— Nie miałabym nic przeciwko sparingowi z tobą, Alfo, ale obawiam się, że mogłabym nie wyjść z tego żywa — odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
Dobrze było wiedzieć, że wciąż ze mną rozmawia, nawet jeśli to tylko adrenalina po spuszczeniu komuś łomotu wprawiła go w dobry nastrój.
— Słyszałem, że ostatnio dużo trenujesz… sprawdźmy to.
To był rozkaz.
Taki, któremu nie mogłam się sprzeciwić.
— Nie zgiń — mruknął kpiąco Xavian, krzyżując ramiona i kładąc dłoń pod brodą, jakby zamierzał cieszyć się widowiskiem.
Wyszłam na środek i spojrzałam na mojego Alfę; w jego oczach czaiło się rozbawienie. Wiedział, że nie wytrzymam nawet kilku minut… Dwaj mężczyźni rzuceni wcześniej na ziemię wstali, gdy król odprawił ich skinieniem głowy.
— Nie jestem pewien, czy jesteś lekkomyślna, czy odważna — stwierdził król, biorąc ręcznik i wycierając twarz pokrytą warstwą potu.
— Po trochu jedno i drugie? — zasugerowałam, gdy odwrócił się do mnie.
Na jego twarzy pojawił się drapieżny uśmiech. Uniósł pięść i bez ostrzeżenia rzucił się na mnie. Moje oczy rozszerzyły się, zrobiłam unik w lewo w momencie, gdy jego pięść uderzyła w ziemię, tworząc pęknięcie. Odwrócił się i wyprowadził kolejny cios, używając całej swojej brutalnej siły. Oczywiście, w starciu siłowym nie miałabym szans.
Czy bronienie się przed królem lub atakowanie go było brakiem szacunku?
Ciągle unikałam ciosów, aż król warknął.
— Nie uciekaj! Atakuj! Już i tak jesteś obciążeniem dla stada, skoro nie masz wilka. Ale to żadna wymówka! Jestem pewien, że Gideon czegoś cię nauczył! — Nagły gniew i irytacja w jego głosie na wspomnienie straty najbliższego powiernika były surowe i wyraźne, co przeszyło mnie bólem. — Nie przynoś wstydu ich imionom. Pokaż mi, na co cię stać, czy może ryzykuję życie córki, zostawiając cię jako jej strażniczkę?! — wrzasnął.
Oczywiście, że mnie nauczył… nigdy nie pozwoliłabym, by imię mojego ojca zostało splamione…
Wiedziałam, że on też mnie obwinia. Wszyscy obwiniali mnie o śmierć moich rodziców. Czasami przysięgam, zapominają, że stracili szanowanego Betę. Ale ja straciłam matkę i ojca!
Widziałam to w jego oczach, nawet jeśli nigdy nie wypowiedział tego na głos… Czy ty nie rozumiesz, Alfo, że ja też cierpię… Rozpadam się w środku, a wy wszyscy jesteście tak pochłonięci własną stratą, że zapominacie, iż to byli moi rodzice. Moi. Zamiast tego muszę znosić złośliwe komentarze i oceniające spojrzenia.
Od śmierci rodziców skupiałam się na cięższej pracy i przesuwaniu granic swoich możliwości. Miałam siedemnaście lat, ale wciąż nie przeszłam przemiany. Wilkołaki zazwyczaj zmieniały się w dowolnym wieku po trzynastym roku życia. Najpóźniejszą odnotowaną przemianę stwierdzono u dziewiętnastolatka. Jednak dla większości wilków średni wiek to czternaście do szesnastu lat. Celestia zmieniła się w wieku piętnastu lat, a ja miałam siedemnaście, prawie osiemnaście, i nie było żadnego znaku nadchodzącej przemiany.
Wiedziałam, że oczekiwania dotyczące mojej przemiany i udowodnienia swojej wartości, by przejąć pozycję Bety, tylko wzrosły po śmierci rodziców, ale nie mogłam nic zrobić, by to przyspieszyć. Musiałam po prostu czekać na swój czas i przemianę.
Ogarnęła mnie fala gniewu i smutku, ale nie dałam tego po sobie poznać. Narastała we mnie potrzeba uwolnienia tej stłumionej irytacji i udręki. Jeśli król miał siłę, ja miałam szybkość.
