ELOWEN
Wydarzenia ostatniej nocy wciąż były świeże w mojej pamięci, podobnie jak pożegnalne słowa Alfy Varicka i Xaviana. Nie zdołałam mu nawet podziękować za pomoc w nastawieniu ramienia, choć po tym, co mi powiedział, na żadne podziękowania nie zasługiwał. Te słowa dręczyły mnie przez całą noc. Moje ramię… mogłam to zrobić sama, ale jest o wiele łatwiej, gdy to nie ty musisz trzaskać własnymi kośćmi. Jeszcze się nie przemieniłam, więc nie goiłam się tak szybko jak ci, którzy mieli to już za sobą.
Obudziłam się z echem słów Xaviana w głowie i pulsującym pragnieniem między nogami, które domagało się dotyku tylko jednego mężczyzny, a jednocześnie z gwałtowną potrzebą uderzenia go w tę przystojną twarz za to, że był takim dupkiem. To beznadziejne uczucie — pożądać kogoś i nienawidzić go jednocześnie. Choć byłam pewna, że znalazłabym mężczyznę, który nasyciłby ten głód, nie chciałam byle kogo.
Przebrałam się i wyszłam na jedno z mniejszych, rzadziej używanych pól treningowych. Nikt zazwyczaj nie zapuszczał się tak daleko, a skoro stado w pewien sposób mnie odtrąciło, czułam się bardziej komfortowo, trenując tu sama.
Przez całą noc mocno padało i wciąż nie przestawało. Ziemia pod moimi stopami była błotnista, a moje buty całkowicie nią uwalane. Mlaskały przy każdym ruchu, gdy raz po raz uderzałam pięściami w drzewo, dając upust swojej frustracji.
Miałam na sobie tank top, skórzaną kurtkę i spodnie; włosy miałam rozpuszczone i byłam kompletnie przemoczona, mimo że gałęzie nade mną częściowo chroniły mnie przed deszczem. Nie przeszkadzało mi to. W zasięgu wzroku nie było żywej duszy, co przyjęłam z ulgą. Domyślałam się, że stali bywalcy trenują w halach i na krytych kortach.
Uderzyłam w drzewo ponownie, a słowa Alfy dźwięczały mi w uszach.
„Talent, ale brak siły”.
Ton jego głosu dawał jasno do zrozumienia, że jestem po prostu porażką…
Uderzyłam mocniej, gapiąc się na krew znaczącą korę. Mimo bandażów, którymi owinęłam dłonie, i tak porobiły mi się siniaki. Niegdyś biała owijka była teraz brudna od ziemi, wody i krwi.
Bezużyteczna.
Porażka…
Przynosiłam wstyd nazwisku Delacroix… Miałam być dziedzictwem mojego ojca… Kimś, kogo z dumą nazywałby córką, przyszłą Betą, ale bez mojego wilka ten tytuł raczej nie będzie należał do mnie.
Minęły dwa miesiące i wiedziałam, że reszta wysoko postawionych wilków chce, by król wybrał nowego Betę… Bez wątpienia wilki Gamma i Delta miały oko na to stanowisko. Stanowisko, które słusznie należało do rodu Delacroix. Słusznie należało do mnie!
Poczułam aż nazbyt znajome pieczenie w oczach, kontynuując okładanie drzewa. Moje sapnięcia i jęki bólu oraz wysiłku wtapiały się w szum ulewy. Pogoda idealnie pasowała do mojego nastroju.
Nie przestawałam, nie skupiając się już na niczym innym niż ból w całym ciele. Wiedziałam, że po tym wszystkim wyląduję w łóżku na cały dzień.
Potknęłam się, nogi poślizgnęły się w błocie. Upadłam do przodu, zapierając się dłońmi o drzewo, podczas gdy kolana uderzyły o ziemię.
— Myślę, że to najlepsza pozycja dla ciebie — dobiegł zza moich pleców wyniosły głos.
Przez chwilę błysnęła we mnie irytacja, gdy wstałam i odwróciłam się, by spojrzeć na dwóch młodych mężczyzn, którzy tam stali. Nikolas i Kydos. Wojownicy tej samej rangi co Xavian, ale w przeciwieństwie do niego, obaj byli w moich oczach śmieciami.
To Nikolas się odezwał. Z tymi ciemnymi włosami i niebieskimi oczami ktoś mógłby pomyśleć, że jest przystojny, ale jego osobowość była daleka od ideału.
— Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek pytał cię o zdanie, jaka pozycja jest dla mnie najlepsza — odpowiedziałam, udając niewzruszoną, gdy odwijałam bandaż z prawej dłoni. Liczba drzazg w moich dłoniach była znacznie większa, niż sądziłam.
— Obdarzona kształtami, piękna i bez wilka; myślę, że mamy tu Omegę… a do czego one się nadają, Kydosie? — zauważył Nikolas z uśmieszkiem na twarzy.
