languageJęzyk

5. Gorący napar i flirt

Autor: Jade Raven12 cze 2026

Zamarłam, a serce załomotało mi na te słowa. Czy on był zazdrosny o to, że mnie dotykali, że próbowali mnie zgwałcić? Przez chwilę nie byłam w stanie wykrztusić słowa, nie mogłam skupić się na tym, co właśnie powiedział.

— Zejdź ze mnie. Nie wierzę, że jesteś zazdrosny — mruknęłam, odpychając go z całej siły. Nawet nie drgnął, tylko przechylił głowę, patrząc na moje dłonie na jego piersi, co sprawiło, że szybko je cofnęłam. Mocniej owinęłam się jego kurtką, wiedząc, że to jedyna rzecz, która chroni mnie przed jego palącym wzrokiem.

— Zazdrosny o ciebie? — zakpił, a łzy napłynęły mi do oczu. — Nie bądź głupia. Gdybym cię chciał, oboje wiemy, że nie musiałbym cię zmuszać. Padłabyś przede mną na kolana z własnej, cholernej woli — drwił zimno.

Przełknęłam ślinę, policzki mi zapłonęły z zawstydzenia i bólu po jego słowach. Odwróciłam wzrok, ale on złapał mnie za twarz i siłą zwrócił ją ku sobie.

— Jestem wściekły, bo naraziłaś się na niepotrzebne ryzyko. Tak samo jak tej cholernej nocy, kiedy wymknęłyście się z Celestią i zginęli twoi rodzice. Niczego się nie nauczyłaś? — powiedział lodowato, po czym brutalnie mnie puścił.

— A teraz pospiesz się, zanim tu wyzioniesz ducha. — Odwrócił się i ruszył ścieżką.

Zawahałam się i nie ruszyłam za nim. Parsknął, zatrzymując się na moment i spoglądając na mnie przez ramię; w jego oczach wezbrała nowa fala palącego gniewu.

— Albo możesz tu poczekać, aż znowu cię znajdą; drugi raz cię nie uratuję, chyba że, tak jak mówiłem wcześniej, tego właśnie chcesz — zauważył arogancko. Rozejrzałam się po okolicy. Przeszedł mnie gwałtowny dreszcz, bo wiedziałam, że ma rację. Z nim byłam bezpieczniejsza niż tutaj sama. Choć ostatnio trudno było powiedzieć, bym cieszyła się jego łaskami. — Już! Bo może sam cię zaciągnę z powrotem do Kydosa i Nikolasa, żeby dokończyli to, co zaczęli! — Przygryzłam wargę i zerknęłam wokół po raz ostatni.

Ale co potem? Nie mogłam wrócić do domu w takim stanie. Co jeśli Celestia by mnie zobaczyła? Albo Alfa? Tylko udowodniłabym im, jak słaba jestem w porównaniu z resztą. Udowodniłabym, że nie nadaję się na Betę.

Przełykając zranione uczucia, podbiegłam, by go dogonić, a on tylko chwycił mnie za ramię i przyciągnął bliżej. Przez resztę drogi nie odezwał się ani słowem, co dało mi czas na wymyślenie, jak przemknąć obok strażników i wrócić do domu niezauważoną.

Byłam tak pogrążona w myślach, że nawet nie zauważyłam, kiedy się zatrzymaliśmy. Pchnął drzwi małej chatki.

— Gdzie jesteśmy? — zapytałam.

— U mnie.

Uniosłam brew. — Mieszkasz w zamku…

— Mam pokój w zamku, ale to miejsce jest moje — poprawił mnie, patrząc na mnie. Zdałam sobie sprawę, że nigdy tu nie byłam… Ale ile tak naprawdę wiedziałam o Xavianie? Niewiele. Niechętnie się dzielił informacjami, a ja nie śmiałam pytać. — Zamierzasz pozwolić, żeby deszcz dalej zalewał mi chatę?

Mrugnęłam i szybko odsunęłam się od progu, chcąc zamknąć drzwi, ale on pochylił się nade mną i sam je zatrzasnął.

Moje serce drgnęło, gdy zapalił światło, a ja mogłam się rozejrzeć. Wnętrze było proste i czyste, z małym aneksem kuchennym i stołem z dwoma krzesłami stojącym z boku. Po drugiej stronie, naprzeciw kominka, stała dwuosobowa sofa, przed nią stolik kawowy, a po obu stronach kominka dwie duże biblioteczki.

Dwie pary drzwi prowadziły do innych pomieszczeń, najprawdopodobniej sypialni i łazienki.

