– Oddaj mi go, moja samico. – Jego głos przyzywa mnie tak, jak brzeg wzywa morze, by mu uległo. Z jego gardła wydobywa się niski, miękki ton, który osiada w głębi mojego umysłu, a wielkie, lśniące szmaragdy unoszą się, by napotkać moje spojrzenie.
Kye wyrywa się w moich ramionach, piszcząc z irytacji i walcząc, by uwolnić się z moich objęć i dotrzeć do ojca, który stoi w rzece po barki. Moje oczy