Gniew zapłonął we mnie na tę obelgę; nie byłam żadną Omegą!
— Do rżnięcia — dodał arogancko Kydos, a jego brązowe oczy lśniły pożądaniem.
— Dokładnie — odparł Nikolas z rozbawieniem w głosie.
— Powiedz to jeszcze raz, a pokażę ci, do czego będziesz zdolny, a do czego nie, kiedy z tobą skończę — syknęłam, zaciskając pięści.
— Ach… widzę, że masz całkiem niewyparzony język. Może moglibyśmy go lepiej wykorzystać. — Kydos wystąpił naprzód; jego jasne włosy do ramion były spięte w kucyk, odsłaniając bliznę biegnącą wzdłuż szczęki.
Jeśli dalej będzie się tak zachowywał, chętnie dołożę mu kolejną do kolekcji.
Parsknęłam, patrząc na nich z obrzydzeniem. W promieniu wielu kilometrów nie było nikogo, a w stanie wyczerpania, w jakim się znajdowała, nie chciałam zostać z tą dwójką sam na sam…
— Może zróbmy właśnie to? Sam widok sprawia, że mam ochotę zanurzyć się w tej małej dziwce.
— Dotknij mnie, Nikolasie, a przysięgam na Boginię, że osobiście cię wykastruję.
— Chyba zapominasz, że nie masz już żadnej rangi; nie wiesz, co mówią na dworze? Xavian może przejąć tytuł Bety… a gdy to zrobi, ty z automatu zostaniesz Omegą. Ale graj w odpowiedniej drużynie, a może sprawimy, że to doświadczenie będzie dla ciebie bardzo przyjemne…
Jego słowa mną wstrząsnęły, choć nie chciałam tego przyznać. Czy to prawda? Xavian może zostać Betą?
Nikolas ruszył w moją stronę, sprawiając, że serce podeszło mi do gardła. Jego oczy były drapieżne, jak u zwierzęcia, którym był. Nieoznaczone kobiety były tylko celami dla mężczyzn takich jak oni, a ta bez wilka była idealną zabawką.
— Nazywam się Elowen Delacroix i dopóki sam król nie pozbawi mnie rangi, wciąż jestem kandydatką na Betę — ostrzegłam, choć mój głos brzmiał bez tchu i drżał nawet w moich własnych uszach.
— I to piękne imię dla kwiatuszka, którym jesteś. Król może odebrać ci tytuł, ale pozwól, że ja odbiorę ci nieco więcej. — zauważył Nikolas, a jego oczy pociemniały z głodu, gdy wzrok padł na mój przód. Zdałam sobie sprawę, że koszulka lepi się do mnie, będąc niemal całkowicie przezroczystą przez deszcz. W mgnieniu oka chwycił mnie za ramię, obrócił i brutalnie ściągnął ze mnie kurtkę.
Usłyszałam sadystyczny śmiech Kydosa i poczułam ich wzrok na sobie. Ręka Nikolasa powędrowała do przodu, chwytając moją lewą pierś.
— Nie dotykaj mnie! — syknęłam, odrywając jego dłoń od mojego ciała, odwracając się gwałtownie w ich stronę i wyrywając się z uścisku, ale on tylko złapał mnie za rękę i bolesne ją ścisnął. Skrzywiłam się, czując, jak coś pęka, i wydałam z siebie okrzyk bólu.
Musiałam stąd uciekać. Natychmiast.
Pchnął mnie na drzewo, a postrzępione krawędzie drzazg, które sama wyrąbałam w pniu, wbiły mi się w plecy. Czułam, jak zagłębiają się w moje ciało, sprawiając, że oczy zaszły mi łzami z bólu.
Podniosłam ręce, próbując go odepchnąć obiema dłońmi, ale był ścianą mięśni, która nie drgnęła ani o milimetr, bez względu na moje wysiłki. Byłam słaba jak szczenię, a on był pełnoprawnym wilkołakiem.
Mój wzrok powędrował do Kydosa, który stał obok i przyglądał się wszystkiemu z uśmieszkiem na twarzy. Choć chciałam błagać go o pomoc, wiedziałam, że on tylko czeka na swoją kolej… Sama ta myśl napawała mnie obrzydzeniem…
— Puść mnie, Nikolasie — warknęłam zimno.
On tylko wyszczerzył zęby w odpowiedzi i zamiast tego podszedł jeszcze bliżej. Sięgając w dół, siłą rozstawił mi nogi. Pchnęłam go mocno, ale ani drgnął.
— Zapłacisz mi za to, Nikolasie! — syknęłam.
— Doprawdy?
Prawdopodobnie nie… był szanowanym synem jednej z najwyżej postawionych rodzin. Nie, on nie zapłaci, bo nie miałam już ojca, który mógłby mnie chronić.
