Elowen
Po śniadaniu poszłam pobiegać. Weszłam do lasu i przemieniłam się w Luminę. Byłam białym wilkiem, co jest rzadkim umaszczeniem, ale kochałam kolor naszego futra. Członkowie watahy zawsze go chwalili i byłam z niego dumna. Szkoda, że nie będę mogła pochwalić się moją piękną wilczycą w tej watasze. Zauważyłam, że członkowie mnie ignorują i trzymają się z daleka. Było oczywiste, że mój drogi mąż polecił im mnie unikać. Moje dwudzieste urodziny zbliżały się wielkimi krokami, a ja wcale nie wyczekiwałam ich świętowania. Moje życie i tak już się skończyło. Nie było sensu marnować czasu na świętowanie życia, którego już nie miałam.
Do domu wróciłam dopiero późno w nocy. Niedługo po tym, jak wyszłam spod prysznica, do mojego pokoju wszedł Alfa Killian, kipiąc ze złości.
— Gdzie byłaś? — krzyknął, a ja poczułam się lekko zdezorientowana.
— Poszłam pobiegać — odpowiedziałam pewnie.
— Chcesz, żebym uwierzył, że po prostu poszłaś pobiegać? — zapytał, a ja skinęłam głową.
— A co innego mogłam robić? Jestem nowa w tych stronach, więc postanowiłam się rozejrzeć — powiedziałam mu, a jego wzrok nie złagodniał.
— I nie pomyślałaś, żeby spróbować mnie o tym poinformować przez więź mentalną? — zapytał.
— Nie sądziłam, że aż tak bardzo się liczę. Wyłożyłeś kawę na ławę. Jeśli ucieknę, zabijesz wszystkich. To wystarczająca motywacja, bym nie uciekała — odparłam, a on podszedł blisko mnie.
Nigdy nie stał tak blisko. Mężczyzna górował nade mną. Miałam metr sześćdziesiąt pięć wzrostu, a on prawie dwa metry. Był wysoki i onieśmielający. Serce zaczęło mi walić w piersi. To nie był strach; to było coś innego, czułam to jak adrenalinę. Próbowałam wytrzymać jego wzrok, patrząc mu prosto w oczy.
— Poza osadą krążą niebezpieczne wilki — powiedział, a ja się uśmiechnęłam.
— Potrafię o siebie zadbać, Alfo. Nie jestem tak słaba, na jaką wyglądam — zapewniłam go, a on posłał mi złowieszczy uśmiech.
— Jeśli dasz się zabić, wytępię twoją watahę — zagroził, co było zupełnie niesprawiedliwe.
— A co, jeśli zginę w wypadku? — zapytałam, chcąc poznać stopień jego szaleństwa. Nie odpowiedział mi, zamiast tego wyszedł z pokoju i trzasnął drzwiami. Łomotanie w mojej piersi nie ustawało i nie wiedziałam, kiedy przestanie. Postanowiłam dotknąć się, żeby się uspokoić i przynieść sobie ulgę. Może to pomoże.
Usiadłam na łóżku i rozłożyłam nogi. Wkładając dłoń w majtki, dotknęłam swojej łechtaczki, wyobrażając sobie idealnego mężczyznę i próbując uciec w myślach od rzeczywistości. Kiedy zaczęłam pracować nad łechtaczką, pocierając ją palcami, przed oczami mignął mi obraz Alfy Killiana. Czułam się okropnie, fantazjując o nim, ale nie mogłam nic na to poradzić. Potrzebowałam rozładowania napięcia. Więc w myślach zmieniłam mu kolor włosów na rude i udawałam, że ma brata bliźniaka, który mi się podoba. Jęczałam i płakałam z rozkoszy, aż w końcu doszłam. Poszłam dalej, pieszcząc się palcem w środku, by uspokoić pulsującą cipkę, i wkrótce się rozluźniłam.
Gdy tylko skończyłam, było mi wstyd. Nie mogłam pozwolić sobie na odczuwanie pociągu do tego człowieka. Był podły. Postanowiłam, że obejrzę kilka filmów, by może znaleźć nową twarz dla swoich fantazji. Przy obecnym obrocie spraw, wydawało się to jedynym sposobem na zaznanie przyjemności przez resztę mojego nędznego życia. Równie dobrze mogłam wykazać się kreatywnością.
