Dalsza część jazdy do celu upłynęła w spokoju; Varek cicho nucił, w końcu naprawdę czerpiąc radość z prowadzenia, a nasz mały siedział szczęśliwy na moich kolanach, napawając się swoim sukcesem. To była krótka przejażdżka; pod nieobecność Kye’a moglibyśmy przebyć tę drogę pieszo. Zabawne było jednak to, jak zjechaliśmy ze wzgórza, by zaraz potem odbić na szlak prowadzący z powrotem pod górę. Nasz