W tej chwili byłam nikim, i choć nikt tego nie mówił głośno, wiedziałam o tym doskonale.
Naparł na mnie, przygważdżając moje ramiona do boków, gdy wcisnął się między moje nogi. Poczułam mdłości, czując jego twardy członek napierający na mnie.
Ogromna wściekłość zapłonęła we mnie niczym nadciągająca burza, gdy szarpałam się w jego uścisku. Czy on naprawdę czerpał z tego przyjemność?
Jeśli kiedykolwiek był czas na przemianę, to właśnie teraz. Używałam całej swojej woli i siły, by z nim walczyć, ale byłam wycieńczona. Czułam się bezradna… bezużyteczna. Mimo że tak ciężko pracowałam i trenowałam, wciąż byłam od nich słabsza.
— Uspokój się, ślicznotko. Wykorzystajmy to ciało jak należy — wychrypiał, sprawiając, że spojrzałam na niego z odrazą.
— Puść mnie! — syknęłam, próbując go kopnąć, ale on miał moje nogi zaciśnięte między swoimi, całkowicie mnie unieruchamiając.
Pochylił się, jedną ręką ściskając moją szyję, gdy siłą przycisnął moją głowę do pnia drzewa. Jego wzrok spoczął na moich ustach, które oblizał z głodem.
Gest, który na czyjejś innej twarzy mógłby wyglądać pociągająco, na twarzy Nikolasa był obrzydliwy.
Używając wszystkich sił, spróbowałam ponownie i pchnęłam go, sprawiając, że na moment poluzował uścisk.
Musiałam uciekać!
Wykorzystując szansę, rzuciłam się w bok, gotowa do biegu, gdy czyjaś dłoń wplątała się w moje włosy i szarpnęła mnie do tyłu.
— A więc chce to załatwić, kurwa, w ten trudniejszy sposób — splunął Nikolas.
Coś uderzyło mnie w tył głowy i usłyszałam, jak Kydos coś mruczy, gdy upadłam na kolana. Rzucił na ziemię to, czym mnie zdzielił.
— Już po niej — dobiegł głos Nikolasa, zanim zostałam pchnięta w błoto.
Wzrok miałam nieco zamglony, gdy zdzierano ze mnie top, zostawiając mnie tylko w staniku. Nikolas wspiął się na mnie, przygważdżając moje uda kolanem, gdy rozpinał spodnie.
— Alfa ci tego nie wybaczy! — krzyknęłam.
Parsknął.
— Gówno go to obejdzie… nawet nie jesteś z własnej krwi Bety Gideona… Myślę, że miałeś rację Kydosie, pewnie urodziła ją jakaś dziwka Omega.
Jego słowa uderzyły mnie mocno, serce waliło mi ze strachu.
O czym oni mówili? Co miał na myśli?
— Pokażę ci dokładnie, na co zasługuje ktoś taki jak ty… — sięgnął w dół, gotów rozpiąć moje spodnie, ale zmusiłam się do podniesienia.
Pytania zadam później. Musiałam stąd uciekać!
Bez względu na to, jak przerażona i bezradna się czułam, nie mogłam do tego dopuścić. Moje ciało krzyczało w odpowiedzi. Podciągnęłam kolano i kopnęłam Nikolasa w nogę, sprawiając, że przewrócił się na błotnistą ziemię.
Zerwałam się na nogi i wpadłam na Kydosa. Zatoczył się, a ja rzuciłam się do ucieczki. Musiałam biec daleko i szybko, zanim mnie zgwałcą.
— Łap ją! — warknął Nikolas do Kydosa.
Biegłam na oślep; błoto mnie spowalniało, stopy zapadały się w grunt. Obaj mnie doganiali, ale na szczęście, będąc cięższymi, im również trudno było utrzymać tempo, bo zapadali się głębiej w rozmokłą ziemię.
— Nie rób czegoś, czego będziesz żałować, ty suko! — warknął Nikolas dokładnie w momencie, gdy się potknęłam, upadając twarzą w błoto.
— To samo powiedziałbym tobie, Nikolasie.
Głowa mi odskoczyła, gdy para rąk chwyciła mnie za łokcie, podnosząc z ziemi. Mokre pasma miedzianobrązowych włosów opadły mu na czoło, krople deszczu spływały po jego idealnych rysach, a ja przyłapałam się na tym, że wpatruję się w parę uwodzicielskich, a zarazem niebezpiecznych bursztynowych oczu.
— Xavian… — Xavian wystąpił groźnie do przodu, a dwaj mężczyźni uśmiechnęli się drwiąco, gdy szarpnięciem przesunął mnie za swoje plecy. Moje serce biło bolesne o żebra na myśl o tym, co miało się zaraz wydarzyć.






