie należę do twojego stada, więc nie muszę z nimi trenować – wyrzuciłam z siebie, a on odsunął się z frustracją.
Zaśmiał się i przeczesał palcami włosy.
– Chyba żartujesz, Elowen Vance. Każdy tutaj potrafi się obronić. Każdy prócz ciebie. Nie potrzebuję przy sobie kuli u nogi – powiedział, co doprowadziło mnie do pasji.
– Nie potrzebowałam pomocy nikogo z was, żeby powalić renegata, który zaatakował mnie tamtej nocy – wytknęłam mu.
– Właśnie. Prawie zginęłaś, walcząc z jednym jedynym renegatem – stwierdził, próbując umniejszyć mojemu wyczynowi.
Podeszłam do niego i spojrzałam mu prosto w oczy.
– Gdybyś przeprowadził śledztwo tak, jak powinien to zrobić Alfa, wiedziałbyś, że to nie był zwykły renegat, tylko Alfa, który zdziczał. Po drugie, zaatakował mnie z zaskoczenia, a mimo to przeżyłam. Nie pogrywaj ze mną, Alfo Killianie. Nie jestem ani trochę podobna do mojego ojca – oświadczyłam.
– Ubieraj się i idź na trening – powiedział, tym razem bez użycia autorytetu Alfy.
– Tak jak mówiłam, Alfo, dopóki Mitchell nie zamierza dawać mi lekcji pieprzenia, nie jestem zainteresowana – rzuciłam i usiadłam na skraju łóżka.
Podszedł do mnie, podniósł mnie i wyniósł z pokoju. Wiedziałam, że kopanie i wrzaski nie zmuszą go do postawienia mnie na ziemi, więc rozluźniłam się na jego ramieniu i postanowiłam cieszyć się darmową, choć wyboistą przejażdżką.
Dotarliśmy do hali, gdzie mnie postawił. Było tam mnóstwo ludzi.
– Elowen Vance uważa, że ma zbyt wielkie umiejętności, by trenować z nami! – ogłosił wszystkim, a ja poczułam ukłucie wstydu. Spojrzałam na niego z poczuciem zdrady. Nasza rozmowa powinna zostać między nami, a on zrobił z niej publiczne widowisko.
– Jak myślicie, co powinniśmy zrobić z tym dumnym wilkiem? – zapytał, ale nikt się nie odezwał.
– Bardzo dobrze. Alaric i Soren – wywołał imiona, a dwaj groźnie wyglądający mężczyźni wystąpili naprzód.
– Przemieńcie się i dajcie temu wilkowi nauczkę – rozkazał i odsunął się, by obserwować. Lumina wpadła w szał, gotowa do zabijania. Moje pazury wysunęły się, kły wydłużyły, i zaczęłam na nich warczeć. Byłam wściekła na Alfę Killiana, że mi to zrobił. Chciał mnie upokorzyć. Nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji.
– Nie okazujcie litości! – usłyszałam jego polecenie. Część członków stada wyglądała na zaniepokojonych, niektórzy aż westchnęli na te słowa. Przygotowałam się psychicznie. Ja i Lumina byłyśmy tu intruzami; musiałyśmy walczyć jak outsiderzy. Wystawienie przeciwko nam dwóch silnych wilków oznaczało, że Killian chciał wygrać ten spór za wszelką cenę. Nie zamierzałam mu na to pozwolić. Byłam zraniona i zamierzałam wyładować swój gniew na tych nieszczęśnikach. Skoro kazał im nie mieć litości, ja zamierzałam odpłacić im tym samym.
Lumina zawarczała na nich, a oni odwarknęli. Jeden stał po mojej lewej, drugi po prawej. Ich oczy przybrały żółtą barwę, co oznaczało, że ich wilki przejęły kontrolę. Zawarknęli, przemienili się i z rozwartymi szczękami oraz wysuniętymi łapami skoczyli na mnie.