Tym razem, gdy rzucił się na mnie z uniesioną pięścią, nie zrobiłam uniku. Zablokowałam cios przedramionami, zaciskając zęby, gdy poczułam, że coś pęka. Wykręciłam się, chwytając potężne przedramiona króla i z całą siłą, na jaką było mnie stać, kopnęłam go prosto w brzuch. Mam nadzieję, że zdał sobie sprawę, iż mogłam uderzyć kolanem tam, gdzie słońce nie dochodzi, ale uznałam, że to nie byłoby zbyt pełne szacunku.
Zatoczył się lekko, a ja zerknęłam na Xaviana. Na jego zazwyczaj aroganckiej, beznamiętnej twarzy mignęło zaskoczenie.
— Hm… Talent jest, ale siły brak — mruknął król, odwracając się, co było jasnym sygnałem, że skończyliśmy.
Moje ramiona paliły żywym ogniem, ale wiedziałam, że się zagoją. Spojrzałam w dół, zauważając, że moje prawe ramię jest pod dziwnym kątem, ale nie zamierzałam nastawiać go na miejscu przy królu.
Nie odpowiedziałam, jedynie pochyliłam głowę w geście uległości. Wiedziałam, co miał na myśli… fakt, że się nie przemieniłam i nie zyskałam pełni sił…
Wziął butelkę wody, wypił ją kilkoma łykami i oparł się o filar, patrząc na mnie i Xaviana. Czułam na sobie palący wzrok Xaviana, ale odmawiałam spojrzenia mu w oczy.
— Wiecie, dlaczego jesteśmy nieustannie atakowani? — zapytał.
— Każdy chce kawałek potęgi, którą dzierży Król Alfa, a być może wierzy w legendę, że ten, kto podbije Aethelgard, ostatecznie posiądzie moc władania trzynastoma królestwami i siedmioma morzami — odpowiedział Xavian.
Ta stara ludowa opowieść? Wiedziałam, że ludzie w to wierzą, ale nie sądziłam, że Xavian bierze na poważnie bajki dla dzieci.
Król przytaknął z uśmieszkiem.
— Cóż, to totalna bzdura, ale każdy mit i legenda skądś się biorą. — Jego uśmiech zniknął, a on spojrzał w niebo. — Ufam wam obojgu. Xavianie, jesteś tu z nami dopiero od dwóch lat, ale udowodniłeś, że jesteś lojalnym wojownikiem i szanowanym członkiem tego stada. Powierzyłem ci mój najdroższy skarb i wiem, że będziesz go chronił za wszelką cenę. Dotrzymasz przysięgi, którą złożyłeś, dołączając do nas.
Zerknęłam na Xaviana, który po prostu obojętnie obserwował króla. Obaj mężczyźni byli dumni i potężni. Czułam się tu jak niepotrzebny dodatek. Dlaczego chciał rozmawiać też ze mną?
— Ocaliła mi życie. To dług, o którym nigdy nie zapomnę — odpowiedział Xavian.
Król skinął głową.
— Elowen, jesteś… córką mojego najbliższego przyjaciela i powiernika, a także najlepszą przyjaciółką Celestii. Wiem, że jesteś dla niej całym światem i mimo wszystko, chronisz ją. Jest coś, czym muszę się z wami podzielić… — Jego wzrok omiótł okolicę, upewniając się, że jesteśmy sami.
Dlaczego miałam wrażenie, że to, co chce nam powiedzieć, jest niezwykle ważne?
— Mit, o którym wspominasz, Xavianie, tak zwany skarb podarowany środkowemu królestwu; Serce Kaelonu, naszego świata… To nie jest księga ani magiczny kryształ, to coś zupełnie innego… i to jest powód, dla którego nikt go nigdy nie odnalazł. Mówi się, że ujawnia się co kilka stuleci…
Zmarszczyłam brwi, zaczynając układać elementy układanki. Wspomniał o Celestii… Czy była z tym jakoś powiązana?
— Chcesz powiedzieć… — mruknął Xavian, ale z jego tonu wywnioskowałam, że już zrozumiał.
— Tak. Moja córka jest Sercem, skarbem, którego szuka każde królestwo.
Oczy Xaviana rozbłysły jasnym złotem, ale tylko na ułamek sekundy, po czym spochmurniał.