Xavian przeszedł przez pokój i zniknął za jednymi z drzwi. Z miejsca, w którym stałam, widać było róg łóżka. Odwróciłam wzrok, patrząc na sufit z drewnianymi belkami i żelaznymi, ażurowymi kloszami lamp. Musiałam przyznać, że miejsce wyglądało bardzo przytulnie.

Jego zapach unosił się w powietrzu. Zastanawiałam się, ile czasu tu spędza. Spojrzałam na błoto, którym ubrudziliśmy podłogę, i powoli wyślizgnęłam się z butów, nie chcąc roznosić brudu i wody wszędzie. Mocniej przycisnęłam do siebie kurtkę Xaviana, znajdując ukojenie w tak prostym kawałku odzieży, choć wiedziałam, że to jego zapach tak naprawdę mnie uspokajał.

— Idź pod prysznic.

Spojrzałam na Xaviana, który wyszedł ze swojego pokoju, trzymając koszulkę i spodnie dresowe. Swoje ubrania.

— Dzięki — odpowiedziałam, podchodząc do niego. Wzięłam ubrania ostrożnie, uważając, by ich nie pobrudzić.

— Załóż koszulkę tyłem na przód. Sprawdzę twoje plecy — powiedział dokładnie w momencie, gdy się odwracałam, co sprawiło, że zamarłam.

Sprawdzi moje plecy? On zamierza je obejrzeć?

— Nie muszę…

— Albo to, albo idziemy do królewskiego uzdrowiciela, wybieraj — uciął zimno.

Spochmurniałam. Nie chciałam, żeby inni dowiedzieli się o tym, co zaszło. To nie pomogłoby mojej sytuacji, a plotki rozeszłyby się błyskawicznie.

Weszłam do łazienki, zamknęłam za sobą drzwi i powiesiłam czyste ubrania na haku, po czym zdjęłam jego kurtkę. Podszewka była uwalana błotem, przez co poczułam wyrzuty sumienia.

Odkręciłam wodę i podłożyłam rękę, czekając, aż się nagrzeje, po czym szybko zrzuciłam ubranie, starannie odkładając majtki na bok. Nie były tak mokre jak reszta, a musiałam je założyć. Weszłam pod prysznic, rozkoszując się ciepłem gorącej wody, która koiła moje obolałe kości.

Gdy już się namydliłam, wodząc palcami po śladach i siniakach znaczących moją skórę, chwyciłam myjkę i zaczęłam się szorować, próbując zmazać uczucie ich brudnych łap na moim ciele, wymazać ich zapachy. Łzy napłynęły mi do oczu na tę myśl; Xavian miał rację.

Nie mogłam już dłużej chować się za ojcem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo jego nazwisko zapewniało mi bezpieczeństwo. Już nie. Nie, teraz jestem sama, poruszam się po świecie całkowicie zdana na łaskę innych. Gdyby Xavian na mnie nie wpadł, nienawidzę tego przyznawać, ale straciłabym ostatnią rzecz, jaka mi została — moją niewinność.

A bez wilka mogę być dokładnie tym, kim twierdzi Xavian — nikim. Nie mam wilka, ojciec odszedł, matka też. Jeśli Alfa zdecyduje się mnie pozbyć, oficjalnie nie będę miała nikogo, żadnego celu w życiu.

Szorowałam skórę do żywego mięsa, aż stała się ciemnoczerwona. Może gdybym tarła wystarczająco mocno, mogłabym wymazać wspomnienia, wymazać dawne porażki, wymazać samą siebie. Nic z tego jednak nie działało, a kiedy już byłam czysta, zdałam sobie sprawę, że pachnę trochę jak Xavian dzięki jego żelowi pod prysznic.

Wyszłam spod prysznica i chwyciłam jeden z jego ręczników. Owinęłam się nim. Rozejrzałam się za koszem na pranie, zastanawiając się, czy powinnam wyprać ubrania, ale nic nie znalazłam. Odłożyłam je na bok. Domyślałam się, że zabierał pranie do zamku; Omegi lub ludzka służba zazwyczaj zajmowali się takimi obowiązkami, a ktoś o statusie Xaviana z pewnością miał jedną lub dwie Omegi do osobistej pomocy.

Przypomnienie słów Nikolasa sprawiło, że zalała mnie fala zazdrości. Xavian był młodym mężczyzną, który najwyraźniej miał swoje potrzeby. Czy miał Omegi do zaspokajania żądz seksualnych? A może odwiedzał „Alba Dove”?