Kolejny dzień minął spokojnie. Postanowiłam zostać na zewnątrz nieco dłużej niż poprzedniego dnia, tylko po to, by zobaczyć reakcję Alfy Killiana. Nie chodziło o to, że go lubiłam, ale potrzebowałam kontaktu z kimkolwiek, by zachować zdrowe zmysły. Żaden z członków watahy nie utrzymywał ze mną relacji, więc drażnienie go było jedynym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. Wróciłam i poszłam pod prysznic, ale on nigdy nie przyszedł mnie ostrzec. Uznałam, że powiedział wszystko, co miał do powiedzenia poprzedniej nocy, więc poszłam spać. Obiecałam sobie, że następnego dnia znajdę jakieś produktywne zajęcie.
Kiedy nastał kolejny dzień, zjadłam śniadanie i postanowiłam chwilę odpocząć przed wyjściem. Gdy byłam gotowa do drogi, okazało się, że moje drzwi są zamknięte. Waliłam w nie mocno, ale nikt nie odpowiadał. Zaczęłam panikować. Nie mogłam wyważyć drzwi, bo nie chciałam niszczyć jego mienia. Narażenie się Alfie Killianowi mogło nieść za sobą konsekwencje, więc czułam narastającą frustrację. Nienawidziłam i bałam się zamkniętych drzwi. Podczas gdy waliłam w drzwi, usłyszałam w głowie głos Alfy Killiana.
— Dzień dobry, droga żono. To kara za sprzeciwienie mi się i powrót do domu bardzo późno w nocy — powiedział i przerwał połączenie. Byłam wściekła. Nienawidziłam go. Jak mógł być tak bezduszny? Wychodzenie na zewnątrz było moją jedyną rozrywką w tym piekle, które nazywał domem, a on próbował mnie ukarać w ten sposób.
Chodziłam po pokoju tam i z powrotem. Próbowałam połączyć się z nim mentalnie kilka razy, by pomóc mu zrozumieć, że ja i Lumina musimy pobiegać na wolności, ale on odmawiał dopuszczenia mnie do głosu. Byłam naprawdę wściekła. Postanowiłam więc poczekać na lunch. Zamierzałam uciec, gdy omegi przyniosą mi posiłek. I tak byłam już więźniem. Odmawiałam zamknięcia w fizycznym więzieniu.
Udawałam, że się uspokoiłam i przestałam walczyć. Nie zmieniłam jednak ubrania, ale zdjęłam buty. Lunch przyniesiono około trzeciej po południu. Zanim omega zorientowała się, co planuję, wypadłam za drzwi i boso pobiegłam do lasu. Biegłam, aż dotarłam do jeziora, które wypatrzyłam poprzedniego dnia. Zdjęłam ubranie i postanowiłam popływać. Nie było mowy, bym pozwoliła temu dupkowi nade mną panować.
Wyszłam z jeziora, poczekałam, aż skóra wyschnie i założyłam ubranie. Potem postanowiłam się trochę przejść i nacieszyć widokami. Podczas spaceru usłyszałam warczenie w lesie. Nie wiedząc, co to jest, byłam w pełnej gotowości. Lumina poczuła niebezpieczeństwo i przemieniłyśmy się. Zaczęłam biec, ale nie byłam wystarczająco szybka. Ogromny wilk zwalił mnie z nóg, a ja usłyszałam chrupnięcie, gdy uderzyłam w jedno z drzew. Nie było czasu na płacz. Musiałam się bronić. Wstałam i stanęłam z nim twarzą w twarz. To był samiec Alfa-włóczęga i polował na mnie.
Skoczyłam na niego i zaczęliśmy walczyć, drapiąc się i gryząc. Byłam wyszkoloną wojowniczką i niemal tak potężną jak wilki z linii alf, więc byłam pewna, że zdołam go pokonać. Po wielu ugryzieniach i pchnięciach zyskałam przewagę i wgryzłam się w jego gardło; jego krew płynęła, aż usłyszałam ostatni skowyt. Gdy tylko upewniłam się, że padł martwy, zaczęłam kuleć w stronę domu. Lumina była ranna i straciłyśmy mnóstwo krwi. Wzrok mi się rozmazał, ale parłam naprzód. Gdy tylko zbliżyłyśmy się do domu watahy, straciłam przytomność.