— To ma sens… Skarb objawiający się co pięć wieków… ponieważ rodzi się na nowo — rozważał Xavian, a na jego twarzy malowało się zrozumienie.
Król przytaknął.
— Tak, w ciele samicy Alfy. Rzecz jednak w tym, że Celestia nie wykazuje żadnych oznak odblokowania tej mocy. Zagrożenie narasta ze wszystkich stron. Nie możemy zwlekać.
Cóż, wiedziałam, jak to jest, gdy czegoś się od ciebie oczekuje, a ty… nie możesz nic z tym zrobić.
— A co, jeśli to nie ona posiada tę zdolność? Sam powiedziałeś, raz na kilka stuleci, może to nie Celestia — rozumowałam, starając się nie chwytać za złamane ramię.
— Ona jest Sercem Kaelonu. Przed jej narodzinami objawiono proroctwo. Moja córka posiada serce naszego świata, moce, których szukają wszyscy na planecie, i chcę, żebyś ty, Xavianie, trenował ją, przesuwał granice jej wytrzymałości, aż odblokuje te moce fartem lub siłą.
Jego zimne, szare oczy spotkały się z bursztynowymi oczami Xaviana. Porozumienie zostało zawarte bez ani jednego słowa.
Król odprawił nas wkrótce potem. Gdy szliśmy korytarzem w milczeniu, nie wiedziałam, co o tym myśleć. Coś wielkiego musiało niepokoić króla, skoro faktycznie rozważał zmuszanie Celestii do przekraczania granic. Wiedziałam, że wybrał Xaviana, bo wszyscy wiedzieli, że on przestrzega zasad, nie zważając na konsekwencje.
— Myślisz, że będziesz w stanie jej to zrobić? — zapytałam, wiedząc dokładnie, co oznacza „przesuwanie granic wytrzymałości”.
Sama robiłam to sobie codziennie. Czasami po treningu nie byłam w stanie się ruszyć, a zdarzało się, że traciłam przytomność.
— Dlaczego nie?
— Ocaliła ci życie, a ty chcesz ją złamać? — zapytałam. Tyle że to było kłamstwo. To nie ona go ocaliła, tylko ja. Nie żeby on miał się kiedykolwiek dowiedzieć. Zatrzymując się przed drzwiami do sypialni, czekałam na jego odpowiedź.
Jego płonące oczy spotkały moje, odwrócił się, sprawiając, że moje serce załomotało pod wpływem tego intensywnego spojrzenia.
— Jeśli to dla jej dobra, to tak, złamię ją z ochotą. — Lekki uśmieszek błąkał się na jego wargach, gdy przechylił głowę. — Co jest, Mała Syreno, zazdrosna?
— Proszę cię, zazdrosna o co? O to, że spuścisz mi łomot? — warknęłam, gdy nagle złapał mnie za ramię i jednym ruchem nastawił kość, sprawiając, że jęknęłam z powodu przeszywającego bólu, który strzelił przez ramię aż do szyi, wyciskając mi łzy z oczu.
— Nie. — Podszedł bliżej, a ja cofnęłam się o krok; jego groźne spojrzenie sprawiło, że przełknęłam ślinę. Moimi plecami uderzyłam o drzwi, a on oparł dłonie po obu stronach mojej głowy i pochylił się. Ciepło jego ciała wtargnęło w moją przestrzeń osobistą, jego pierś otarła się o moją. Poczułam jego ciepły oddech na uchu, gdy wyszeptał słowa, które wywołały we mnie falę dreszczy.
— Że to ja cię złamię.
Odunął się, a moja twarz zapłonęła, by po chwili serce mi zamarło przy jego kolejnych słowach. — Zaproponowałbym, że i ciebie złamię, ale nie zajmuję się przypadkami charytatywnymi. Teraz twój ojciec już tu nie mieszka. Tylko tym teraz jesteś. Nie masz już tatusia, za którym mogłabyś się schować. — Jego słowa zabolały mocniej niż kogokolwiek innego. On był ostatnią osobą, po której spodziewałabym się usłyszeć takie słowa i nienawiść. Przecież tam był. Xavian widział, co się stało, i powstrzymał mnie przed próbą ratowania ich.
— A teraz idź do łóżka i postaraj się nie pakować w kłopoty — warknął, odchodząc korytarzem bez choćby jednego spojrzenia za siebie.