Mój wyraz twarzy spochmurniał, gdy myśli stawały się coraz mroczniejsze. Szybko wytarłam się ręcznikiem, po czym wciągnęłam majtki. Ciało wyło z wycieńczenia, a potrzeba zwinięcia się w kłębek i zaśnięcia groziła, że całkowicie mnie pochłonie.

Obejrzałam spodnie, po czym je założyłam, wiążąc sznurkiem w pasie. Na koniec koszulka — wsunęłam ją tyłem na przód, krzywiąc się lekko, gdy sięgnęłam do tyłu i zapięłam jeden guzik.

Spojrzałam na swoje posiniaczone dłonie i westchnęłam, wyjmując kilka drzazg, po czym chwyciłam ręcznik i wyszłam z łazienki. Rozejrzałam się; zasłony były zaciągnięte, światła zapalone; podłoga była czysta, a nasze buty stały przy drzwiach, lśniąc czystością. W kominku płonął ogień, który ogrzewał całe pomieszczenie.

Spojrzałam na Xaviana — nalewał do dwóch kubków coś, co pachniało kawą. Lekki uśmiech błąkał się na moich wargach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę Xaviana robiącego coś tak… zwyczajnego? Nie byłam pewna, czy to właściwe słowo, ale wciąż wyglądał zabójczo przystojnie, robiąc coś takiego.

Spojrzał na mnie, unosząc brew, a ja szybko pokręciłam głową, odwracając wzrok, by się nie zaczerwienić. Podeszłam do sofy i usiadłam, gapiąc się na półki. Większość wyglądała na książki historyczne, choć było tam też kilka o treningu i innych tematach.

— Nie bądź wścibska — zauważył, stawiając dwa kubki na stole, a ja przez chwilę chłonęłam wzrokiem jego umięśnione bicepsy.

O Bogini, ten człowiek został stworzony do grzechu… Czy mogłabym stać się obiektem tego grzechu?

Spochmurniałam na tę myśl, przypominając sobie incydent z Nikolasem.

— Pij, póki ciepła — powiedział, siadając na sofie, a ja nagle stałam się bardzo świadoma tego, że po raz pierwszy jesteśmy w prywatnym miejscu, sami.

Sięgnęłam po kubek, ramiona paliły mnie z bólu, gdy nagle chwycił mnie za nadgarstek, przyciągając do siebie.

— Jesteś po prostu głupia, czy niesamowicie lekkomyślna? — Uniósł brew, rzucając mi kamienne spojrzenie. Serce mi drgnęło, gdy wziął moją dłoń w swoją, a drugą zaczął sprawdzać moje kości, nastawiając kilka po drodze. W pewnym momencie przygryzłam wargę, próbując nie zwracać uwagi na mrowienie, które tańczyło na mojej dłoni i ramieniu pod wpływem jego dotyku. Puścił moją dłoń, wziął drugą i wyciągnął kilka kawałków drewna, których moje ciało samo nie odrzuciło.

— Aua — skrzywiłam się, gdy wyciągnął cienką drzazgę, która wbiła mi się w palec.

Spojrzał na mnie, zanim puścił moją rękę.

— Nie odpowiedziałaś na pytanie.

— Nie wiedziałam, że to było pytanie — odparłam. Sięgając po kubek, koszulka, którą miałam na sobie, zsunęła się z ramienia; położyłam wolną rękę na piersi, powoli się odsuwając. Wciągnęłam aromat kawy z mlekiem, rozkoszując się zapachem, zanim wzięłam łyk.

Xavian zrobił kawę. Dla mnie…

Och, nie mogłam się doczekać, żeby powiedzieć Celestii… czekaj, czy mogę jej o tym powiedzieć? Nie, gdyby dowiedziała się, co się stało, mogłoby ją to zaboleć. Nie chciałam, żeby tak się czuła przeze mnie.

Sączyłam kawę, ciesząc się ciszą, podczas gdy Xavian podniósł swój kubek i opróżnił go kilkoma haustami, co sprawiło, że moje oczy się rozszerzyły.

— Nie było za gorące? — zapytałam ze zdziwieniem.

Uniósł brew.

— Nie dla mnie. Potrafię znieść gorąco; nie wszyscy jesteśmy mięczakami.

Jego kpiący, arogancki ton sprawił, że zmrużyłam oczy.

— Nie jestem mięczakiem…

— Nie… może nie… Chcesz opowiedzieć dokładnie, jak to wszystko się rozegrało na tej ścieżce? — zapytał, a nastrój natychmiast spochmurniał.

Pokręciłam głową. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Jak powiedzieć komuś, że nie zrobiło się nic złego, by to sprowokować? Poza tym, biorąc pod uwagę sytuację w stadzie i to, jak wszyscy mnie ostatnio postrzegali, pewnie powiedzieliby, że na to zasłużyłam albo ich zachęciłam.

Słowa Nikolasa krążyły mi w głowie, tylko potęgując wyczerpanie.

„…nawet nie jesteś z własnej krwi Bety Gideona… Xavian może przejąć tytuł Bety…”

— Odwróć się.

Jego rozkaz wyrwał mnie z rozmyślań. Zerknęłam na białą koszulę, która mnie zakrywała, zanim spojrzałam mu w oczy. Błysnęło w nich coś, czego nie potrafiłam rozszyfrować, ale jego wzrok nie uciekał, jakby rzucał mi wyzwanie. Mocno chwyciłam koszulę i powoli odwróciłam się do niego plecami, trzymając kubek stabilnie obiema rękami.

Przygryzłam wargę, próbując zignorować łomotanie serca, które — wiedziałam to — on też słyszał. Wpatrywałam się w kubek, czując, jak lekko pociąga za koszulę, odpinając guzik. Jego oczy paliły moją skórę, a żołądek mi drgnął, gdy koszula się rozchyliła, odsłaniając mu moje plecy.

Jego serce biło miarowo, a ja zastanawiałam się, dlaczego on ma na mnie taki wpływ.

Syknęłam, gdy wyciągnął pierwszą z drzazg z moich pleców.

— Masz ich kilka, a zaczęłaś się już goić, więc wrosły w skórę.

— Świetnie.

— Siedź spokojnie.

Wywróciłam oczami. Przecież siedzę spokojnie!

Moje oczy rozszerzyły się, gdy jego dłoń powędrowała do mojej talii, mocno ją ściskając i posyłając potężny dreszcz rozkoszy przez całe ciało.

Bogini, nie pozwól mu usłyszeć mojego tętna.

Wyciągnął kolejną drzazgę, sprawiając, że drgnęłam, gdy ostry ból przeszył mi plecy.

— Ta była głęboko.

Skinęłam głową, nie mogąc się skupić, gdy jego dłoń wciąż spoczywała na mojej talii.

Bogini…

Jego dotyk był jak narkotyk, odurzający i niebezpieczny, a jednak tak, tak… kuszący. Sprawiał, że kręciło mi się w głowie.

Poczułam strużkę świeżej krwi spływającą po plecach, a kciuk Xaviana starł ją, zostawiając za sobą ślad iskier.

— Idealnie.

Odwróciłam się w samą porę, by zobaczyć, jak zlizuje krew ze swojego kciuka, co sprawiło, że żołądek mi wywinął fikołka, a lędźwie zapulsowały pożądaniem, które tylko on potrafił rozniecić.

Uniosłam brew, patrząc na niego. — Więc jak smakuję? — Zaśmiałam się, spodziewając się, że poczuje się choć trochę zakłopotany tym, co zrobił. To była tak dziwna rzecz, że przez ułamek sekundy myślałam, że to sobie wyobraziłam.

Jego wzrok spoczął na mnie, a te intensywne, bursztynowe oczy opadły na moje usta. Wtedy to usłyszałam — lekką zmianę w rytmie jego serca. Przechylił głowę, obserwując mnie.

— Ciekawość wzięła górę. To się więcej nie powtórzy — wymruczał, choć wciąż lustrował moją twarz. Uznałam jego słowa za osobliwe.

— Cóż, wiesz, co mówią: ciekawość to pierwszy stopień do piekła — zaśmiałam się.

— Dobrze, że nie jestem kotem — uśmiechnął się arogancko, pochylając się bliżej.

— Nie odpowiedziałeś.

Spojrzał na mnie tymi swoimi zimnymi oczami. — Inaczej.

— Inaczej? Czy pijesz wystarczająco dużo krwi, by mieć porównanie? — zaśmiałam się.

— Nie, ale kąpałem się we krwi wrogów, to nabyty smak.

— Więc smakuję jak twoi wrogowie? — Pochylił się do przodu, jego usta niemal musnęły moje.

— Tego jeszcze nie rozstrzygnąłem. Chcesz być moim wrogiem? — zamruczał, a moja twarz zapłonęła. Odchylił się z powrotem, a na jego twarzy malował się wiedzący uśmieszek. Jakby doskonale wiedział, jak na mnie działa.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: 5. Gorący napar i flirt - Płonąca wybranka Alfy | StoriesNook